Sprawdziłem nowego Citroena C5 Aircross. To świetna przeciwwaga dla chińskich SUV-ów
Nie spodziewałem się, że to napiszę, ale Citroen C5 Aircross to obecnie najlepszy SUV tej wielkości z całej gamy koncernu Stellantis. Teoretycznie nic go jakoś specjalnie nie wyróżnia, a mimo to ogólny odbiór jest bardzo dobry. To w duże mierze zasługa "małych" rzeczy, które tworzą spójny obraz tego modelu.
Peugeot 3008 jest ciasny z tyłu, a 5008 to już gigant. Opel Grandland stanowi ciekawą propozycję, ale jest droższy. To samo tyczy się Jeepa Compassa, który do najtańszych nie należy. Wydawać by się mogło, że w szeregach grupy Stellantis nie pojawi się żaden samochód, który będzie przyjaźniejszy dla portfela - i wtem, cały na czerwono (w tym przypadku), wjeżdża nowy Citroen C5 Aircross.
Kliknij tutaj, aby obejrzeć mój wideotest C5 Aircrossa - YouTube
Na pierwszy rzut oka wygląda zwyczajnie, aczkolwiek ma garść "odlotowych" elementów, takich jak chociażby tylne światła z wyeksponowanymi "skrzydełkami". Jest większy od poprzednika i dość kanciasty, ale przez to wygląda po prostu dobrze. Najważniejsze jest jednak to, że oferuje dużo przestrzeni i ma świetny stosunek ceny do tego, co oferuje.
Citroen C5 Aircross robi dobre pierwsze wrażenie. Ktoś wreszcie wyciągnął wnioski
Francuska marka ma za sobą trudne lata. Dopiero w ubiegłym roku przyszło wyczekiwane odbicie, głównie za sprawą nowego C3 i C3 Aircrossa. Niska cena stała się tutaj głównym motorem napędowym, przyciągającym do salonów klientów. Nie wszyscy chcą jeździć chińskimi autami - i tańsza europejska alternatywa jest tutaj potrzebna.

Problem w tym, że w przypadku dużych SUV-ów te ceny są już w innej galaktyce. Citroen znalazł jednak dobry grunt, gdyż ceny C5 Aircrossa startują od 132 900 złotych. I choć mówimy tutaj o bazowej wersji You, to nie można powiedzieć, że jest ona skromnie wyposażona. Wręcz przeciwnie - ma w zasadzie wszystko, czego potrzeba do szczęścia.
A ciekawostką jest fakt, który zdradzili mi przedstawiciele marki. Ceny katalogowe, a ceny transakcyjne to dwie różne bajki. Francuzi są gotowi solidnie rabatować swój produkt, aby podjąć rywalizację z chińskimi SUV-ami.
I to jest dobry ruch. Przede wszystkim mówimy tutaj o samochodzie, który obiektywnie i subiektywnie wygląda dobrze. Jest kanciasty, ciekawy i nie przekombinowano go. Wnętrze także robi niezłe wrażenie, choć tutaj widać już miejsca, w których przycięto koszty.

Twarde plastiki są na kilku fragmentach deski rozdzielczej (ale spasowano je nieźle). Mamy odrobinę tkaniny, dość specyficznej, ale ładnej. Sam projekt deski rozdzielczej mocno odcina się od dotychczasowych pomysłów grupy Stellantis i Citroena - i to jest chyba największa zaleta.
Ekran "Waterfall" nie jest kopią rozwiązań z innych aut koncernu
Ulokowany pionowo i lekko pochylony wyświetlacz to spora zmiana - i zmiana na plus. Jest łatwy w obsłudze, ma świetną jakość obrazu (rozdzielczość robi wrażenie), a do tego sensowniej rozplanowano rozlokowanie wybranych funkcji.
Cieszy mnie także fakt, że zegary (także korzystają z dobrego ekranu) są wkomponowane w linię deski rozdzielczej. Małe rzeczy, a cieszą. Humoru nie poprawia za to mnogość plastików piano black (niestety) i fatalnie ulokowane uchwyty na napoje. Przeciwwagą jest natomiast chłodzony schowek w podłokietniku.
Jest tutaj bardzo dużo przestrzeni
Nowy Citroen C5 Aircross urósł - ma ponad 4,65 metra długości. Dodatkowe centymetry, zwłaszcza w rozstawie osi (tutaj łącznie aż 2790 mm!) sprawiają, że dostajemy ogrom miejsca - z przodu i zwłaszcza z tyłu. Zapas przestrzeni na nogi dla pasażerów jest ogromny, a sama kanapa należy do wygodnych. W topowej wersji MAX dostajecie też podgrzewane siedziska.
Bagażnik, według normy VDA, oferuje 565 litrów do wykorzystania. Citroen chwali się też liczbą 651 litrów, ale ta uwzględnia zapewne przestrzeń po kole zapasowym. Niemniej kufer jest ustawny, a składana w proporcjach 40:20:40 kanapa ułatwi przewożenie długich przedmiotów.

W pewnym sensie Citroen C5 Aircross ma jedną bardzo dużą wadę, która dla wielu osób jest nie do przeskoczenia
Mowa o palecie silników. Jeśli chcecie, aby było tanio, to zostaje Wam jednostka 1.2 MHEV o mocy 145 KM. Półkę wyżej mamy już hybrydę plug-in o mocy 195 KM (topowa wersja kosztuje około 200 000 złotych, więc wciąż jak na takie auto jest to dobra cena, ale dla wielu nieosiągalna). Poza tym alternatywą jest elektryk. Tu kończą się Wasze opcje.
W moje ręce trafiła miękka hybryda 1.2. To poprawiony silnik, który zrywa z rozwiązaniami starego wadliwego PureTecha. Niemniej wciąż ma 3 cylindry i niewielką objętość skokową. 145 KM to teoretycznie "niewiele mniej", niż np. 150 KM w silniku 1.5 TSI. Problem w tym, że właśnie objętość skokowa i charakterystyka sprawiają, że załadowany C5 Aircross raczej nie będzie rakietą.
Dynamika jest poprawna, ale przy wrzuceniu 300-400 kg na pokład liczcie się z tym, że wyprzedzanie stanie się nieco bardziej wymagające. Do tego dźwięk tej jednostki jest dość specyficzny i nie każdy go zaakceptuje.
Zużycie paliwa wynosi tutaj około 9 litrów przy 140 km/h, 7,8 przy 120 km/h i mniej więcej 8,1 litra w mieście. Podczas pierwszych jazd nie miałem jednak okazji dokładnie sprawdzić wszystkich aspektów tego samochodu - na to przyjdzie czas za kilka tygodni, podczas regularnego "testu".
Citroen C5 Aircross stawia na komfort - i to mi się podoba
Francuzi nie udają, że litera S z określenia "SUV" ma tutaj jakieś znaczenie. Nic z tych rzeczy. Sportowych zapędów szukajcie gdzie indziej. W Citroenie jest miękko, ale przyjemnie. Nie będziecie podpierać się lusterkami w zakrętach, ale na dziurach poczujecie miły komfort. Układ kierowniczy pracuje lekko, niemniej wciąż daje Wam znać co dzieje się z przednią osią.
Generalnie jest to samochód "na co dzień", bardzo dobrze zestrojony, nieco mniej kanapowaty niż poprzednik. To moim zdaniem jedna z większych zalet tej konstrukcji.

Czy można go nazywać anty-chińskim SUV-em?
W pewnym sensie jak najbardziej. Ceny poszły w dół i można szukać takich samochodów z rabatami. Jest to konstrukcja ciekawa wizualnie i przestronna. Jej słabą stroną jest paleta jednostek napędowych, ale tutaj nie uda się tego przeskoczyć. Dobrą wieścią jest jednak fakt, że Stellantis pracuje ponoć nad zwykłą hybrydą, która będzie złotym środkiem w ofercie.
Jeśli nie jesteście przekonani do samochodów z Azji, szukacie czegoś w rozsądniejszych pieniądzach i nie boicie się francuskiej motoryzacji, to Citroen C5 Aircross może być warty uwagi. Moim zdaniem trzeba dać mu szansę - to pierwszy od dawna samochód z grupy Stellantis, który naprawdę nie rozczarowuje.


