Na mapie będziesz na Bałtyku, ale samochód przejedzie istniejącą drogą. Estonia korzysta z lodu

Estonia otworzyła właśnie drogę, która na mapie jest kawałkiem Bałtyku. To efekt panujących od kilku tygodni silnych mrozów i problemów z funkcjonowaniem promów.

Takich widoków nie było od lat. W tym roku zima jest naprawdę ostra i mroźne temperatury zadomowiły się na dobre. Kiedyś było to jednak normą, a do tego w pewnym sensie czymś pożądanym. Przy takiej pogodzie Bałtyk skuwa niekiedy bardzo gruba warstwa lodu. Estonia chętnie korzysta z takich warunków, zwłaszcza w regionie zatok.

Pomiędzy wyspami Hiuma i Sarema można po raz pierwszy od dawna przejechać na kołach, na mapie widząc tylko bezkres wody. Potężna i bardzo gruba pokrywa lodowa, generująca problemy z regularnym kursowaniem promów, wymusiła sięgnięcie po rozwiązanie znane w regionie od dekad. Od dzisiejszego poranka władze kraju uruchomiły tymczasową trasę prowadzącą bezpośrednio przez skute lodem morze.

Estonia otwiera drogę na morzu. To odpowiedź na potrzeby mieszkańców

Trasa liczy 17 kilometrów i łączy miejscowości Tärkma (na wyspie Hiuma) z portem Triigi na wyspie Sarema. Póki co ma być alternatywą dla promów, które w trudnych warunkach mają problemy z poruszaniem się przez skutą lodem zatokę.

Estonia Droga na bałtyku

Władze otworzyły drogę w niedzielę o godzinie 9:00, po zakończeniu badań lodu i sprawdzeniu warunków bezpieczeństwa. To pierwsza oficjalna lodowa trasa udostępniona przez lokalną administrację w tym roku.

Już we wczesnych godzinach popołudniowych po obu stronach drogi pojawiły się spore kolejki. Po stronie wyspy Hiuma oczekiwało około 20 pojazdów, natomiast na Saremie pojawiło się aż 60 chętnych. Maksymalna dopuszczalna masa pojazdu wynosi 2,5 tony, co ogranicza ruch do pojazdów osobowych i lekkich dostawczaków.

Jeśli myśleliście, że jazda po lodzie jest "wolną amerykanką", to jesteście w błędzie. Obowiązują tutaj bardzo surowe zasady, których trzeba się trzymać.

Ruch odbywa się wyłącznie w ciągu dnia, w godzinach od 8:30 do 17:00, przy czym ostatni pojazd może wjechać na lód o 16:30. Administracja zamyka trasę natychmiast, gdy widoczność spadnie poniżej 300 metrów, lub w czasie silniejszych opadów śniegu. Na lód nie można też wjeżdżać po zmroku.

Żadnego latania bokiem, ani szybkiej jazdy. Trzeba trzymać się w konkretnym przedziale

Kierowcy mogą poruszać się z prędkością do 25 km/h albo w zakresie od 40 do 70 km/h. Co ciekawe prędkości w przedziale od 25 do 40 km/h uznano za niebezpieczny. Powód? Jak się okazuje jazda z taką prędkością wywołać falę rezonansową, prowadzącą do uszkodzenia lodu.

Nawierzchnia jest bardzo nierówna, a na w okolicach 3 kilometra nadzorca drogi zbudował lodowy most nad pęknięciem. W takich miejscach zaleca się jazdę z możliwie najniższą prędkością.

Organizacja ruchu na trasie opiera się na rygorystycznych zasadach. Wjazd możliwy jest tylko w oznaczonych punktach. Kolejne auta mogą wjeżdżać w dwuminutowych odstępach. Minimalna odległość między samochodami wynosi co najmniej 250 metrów. Nie można tutaj wyprzedzać, ani tym bardziej zjeżdżać z wyznaczonej trasy. Zatrzymywanie pojazdów na lodzie również pozostaje zabronione.

Są też tutaj dość niestandardowe zasady jazdy. Na przykład nie można jechać w pasach - trzeba je rozpiąć. Z kolei drzwi powinny pozostawać odryglowane, na wypadek konieczności szybkiej ewakuacji. Trasę oznaczono gałęziami, które prowadzą kierowców przez zamarznięte morze. Ulokowano tutaj także specjalne znaki.

Po wjeździe na trasę kierowcy mają obowiązek zapisać numer telefonu stacji monitorującej, który ulokowano na znaku przy wjeździe, aby w razie potrzeby szybko wezwać pomoc. Administracja zaleca także regularne sprawdzanie aktualnego statusu lodowych dróg na mapie dostępnej na portalu TarkTee.

Lepiej nie zjeżdżać z utartych szlaków. Estonia pilnuje fanów "zabawy"

Lokalne władze, jak i estońskie służby, odradzają zjeżdżanie z oficjalnej drogi. Co więcej, jeżdżenie po pokrywie lodu w losowych miejscach może być surowo karane.

Powstanie drogi na Bałtyku wynikało w dużej mierze z problemu z funkcjonowaniem promów, które łączą te wyspy. Lodołamacze nie wyrabiają się z torowaniem drogi, co doprowadza do utrudnionej komunikacji. Estonia zdecydowała się więc na rozwiązanie "tymczasowe".

Dyrektor generalny agencji odpowiedzialnej za utrzymanie dróg w Estonii, Priit Sauk, podkreślał konieczność prowadzenia badań bez pośpiechu, aby zagwarantować bezpieczeństwo ruchu. Dopiero po zweryfikowaniu pokrywy lodowej w wielu miejscach zdecydowano się na uruchomienie oficjalnego połączenia.

Minister infrastruktury Kuldar Leis podkreślił także, że w tym roku nie planuje się otwierania lodowych dróg na innych trasach. Połączenie pomiędzy wyspą Hiuma i Sarema jest w pewnym sensie wyjątkiem i odpowiedzią na potrzeby mobilności mieszkańców i odwiedzających wyspę.

W czasie "małej epoki lodowcowej", a zwłaszcza w XVI i XVII wieku, lód potrafił skuć cały Bałtyk

Na kartach historii zapisały się nawet tak wyjątkowe sytuacje, jak karczma, którą zbudowano na faktycznie "na morzu", choć bliżej lądu, na trasie pomiędzy Polską a Szwecją.

Estonia Carta Marina

Można je nawet znaleźć na mapie Carta Marina, pierwszej najdokładniejszej mapie Bałtyku i okolic, stworzonej przez Olausa Magnusa. Wydano ją w 1539 roku w Wenecji. Karczmy widać w dolnej części mapy, na Bałtyku, oznaczono je literą C.