Wreszcie ma silnik spalinowy. Szkoda tylko, że kosztuje krocie. Fiat 500 Hybrid w teście
Mam takie przemyślenie: Włosi zbyt szybko zrezygnowali z wersji spalinowej w tym samochodzie i zbyt późno wprowadzili ją do oferty. Fiat 500 Hybrid jest dobrym samochodem, ale ma dwa duże problemy.
Nie jest tajemnicą, że jestem wielkim fanem tego samochodu. Jako były już właściciel Abartha 595 uważam, że 500-ka to samochód kompletny, który kocha się nawet pomimo jego wad. A tych jest naprawdę wiele. Nowa generacja większość z nich zniwelowała, ale miała jeden problem – brak atrakcyjnego i taniego napędu. Dopiero teraz do akcji wkroczył Fiat 500 Hybrid, który silnik elektryczny zamienił na litrową jednostkę z rodziny GSE.
I tak jak wspomniałem: stało się to zbyt późno. To duży problem.
Fiat 500 Hybrid ma tylko 65 KM. Niby nie powinno to być problemem, ale…
Włoski maluch nie miał łatwego życia. Gdy go projektowano, od początku rozważano zastosowanie także silnika spalinowego. Włosi uznali jednak, że lada chwila wszyscy będziemy jeździć tylko i wyłącznie elektrykami (hehe) i w ostatniej chwili wyrzucili jednostkę benzynową spod maski.
Plusem jest to, że całą architekturę zaprojektowano uwzględniając jej obecność, a sam silnik zniknął z programu rozwojowego na ostatniej prostej. To właśnie to sprawiło, że Fiat potrzebował tylko kilkunastu miesięcy, aby jednostkę 1.0 znowu ulokować pod maską.

W międzyczasie zmieniły się jednak normy, a nowe, bardzo wyśrubowane regulacje, wymusiły dalsze modyfikacje w silniku. W efekcie z 71 KM w poprzedniku zostało tylko 65 KM. Niby niewielka różnica, ale w połączeniu z innymi „ekologicznymi zmianami” sprawiła, że ta konstrukcja jest wybitnie ospała.
To samochód miejski i nie oczekujecie od niego rakietowych osiągów. Nie zmienia to jednak faktu, że przyspieszenie do setki w 18 sekund nie zachwyca, a elastyczność prawie nie istnieje. W mieście nie będziecie się tym martwić. W trasie poczujecie pewien dyskomfort. Uwierzcie mi, w 71-konnym poprzedniku osiągi były zwyczajnie lepsze.
Co więcej, jedyną skrzynią biegów, którą tutaj dostaniecie, jest 6-biegowy manual. Ma być tani i prosty. Nie męczy, pracuje lekko i przyjemnie, a lewarek sam chętnie wpada w rękę. Mimo wszystko coraz więcej osób szuka w nowych samochodach automatycznych skrzyń biegów, które po prostu zwiększają komfort podróżowania na co dzień.
Przynajmniej dostajemy niskie zużycie paliwa
W mieście bez problemu mieściłem się w przedziale od 5,4 do 6,1 litra, co uważam za świetne wyniki. W trasie jest już nieco gorzej, niemniej nawet przy 120-130 km/h dalej jesteśmy dużo poniżej „siódemki”. Sporym zaskoczeniem może być też wygłuszenie kabiny. Jest w niej bardzo cicho i przyjemnie. Powiedziałbym, że wręcz rewelacyjnie, jak na segment A, który wygłuszeniem nigdy nie rozpieszczał.
Ogromnym atutem nowej 500-ki pozostaje także wnętrze
Nie tylko świetnie wygląda, ale wreszcie ma też należytą ergonomię. Za kierownicą siedzi się już po ludzku, a nie w dość pokracznej pozycji, która dosłownie „daje w kość”. Z Abartha wysiadałem zwykle połamany, choć uśmiech na twarzy był bardzo szeroki.

Tutaj ten uśmiech też się pojawia. Atmosfera, która panuje w 500-ce jest po prostu… idealna. Wnętrze wygląda stylowo, tapicerka w pepitę idealnie pasuje do designu samochodu, a nowy wzór cyfrowych wskaźników (z obrotomierzem) jest bardzo estetyczny. Poza tym dostajemy tutaj świetne multimedia uConnect, w wielu aspektach lepsze od rozwiązania wywodzącego się z grupy PSA, stosowanego w innych produktach marki.
Design nadwozia w zasadzie się nie zmienił i tylko dwa detale zdradzają spalinową wersję. Pierwszym jest dodatkowy wlot powietrza w przednim zderzaku, a drugim… biała tablica rejestracyjna. W końcu nie ma co zmieniać czegoś, co jest dobre i sprawdzone, nieprawdaż?
Fiat 500 Hybrid ma też dużą przewagę nad elektrykiem. Chodzi o zawieszenie
Akumulator w wersji na prąd waży ponad 350 kilogramów. Tutaj więc masa samochodu spadła do 1060 kilogramów, co od razu odczujecie. Zawieszenie świetnie radzi sobie z nierównościami, jest komfortowe i idealne do jazdy miejskiej. W połączeniu z lekko pracującym układem kierowniczym dostajemy niemal idealny samochód do codziennego pokonywania kilometrów po dużej metropolii.
Szkoda tylko, że cena całkowicie skreśla ten samochód w oczach wielu osób
88 800 złotych. Tyle kosztuje bazowy (!) Fiat 500 Hybrid, przed promocją. Po rabacie oferowanym przez markę ta cena spada do nieco ponad 81 000 złotych. To wciąż jest poziom segmentu B. Do tego dostajemy tutaj mało mocy i manualną skrzynię biegów. Taki standard w 2026 roku może być trudny do przełknięcia przez wiele osób.

Gdyby 500-ka Hybrid kosztowała wyjściowo 70-72 tysiące złotych, to z pewnością byłaby dużo bardziej atrakcyjną propozycją. W tej chwili nie widzę tłumów klientów, gotowych do ustawienia się w kolejce w salonach marki. Na pewno Włochy będą bastionem tego modelu, ale w innych krajach 500-ka nie ma szans na powtórzenie sukcesu poprzedniczki.
Swoją drogą, tutaj też zastanawiam się nad jedną rzeczą. Wiem, że w grupie Stellantis to Francuzi są dominującą stroną, stąd też ich architektura przoduje we wszystkich modelach. Dziwię się jednak, że platforma 500-ki nie jest mocniej eksploatowana. Na bazie tego samochodu można byłoby opracować fajnego małego Citroena, Peugeota czy nawet Opla, w elektrycznym i spalinowym wydaniu.


