Ford mówi wprost: elektryki? Tak, ale powoli. Szaleństwa będą problemem

Ford zmienia strategię i ostrzega przed zbyt szybką elektryfikacją. Liczby pokazują skalę problemu.

Ford wycofuje się z wcześniejszych planów całkowitego zakończenia sprzedaży samochodów osobowych z silnikami spalinowymi w Europie do 2030 roku. Amerykański koncern przyznaje, że tempo rozwoju elektromobilności jest wyraźnie niższe, niż zakładano jeszcze kilka lat temu. Jednocześnie marka zapowiada nową ofensywę produktową, która ma połączyć napędy spalinowe, hybrydowe i elektryczne.

Ford zmienia strategię. Elektryki idą w górę, ale nie tak szybko, jak wszyscy zakładali

Dane Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Samochodów (ACEA) pokazują, że samochody elektryczne odpowiadały w ubiegłym roku za 19,5 procent sprzedaży nowych aut w Unii Europejskiej oraz w Wielkiej Brytanii, Norwegii, Islandii, Liechtensteinie i Szwajcarii. W pierwszym kwartale 2026 roku udział EV wzrósł do 20,6 procent wszystkich rejestracji aut osobowych.

Ford uważa jednak, że taki wzrost nadal nie pozwala na szybkie i całkowite odejście od silników benzynowych oraz wysokoprężnych. Zdaniem koncernu tempo transformacji pozostaje zbyt wolne, a rynek wciąż nie jest gotowy na pełną elektryfikację.

Prezes europejskiego Forda, Jim Baumbick, podkreślił, że cele dotyczące emisji CO2 powinny uwzględniać rzeczywisty popyt klientów oraz rozwój infrastruktury ładowania. Marka ostrzega, że zbyt szybkie wymuszanie zmian może przynieść odwrotny efekt od zamierzonego.

Ford samochód elektryczny

Ford ostrzega przed skutkami regulacji

Według Forda część klientów może zdecydować się na dłuższe utrzymywanie starszych samochodów zamiast wymiany ich na nowe modele. Dotyczy to zwłaszcza kierowców, którzy nie są przekonani do elektromobilności lub nie mają dostępu do odpowiedniej infrastruktury ładowania.

Koncern zwraca uwagę, że nowoczesne samochody spalinowe emitują znacznie mniej CO2 i zanieczyszczeń niż starsze konstrukcje. W ocenie marki zbyt agresywne regulacje mogą więc paradoksalnie spowolnić realne ograniczanie emisji.

Problemem pozostają też coraz bardziej rygorystyczne przepisy unijne. Do 2030 roku producenci mają obniżyć średnią emisję flotową o 55 procent względem poziomu z 2021 roku. Z kolei do 2035 roku emisje mają spaść o 90 procent. Niespełnienie tych wymagań oznacza bardzo wysokie kary finansowe.

Volkswagen już liczy potencjalne straty

Volkswagen już wcześniej ostrzegał, że w latach 2025-2027 może zapłacić nawet 1,5 miliarda euro kar za przekroczenie limitów emisji CO2.

Grupa Volkswagena przyznała jednocześnie, że próbuje ograniczać te koszty poprzez sprzedaż większej liczby samochodów elektrycznych, niż wynikałoby to z naturalnego popytu europejskiego rynku. To pokazuje, że producenci coraz częściej znajdują się pomiędzy wymaganiami regulatorów a rzeczywistym zainteresowaniem klientów.

Hybrydy plug-in i EREV-y mają odegrać większą rolę

Ford chce zmiany podejścia do regulacji i większego wsparcia dla hybryd plug-in oraz samochodów typu EREV. Takie modele wykorzystują napęd elektryczny, natomiast silnik spalinowy pełni funkcję generatora ładującego akumulator trakcyjny.

Zdaniem marki właśnie tego typu konstrukcje mogą stanowić etap przejściowy pomiędzy klasycznymi autami spalinowymi a pełnymi samochodami elektrycznymi. Pozwalają też ograniczyć problem zasięgu i uzależnienia od infrastruktury ładowania.

Nowa ofensywa produktowa Forda jest tutaj kluczowa

Ford przygotowuje jednocześnie nową gamę modeli dla Europy. Do końca dekady marka planuje wprowadzić pięć nowych samochodów. Trzy z nich mają korzystać z napędów spalinowych lub wieloenergetycznych.

W tej grupie znajdzie się europejska wersja Bronco oraz dwa nowe crossovery inspirowane rajdowym DNA marki. Pozostałe dwa modele będą całkowicie elektryczne. Ford pracuje nad nowym hatchbackiem oraz małym SUV-em pozbawionym silników spalinowych. W rozwoju tych aut pomaga Renault.

Nowe modele mają pomóc Fordowi odbudować pozycję na europejskim rynku po zakończeniu produkcji takich modeli jak Fiesta, Focus, Mondeo czy Galaxy.

Pierwszy kwartał 2026 roku pokazał skalę problemów marki w Europie. Udział Forda w rynku samochodów osobowych wyniósł zaledwie 2,8 procent. Według danych ACEA liczba rejestracji spadła o 14,6 procent, do poziomu 100 056 samochodów. Ford tym samym sprzedał w tym okresie mniej aut niż Fiat razem z Abarthem.

Coraz więcej producentów mówi o ryzyku szybkiej elektryfikacji

Stanowisko Forda to przykład coraz głośniejszej dyskusji dotyczącej tempa transformacji europejskiego rynku motoryzacyjnego. Producenci coraz częściej zwracają uwagę, że zbyt szybki nacisk na pełną elektryfikację może prowadzić do kilku poważnych problemów.

Jednym z nich jest ryzyko utrzymywania starszych samochodów przez kierowców, którzy nie są gotowi na zakup elektryka. Problemem pozostają także wysokie ceny aut elektrycznych oraz nierównomierny rozwój infrastruktury ładowania w Europie.

Kolejnym zagrożeniem są ogromne koszty regulacyjne i potencjalne kary finansowe dla producentów. W praktyce może to oznaczać ograniczanie inwestycji w inne technologie lub sztuczne zwiększanie sprzedaży elektryków kosztem rentowności.

Producenci obawiają się też utraty części klientów, którzy nadal oczekują bardziej przystępnych cenowo samochodów spalinowych lub hybrydowych. Coraz częściej pojawiają się więc głosy, że transformacja powinna przebiegać bardziej elastycznie i uwzględniać realne tempo zmian po stronie rynku oraz infrastruktury.