Mercedes nie boi się przesuwać granic. Pierwsze niezależne elektryczne AMG bada jak daleko mogą się posunąć. Co z tego wyszło?
Mercedes uznał, że sprawdzi na co może sobie pozwolić. Niemiecka marka od dawna przesuwała granicę o kolejne centymetry, ale tym razem poszła na całość i przepchnęła ją nawet nie o metry, a o kilometry. Mercedes-AMG GT 4-Door Coupe, choć nosi nazwę którą znacie, nie ma nic wspólnego ze spalinowym poprzednikiem. Jest bardzo kontrowersyjny wizualnie, imponujący mechanicznie i zarazem... trudny do zaszufladkowania. Poznałem go z bliska i mam na jego temat specyficzną opinię.
Jedną z fajniejszych cech tej pracy jest fakt, że niektóre samochody mogę poznać nieco wcześniej, niż inni. Co prawda moi koledzy po fachu mieli okazję jeszcze wcześniej pomacać sobie to auto. W moim przypadku pierwszym "kontaktem" z elektrycznym AMG były zdjęcia, które dostałem na kilka godzin przed premierą. Przyznam szczerze, że przetarłem wtedy oczy ze zdziwienia i powiedziałem sobie, że nie ocenię tego modelu przed poznaniem go na żywo. Mercedes-AMG GT 4-Door Coupe robi wszystko, abyś powiedział o nim kontrowersyjny - i moim zdaniem nie jest to przypadkiem.
Ten projekt powstawał jeszcze pod okiem Gordena Wagenera, którego styl, co nie ukrywam, w ostatnich latach rozjechał się z moim gustem. Po wynikach sprzedaży widać jednak, że klienci lubią jego pomysły. I choć Wagener opuścił już szeregi tej marki, to jego wpływ będzie odczuwalny jeszcze przez lata.
Tak na dobrą sprawę koncepcja tego samochodu nie zmieniła się od momentu premiery studyjnego projektu Vision AMG. Zdradził on naprawdę wiele: całą bryłę samochodu, ideę na pas przedni i na tył. Dopiero teraz widzę, że faktycznie od co najmniej 4 lat to nadwozie było gotowe do wdrożenia na rynek.

Tylko tutaj pojawia się jeden problem - Mercedes-AMG GT 4-Door Coupe miał "przodka" w postaci studyjnego modelu GT XX
Można śmiało powiedzieć, że była to de facto platforma testowa dla tego modelu, która pozwoliła Mercedesowi sprawdzić znakomitą większość rozwiązań. GT XX wyglądał niczym produkcyjne auto, ale traktowano go jako prototyp. Pobito nim jednak kilka rekordów, w tym imponujący na torze Nardo, a także pokazywano możliwości nowego napędu.
I tym problemem jest fakt, że GT XX wyglądał, przynajmniej moim zdaniem, bosko. Był prosty, ciekawy, dość odlotowy, ale jednocześnie minimalistyczny. Brakowało mu tylko przeszklenia na dachu, ale to jedyne rzeczy, które można w nim było zmienić.
Produkcyjny Mercedes-AMG GT w czterodrzwiowym wydaniu zyskał wiele dużo bardziej kontrowersyjnych elementów. Ledowy panel, który krył się pomiędzy lampami z tyłu, zastąpiono czarną błyszczącą wstawką z plastiku. Te trzy okrągłe lampy pozostały na swoim miejscu, ale zmniejszono je i dodano ledowy pas na krawędzi bagażnika (w stylu EQXX). Światła z przodu stały się bardziej obłe, bliższe produkcyjnym modelom.

Nie jest to mój gust, ale po reakcjach wielu osób widzę, że to przesuwanie granicy idzie Mercedesowi doskonale. Od lat badają na co mogą sobie pozwolić i realizują to w sposób, którego nikt się nie spodziewa
Powiedzmy sobie szczerze - zapewne większość osób, widząc studyjny model Vision AMG z 2022 roku, nigdy nie zakładała, że sporo elementów z tego auta trafi do produkcji. A uwierzcie mi, to dopiero rozgrzewka. Nie mogę Wam zdradzić jaki samochód miałem okazję poznać podczas tego wydarzenia, aczkolwiek nie jest tajemnicą, że Mercedes-AMG pracuje nad elektrycznym SUV-em na tej samej architekturze.
Połączcie kropki, popatrzcie na GT 4-Doora i wyobraźcie sobie projekt, przy którym ktoś jeszcze głośniej powiedział "a niech mnie, zobaczymy co się stanie". Jest ciekawie, jest odważnie. Co na to rynek? To pokaże czas.
I wiem, uwielbiacie narzekać na elektryki, przywykłem do tego. Niemniej ja bardzo doceniam to, co Mercedes ukrył "pod nadwoziem" tego samochodu
Widzicie, największym problemem obecnej motoryzacji jest to, że zarządzają nią ludzie z urzędów, zza swoich biurek. Mają średnie pojęcie o tym co dzieje się w niektórych zakątkach Europy, oczekują cudów realizowanych w 24 godziny od zamówienia. Efekt tego jest taki, że chińskie marki dosłownie szturmują Stary Kontynent, a znane koncerny bronią się w miarę swoich możliwości.
Dopiero niedawno Ci urzędnicy doszli do wniosku, że ich decyzje całkowicie niszczą jedną z gałęzi przemysłu Europy. Ta świadomość pojawiła się zbyt późno, ale jest ważna, gdyż w mojej opinii może doprowadzić do ciekawej równowagi.

Samochody elektryczne były, są i będą. Stają się coraz lepsze i imponują możliwościami. Tak, zgadzam się z tym, że są czymś innym niż samochody spalinowe. Co więcej, producenci też to dostrzegają i sięgają po triki z aut benzynowych, aby dodać tutaj więcej emocji.
Mercedes też to zrobił w GT 4-Doorze. I przy okazji złożył bardzo ważną deklarację
Ten samochód ma obrotomierz i brzmi jak V8, choć silnika spalinowego w nim nie uświadczycie. Prowadzi się rewelacyjnie (ponoć, jeszcze nie było mi dane tego doświadczyć), zmienia biegi i szarpie jak rasowe auto z widlastą ósemką pod maską.
Jesteśmy do tego przyzwyczajeni. Dźwięk daje punkt odniesienia, zwłaszcza podczas szybkiej jazdy. Biegi dają kontrolę nad uślizgiem kół i zachowaniem samochodu. Bez elektronicznej "bajery" takie auto staje się po prostu bardzo szybką zabawką. Tu trzeba było więc podnieść poprzeczkę.
Mercedes przy tym postawił na rozwiązania z najwyższej półki, które wywodzą się w linii prostej z Formuły 1. W tym samochodzie mamy silniki o strumieniowaniu osiowym (axial flux) - lekkie, małe, bardzo wydajne. Cele w akumulatorze są w kąpieli olejowej dla idealnego chłodzenia. Tutaj idea "przegrzania" ponoć ma nie istnieć. Moc ładowania to 600 kW, a pod prawą nogą mamy 1169 KM.
Mercedes-AMG GT 4-Door Coupe tym wszystkim ma więc sprawić, że zapomnicie o poprzedniku o tej nazwie
Jednocześnie jednak w Affalterbach chcą, abyście nie zapomnieli o... silnikach spalinowych. To jest ta deklaracja. Elektryczne AMG otwiera nowy rozdział w historii tej marki, ale jednocześnie jest zabezpieczeniem dla przyszłości jednostek R6 i V8. Te pierwsze wracają do Klasy C i GLC z plakietką AMG. V8 znajdziemy zaś we flagowych produktach.
Może więc wreszcie dojdziemy do tego punktu, w którym elektromobilność i jej fani, pasjonaci spalinowych samochodów i ludzie żyjący motoryzacją będą mogli żyć w symbiozie. Każdy dostanie coś dla siebie i każdy będzie zadowolony. Może nie trzeba będzie wyrzucać jadu, choć w to akurat nie wierzę - to chyba już taka nasza paskuda ludzka cecha.
Niemniej brawa dla Mercedesa. To potężny projekt, który będzie dla marki bardzo ważny. Nie spodziewam się wielkich liczb w statystykach sprzedaży, ale zakładam, że w Sttutgarcie żyją z taką świadomością. Jest to po prostu przekaz dla wszystkich: "mamy technologię, mamy potencjał i nie boimy się go rozwijać". A to jest bardzo ważne.

Swoją drogą, premiera tego samochodu była chyba najbardziej ociekającym tłuszczem wydarzeniem, na jakim byłem w swoim życiu
Zamknięty kawałek drogi w Los Angeles (6th Street Bridge). Sceneria naśladująca "autobahn". Gra świateł, pirotechnika. Występ Blink-182, Brad Pitt machający gościom, George Russell i Kimi Antonelli za kierownicą tych samochodów.
Budowanie hype'u było ważne. Ja należałem do bardzo wąskiego grona przedstawicieli mediów. Grupą docelową byli influencerzy. Cóż, takie czasy - to oni pokazują produkt, a nie mówią o nim, tak jak ja tutaj. A myślę, że głos pochwały i lekkiej krytyki zawsze jest wartościowy.


