Hyundai IONIQ 3 wygląda świetnie, ale tylko w jednej wersji. W środku ktoś podglądał Teslę
Hyundai IONIQ 3 to samochód międzysegmentowy - ma w sobie rozwiązania bliższe segmentowi B, ale gabarytami ociera się lekko o auta kompaktowe. Wygląda odlotowo, ma wiele nowoczesnych rozwiązań na pokładzie i wprowadza coś, czego nie ma żaden inny samochód tej marki.
Ten tekst powinien zacząć się od jednego pytania: czy naprawdę, będąc na Goodwood, poświęciłeś czas na zwykłego koreańskiego elektryka? Tak, aczkolwiek był to efekt czystego pragmatyzmu - miał włączony napęd, działa w nim ładowarka indukcyjna (potrzebowałem prądu), a klima przyjemnie chłodziła (a fotel wentylował). Przy upale, który powitał mnie w Wielkiej Brytanii, było to wręcz niezbędne. A sam Hyundai IONIQ 3 jest też bardzo ciekawym samochodem, który wyłamuje się z typowych ram segmentu B i C.
Spójrzcie - KIA ma klasyczne modele EV2 (typowy segment B), EV3 (łącznik pomiędzy segmentem B i C) i EV4 (kompakt). Wszyscy zakładali, że Hyundai pójdzie tą samą drogą. Nic bardziej mylnego.
Przyjęto tutaj zupełnie inną strategię, która może zaskakiwać, ale ma sporo sensu. Hyundai IONIQ 3 w pewnym sensie ociera się o to, co oferuje KIA EV3. Jednocześnie jednak bazuje na architekturze, którą dzieli z mniejszym EV2. Ma więc skromniejszą pojemność akumulatorów i słabsze silniki (maksymalnie niecałe 150 KM).

Paradoksalnie jednak oferuje wyposażenie, którego próżno szukać w niektórych kompaktowych samochodach, a do tego ma całkowicie nowy system operacyjny, szykowany dla wszystkich premierowych modeli Hyundaia i Kii.
Po pierwsze, Hyundai IONIQ 3 wygląda naprawdę dobrze
I piszę to z czystym sumieniem - ale mając na myśli standardowy wariant. Sylwetka nadwozia tego modelu jest ciekawa i nieoczywista. Trochę przywodzi mi na myśl pierwszego Hyundaia Ioniqa, którego ktoś próbował przerobić na SUV-a. Nie wyszło to źle.
Wersja N Line, w mojej opinii, jest już nieco przekombinowana i ma zbyt wiele detali. Łagodniejszy design dużo bardziej komponuje się z minimalizmem tego Hyundaia.
Tyczy się to także wnętrza, które świetnie wygląda w jasnych kolorach. Jest to też całkowicie nowy projekt, będący drogowskazem dla kolejnych modeli. Kierownica jest mniejsza, znajdziemy na niej inne przełączniki, zmodyfikowano wygląd wszystkich przycisków i dźwigienek, a multimedia korzystają z oprogramowania PLEOS.
To największa zmiana. PLEOS to system, który w pierwszym kontakcie bardzo przypomina... Teslę - tylko nieco poprawioną. Ogólne założenia są bardzo podobne. Prędkościomierz ulokowano w prawym górnym rogu, poniżej mamy podgląd samochodu i systemów, mały komputer pokładowy, a po prawej stronie są kluczowe funkcje, mapa lub zakładki.
Wszystko działa ekspresowo (naprawdę!), grafika ma wysoką rozdzielczość, a obsługa jest intuicyjna. Za to duży plus. Do tego wciąż mamy fizyczne przełączniki obsługujące klimatyzację i podgrzewanie/wentylację foteli.

W kabinie jest zaskakująco dużo miejsca, jak na samochód mający 4,1 metra długości. Kufer nie jest wielki, ale w zupełności zadowoli wiele osób. Tak naprawdę największym problemem Hyundaia IONIQ-a 3 jest kwestia napędu.
Mamy tutaj do wyboru dwa akumulatory: 42,2 kWh lub 61 kWh
Zasięg? Do 450 kilometrów. Ładowanie? Z mocą do 110 kW, czyli bez szału. Kluczem do sukcesu pozostaje więc cena, a z tą, jak wiemy, Hyundai różnie się obchodzi. Jeśli ten model nie będzie atrakcyjnie wyceniony, to konkurencja go zje. A tutaj mówimy o mocnych propozycjach, pokroju Renault 5, Volkswagena ID. Polo, czy Forda Pumy Gen-E.
Na wrażenia z jazdy trzeba jeszcze poczekać, podobnie jak i na cennik tego modelu. Hyundai ma jednak wdzięczny model, aczkolwiek jego pozycjonowanie cenowe będzie kluczem do sukcesu. Przy wysokiej kwocie przepadnie na rynku.


