Jak wyglądał pierwszy kwartał tego roku w świecie motoryzacji w Polsce? Volkswagen z jedynką, rynek rośnie
Za nami pierwszy kwartał, który w świecie motoryzacji przyniósł wiele ciekawych zmian. Minione trzy miesiące tego roku szczegółowo przedstawił Wojciech Drzewiecki, prezes IBRM Samar.
Wydawać by się mogło, że jest źle. Ceny idą w górę, rynek szaleje, a stabilności nie widać na horyzoncie. Tak to przynajmniej wygląda w momencie, w którym nie posiłkujemy się twardymi danymi i konkretnymi liczbami. Wojciech Drzewiecki, prezes i założyciel IBRM Samar, pokazał jak wyglądały w Polsce minione miesiące tego roku. Jest tutaj wiele ciekawostek, które mogą Was zaskoczyć.
Przede wszystkim zacznijmy od najważniejszej informacji: polski rynek motoryzacyjny rośnie. Sprzedaż jest większa, a ceny, przynajmniej na tę chwilę, ustabilizowały się. W pierwszym kwartale wzrosły o 0,6%, co jest bardzo dobrym wynikiem w perspektywie minionych trudnych lat.
Tu warto też spojrzeć na jeszcze jedną rzecz: wydajemy coraz mniej pensji, aby kupić nowy samochód. Tak, auta są drogie, ale bardzo szybko rośnie liczba Polaków, których stać na zakup samochodu z salonu. Oczywiście jest to też po części zasługa chińskich marek, które obniżyły próg wejścia i sprawiły, że kupujący pojazdy używane wybrali coś nowego.

Ciekawie wygląda też struktura rynku. Królują tutaj kompaktowe SUV-y
A do tego w pierwszym kwartale w większości województw królowała chińska motoryzacja. Jedynie województwo łódzkie i wielkopolskie pozostały ostatnimi bastionami europejskiej motoryzacji. Tu też pojawia się pewien zaskakujący fakt: osoby, które przesiadają się do chińskich samochodów, najczęściej robią to z aut... koreańskich. To właśnie pojazdy z tego kraju tracą najszybciej, co może być dla nich problemem.
Zresztą widać to w statystykach sprzedaży. Jeszcze do niedawna KIA była w TOP3 na rynku. W tej chwili jest to Toyota, Skoda i Volkswagen. Co ciekawe czeska marka ekspresowo rośnie w siłę, choć de facto jej portfolio nie zmieniło się od dłuższego czasu. Mowa tutaj o blisko 20-procentowym wzroście liczby rejestracji w skali rok do roku.
Za podium znajduje się BMW, które dalej utrzymuje dobrą passę, a dalej znajdziemy Audi, Kię, Mercedesa, Hyundaia, Volvo i Dacię.
Jeśli zaś spojrzymy na rynek w ujęciu grup, to Volkswagen jako koncern przejął koszulkę lidera - i to z solidną przewagą. Licząc samochody osobowe i użytkowe, Volkswagen ma blisko 39 000 sprzedanych pojazdów. Toyota, która zajmuje drugie miejsce, niecałe 27 400 pojazdów.
W gronie samochodów elektrycznych przoduje BMW
Wiele osób twierdziło, że rynek przeżyje załamanie po wycofaniu dopłat. Faktycznie, styczeń i luty oznaczały spadki w sprzedaży pojazdów na prąd, ale już od marca słupki wystrzeliły w górę. BMW ma na swoim koncie 1628 rejestracji pojazdów na prąd. Drugie miejsce zajmuje Volkswagen jako grupa (1456 samochodów), a na trzecim znajdziemy Stellantis z liczbą sięgającą 1100 pojazdów.
Swoją drogą, przytoczony tutaj Volkswagen dorzucił też swoje ciekawe dane. Ponad 88% pojazdów tego koncernu wyjeżdża z salonów z automatyczną skrzynią biegów, a w przypadku Audi jest to 99,8% samochodów. Te 0,2% to z pewnością kilku śmiałków z "gołym" Audi A3.
Jest też jeszcze jedna ciekawa informacja: ceny samochodów elektrycznych i spalinowych "zrównują się". Jest jednak małe "ale"
Faktycznie, brak dopłat zmotywował wiele firm do tego, aby stworzyć atrakcyjniejsze oferty finansowania pojazdów. Ceny poszły w dół i zaczęła się gra w otwarte karty.
Problem w tym, że wiele firm porównuje tutaj jednak samochody nieco innym przeznaczeniu. Bazowy 150-konny Passat kosztuje nieco ponad 154 000 złotych i jest o 3 000 złotych tańszy od bazowego ID.7 Pure. Haczyk w tym, że ID.7 ma akumulator o pojemności 58 kWh. To faktycznie pozwala na obniżenie ceny, ale w trasie jego zasięg jest znacznie, ale to znacznie skromniejszy, niż takiego Passata.
Tu wracamy do kwestii, na którą zawsze zwracam uwagę: pojemność akumulatora w dużej mierze definiuje komfort użytkowania pojazdu i jego możliwości. Bazowy Passat 1.5 eTSI spokojnie poradzi sobie w długiej trasie, zapewniając solidny zasięg na tankowaniu. W ID.7 dostajemy niższą cenę, ale przy gorszych warunkach i przy wyższych prędkościach autostradowych także skromniejszy zasięg i konieczność częstszego ładowania. Mniejszy akumulator często oznacza także ograniczoną moc ładowania.
Chińczycy wydeptali już swoje miejsce. Powoli dochodzimy do momentu, w którym znikają najsłabsi
I to jest coś, o czym mówiło się od dawna - zresztą sam to podkreślałem w wielu materiałach. Chińskie samochody chińskim samochodom nie sa równe. Mamy na rynku graczy przygotowanych do sprzedaży w Europie, oferujących samochody z pełną homologacją. Mamy też jednak importerów, ściągających samochody korzystając z tak zwanej "krótkiej serii". Takie samochody nie mają systemu ISA, eCall i wielu innych rozwiązań, ale są dopuszczone do ruchu.

Takie dopuszczenie zakłada jednak 1500 pojazdów na "NIP". Wiadomo, importerzy będą tutaj improwizować i kombinować, a Polska jest niestety zbyt hojna w temacie rozdawania tych dopuszczeń (co doprowadza do sprzeciwu wielu krajów, z Włochami i Hiszpanią na czele).
Gdy ta krótka seria wyczerpie się, marka de facto może zniknąć. Nie widać ruchów, aby niektóre firmy dopasowywały się do europejskich wymagań - jest to dla nich nieopłacalne. W efekcie np. Forthing notuje coraz gorsze wyniki, choć plany ekspansji były ambitne. Z mnogości premier podczas ubiegłorocznych targów w Poznaniu nic nie zostało.
Taki los spotka więc z pewnością kolejne marki działające na tej samej zasadzie. Z biznesowego punktu widzenia jest to przede wszystkim działanie nastawione na szybką sprzedaż dostępnych w Chinach samochodów, które w Polsce, nawet po imporcie, pozostają tanie.


