Jechałem ostatnim "prawdziwym" Citroenem C5 i... to był szczyt francuskiej motoryzacji

Jeśli chcecie poczuć jak dziwną i nijaką marką stał się Citroen, to przejedźcie się najpierw jakimkolwiek nowym modelem, a potem wskoczcie za stery ostatniej generacji C5. To wystarczy, aby zrozumieć różnicę.

Francuzi mają dwie wyjątkowe cechy. Potrafią stworzyć coś wyjątkowego i unikalnego, ale mają także talent do psucia swoich największych osiągnięć. Myślę, że motoryzacja jest tutaj najlepszym przykładem. Jeszcze nieco ponad dekadę temu mieliśmy cały przekrój wspaniałych francuskich samochodów. Były hothatche (wybitne), były ciekawe kompakty i całkiem niezłe limuzyny. Jeszcze wcześniej mieliśmy szeroki przekrój mniej lub bardziej odlotowych samochodów, które hipnotyzowały tym wyjątkowym hydropneumatycznym zawieszeniem. Aż trudno uwierzyć w to, że Citroen C5 zamknął ten rozdział w 2019 roku.

Gdy byłem dzieciakiem miałem okres fascynacji Citroenami. Znajomi rodziców posiadali fabrycznie nową Xantię, właśnie z takim zawieszeniem. Z kolei przed blokiem w Lublinie, w którym mieszkałem przez pierwsze 13 lat swojego życia, parkował przepiękny BX, zawsze zgrabnie unoszący się po uruchomieniu silnika. Pojawiał się także XM, butelkowozielony, o ile dobrze pamiętam z jednostką V6 pod maską. To naprawdę było czymś, zwłaszcza na tle ówczesnej motoryzacji.

Nie będę ukrywać - z nowymi Citroenami nie jest mi po drodze. Obecne C4 nigdy mnie nie przekonało, C5 Aircross był przeciętny, podobnie jak C5 X. Jedynie obecne C3 zdaje się mieć sens, ale to wyjątek od reguły. Zasadniczo od kilku lat kolejne produkty z szewronami na masce są po prostu coraz bardziej nijakie. Ani nie wyglądają, ani tym bardziej nie oferują niczego ciekawego.

Citroen C5 opinia

Dogłębnie uświadomił mi to Citroen C5, którym miałem okazję się przejechać

Nie była to perełka. Auto nieco zmęczone życiem, z ogromnym, bo liczącym ponad 400 000 km przebiegiem. Mimo to z zewnątrz wciąż wygląda świeżo i ciekawie, nawet na tle nowych aut. Tu ciekawostka - wiecie, że ten samochód zaprojektował Domagoj Dukec, spod ręki którego to wyszło między innymi BMW XM i obecna Seria 7.

C5 sedan wciąż urzeka wklęsłą tylną szybą i zgrabną linią, zaś kombi jest po prostu przyjemne dla oka. Wnętrze także zasługuje tutaj na uznanie, gdyż mając blisko 20 lat na karku (tak, premiera tego auta była w 2007 roku) ma w sobie sporo świeżości. Ciekawe wskaźniki, prosta, ale i ładna konsola centralna, ciekawe linie i dobre zestawienia kolorystyczne - to przepis na udane auto.

Najważniejsze jest jednak to jak jeździ C5

A jeździ doskonale, bo może i przejechałem się autem z dużym przebiegiem, ale za to było bardzo zadbane mechanicznie. Tyczyło się to także zawieszenia hydropneumatycznego, które zachowywało fabryczne parametry. I jaki to jest komfort jazdy...

Progi zwalniające pokonuje się majestatycznie, przy hamowaniu samochód nie nurkuje, a w zakrętach przechyla się dość delikatnie. Nie zachęca do szybkiej jazdy, ale za to cieszy świetnym resorowaniem.

Doskonale rozumiem powód, dla którego Citroen zrezygnował z hydropneumatyki (koszty i słabnąca sprzedaż aut z segmentu D), ale nie mogę pojąć dlaczego nikt nie podjął się wyzwania zaadoptowania takiej konstrukcji do SUV-ów. Gdyby tak Citroen C5 Aircross posiadał to zawieszenie zamiast tych nieco bardziej wymyślnych amortyzatorów, to wiele osób doceniłoby starania marki. Ba, byłby to jakiś dodatkowy argument stojący za wyborem Citroena.

Tymczasem firma, która słynęła z innowacji i pomysłowości, od lat klepie coraz nudniejsze i coraz bardziej nijakie produkty, na które można by przykleić dowolny znaczek. Za grosz w tym ambicji.

Ale z drugiej strony czego spodziewać się po motoryzacji w 2025 roku? Czasy ciekawych samochodów i przełomowych i nieoczywistych rozwiązań są już przeszłością. Teraz ma być tanio i prosto. Nic więcej już się nie liczy.