Elektryczny Jeep Compass pod lupą. Płynie z prądem i radzi sobie naprawdę nieźle
Najnowszy Jeep Compass w wydaniu elektrycznym jest zaskakująco przyjemnym samochodem. Stellantis wiele rzeczy tu dopracował. A na kilka zabrakło chyba czasu.
Jeep na prąd to w ogóle jest coś, co purystów raczej odstrasza. Ale nie będziemy krzyczeć na chmury, takie mamy czasy. Zwłaszcza w segmencie aut kompaktowych samochody elektryczne "mają się dobrze" i mają jakieś uzasadnienie. Dlatego Jeep Compass w wersji z akumulatorem 73,7 kWh jest ciekawą propozycją. Zwłaszcza, że w wielu miejscach jest całkiem udany.
Jeep Compass jest napchany detalami
W Alfie Romeo Junior ilość i sposób użycia logotypów zupełnie do mnie nie przemawiał. Być może dlatego, że w tamtym aucie wszystko aż krzyczało "Peugeot". W Jeepie, choć również korzysta z klocków koncernu-matki, całość sprawia dużo bardziej spójne wrażenie. A o ilość detali styliści się mocno postarali. Od wzoru felg, przez "atrapkę" w zderzaku, małego Jeepa z namiotem na dachu umieszczonego na szybie, aż po dywaniki w formie "terenowej". w Compassie jest naprawdę mnóstwo fajnych elementów, które odwracają (w dobry sposób) uwagę od wnętrza z elementów z innych marek.

Zresztą, jest to wnętrze z przyzwoitych materiałów i dobrze zaprojektowane. Wiele rzeczy jest pod ręką, dobrze widoczne i wygodne. Nawet multimedia z mocno panoramicznym ekranem nie są jakieś upierdliwe, choć oczywiście mogłyby działać szybciej, a sterowanie funkcjami ogrzewania i wentylacji być bardziej pod ręką. Ale jest trochę fizycznych przełączników. I zegary, czytelne, umieszczone przed oczami oraz wspomagane bardzo dużym ekranem typu HUD.
Do tego dostajemy naprawdę niezłą pozycję za kierownicą oraz bardzo wygodne, choć niezbyt obszerne fotele. Mnie się w nich siedziało bardzo dobrze, ale sądzę, że niektórzy mogą je uznać za zbyt małe.
Czy wnętrze ma więc jakieś wady? Przedziwnie płytka jest rączka do zamykania drzwi. Trzeba ją mocno "złapać" końcami palców, żeby udało się zamknąć otworzone szeroko drzwi. Zastrzeżenia też mam do montażu, bo samochód w wielu miejscach trzeszczy od czasu do czasu.

Wystarczająca przestrzeń
Trudno mieć też zastrzeżenia do przestronności wnętrza. Z tyłu jest całkiem wygodnie, kanapa jest naprawdę dobrze wyprofilowana, nie brakuje też miejsca na nogi.
Bagażnik ma 522 litry pojemności (550 bez subwoofera Focal Audio), ale warto wziąć pod uwagę, że podwójna podłoga jest bardzo głęboka i w górnym położeniu dostajemy znacznie mniej przestrzeni.
Dziwne dźwięki i brak napędu 4x4
No dobra, myślę że ponad połowa właścicieli Jeepów ma jakieś dziwne dźwięki w swoich samochodach. Ale to dlatego, że wykorzystują je zgodnie z przeznaczeniem. Jeep Compass jest jednak miejskim/rodzinnym crossoverem, który nie ma ambicji być terenówką. Mimo tych wszystkich oznaczeń.
Nawet nie ma napędu na cztery koła. Nie zmienia to faktu, że ma duży prześwit (20 cm!) i elektronikę, która pozwala mu poruszać się również poza asfaltem. Bezproblemowo i zresztą całkiem wygodnie. Bo komfort resorowania w takich warunkach jest.

W takich warunkach, bo czasem zawieszenie zachowuje się bardzo dziwnie. Na progach zwalniających i uskokach drogowych (tak, odczujecie to bardzo na autostradzie A1) samochód jednocześnie twardo podskakuje i wpada w bujanie. To nie jest przyjemne.
Poza tym prowadzenie jest dość neutralne i trudno się pod tym względem do Compassa przyczepić. Jest trochę przezroczysty, ale jeździ przyjemnie.
Bardzo doceniam też wyciszenie, bo auto, jak na ten koncern i ten segment, jest w środku dość ciche. Aczkolwiek... wydaje dźwięki. Na koniec hamowania, przy zatrzymaniu się, pojawia się głośne "brzdęk", jakby z zawieszenia, albo układu hamulcowego. Na niektórych nierównościach również słychać pracę podzespołów. To dziwne i średnio przyjemne, przy tej cenie samochodu.

Nie jest tanio
Bo Jeep nic sobie nie robi z konkurencji. Na Compassa w wersji Summit trzeba wyłożyć okrągłą sumkę, w postaci ćwierć miliona złotych, nie licząc obecnej promocji (-11 tys. zł). Dokładniej to kosztuje 221 tysięcy, plus dodatki. W sumie wychodzi 251 800 zł, bo w testowym samochodzie "zaklikane" jest niemal wszystko. Od bardzo drogiego dwukolorowego nadwozia (6100 zł), przez pakiet asystentów, elektryczną klapę sterowaną bezdotykowo, aż po audio Focal i wentylowane fotele oraz dach panoramiczny (ten kosztuje 5100 zł).
Trzeba przyznać, samochód jest bardzo dobrze wyposażony, ma systemy wsparcia w każdej możliwej kwestii, dobre kamery 360 stopni oraz fotele z masażem. Cena przestaje więc dziwić.

Ale i tak, nie kupicie tego auta taniej niż 205 000 zł, bo tyle kosztuje bazowy, elektryczny Jeep Compass.
Świetny w mieście, gorszy w trasie i na ładowarce
Dopóki nie postanowiłem pojechać Jeepem dalej, poza miasto, byłem bardzo zadowolony z tego napędu. Samochód jest w miarę żwawy (ale bez szału z tymi przyspieszeniami), jeździ cicho, płynnie i potrafi być bardzo oszczędny. W jakichś takich superoptymalnych warunkach, dla speców jeżdżenia o kropelce (o elektronie?) myślę, że osiągalny jest zasięg na poziomie 700 km. Cała reszta, kręcąc się z domu do pracy, będzie miała bliżej 450 km. Samochód bez problemu schodzi do ok. 15 - 17 kWh/100 km, a wyższe niż "osiemnastka" wyniki to rzadkość.
W trasie potrzebuje od 18 do blisko 30 kWh/100 km, w zależności od prędkości. Więc na jazdę bez zatrzymań na dłuższych trasach nie ma co liczyć. Z drugiej stronie, jak na bryłę auta, może wcale nie jest aż tak źle?
| zużycie energii | Jeep Compass BEV |
| przy 100 km/h: | 18,2 kWh/100 km |
| przy 120 km/h: | 23 kWh/100 km |
| przy 140 km/h: | 28,9 kWh/100 km |
| w mieście: | 15 - 17 kWh/100 km |
Większe zastrzeżenia niestety mam do ładowania. Choć teoretycznie auto przyjmuje do 160 kW mocy ładowania, co jest dobrym wynikiem, to w praktyce nie udało mi się go osiągnąć. Prawdopodobnie jest on dostępny gdzieś w zakresie 10 - 30% pojemności akumulatora, natomiast powyżej trudno już było przekroczyć 90 kW. To jednak mocno wydłuża czas postoju na ładowanie.
To po lewej to przycisk jazdy "jednym pedałem"
Jeep Compass BEV. Moja opinia i podsumowanie
Jeep Compass ma spore szanse na dobre wyniki sprzedaży. Nie wiem, czy elektryczny, ale ten samochód jest całkiem udany. Przede wszystkim, wygląda bardzo dobrze. Po drugie ma ciekawe i dobrze rozplanowane wnętrze. Jest nieźle wyciszony i dość komfortowy.
Poprawiłbym zawieszenie, zastanowił się co wydaje dziwne dźwięki i zrobił coś z krzywą ładowania. Wtedy i cena, zwłaszcza przy tym wyposażeniu, nie będzie aż tak bardzo bolesna.
| DANE TECHNICZNE PRODUCENTA | |
|---|---|
| MOC MAKSYMALNA | 157 kW (213 KM) |
| MAKS. MOMENT OBROTOWY | 345 Nm |
| NAPĘD | przedni |
| ZAWIESZENIE PRZÓD | kolumny MacPhersona |
| ZAWIESZENIE TYŁ | wielowahaczowe |
| HAMULCE | tarczowe went./tarczowe |
| BAGAŻNIK | 522/1645 l |
| BATERIA | 73,7 kWh |
| MAX MOC ŁADOWANIA | 160 kW |
| TYP NADWOZIA | SUV |
| LICZBA DRZWI / MIEJSC | 5/5 |
| WYMIARY (DŁ./SZER./WYS.) | 4552/1928/1675 mm |
| ROZSTAW OSI | 2795 mm |
| MASA WŁASNA / ŁADOWNOŚĆ | 2198/547 kg |
| MASA PRZYCZEPY / Z HAMULCEM | 750/1230 kg |
| PRZYSPIESZENIE 0-100 km/h | 8,5 s |
| PRZĘDKOŚĆ MAKSYMALNA | 180 km/h |
| GWARANCJA MECHANICZNA | 2 lata |
| GW. PERFORACYJNA / NA LAKIER | 12 lat/3 lata |
| GWARANCJA NA BATERIĘ / SILNIK | |
| CENA WERSJI PODSTAWOWEJ | (BEV ALTITUDE) 206 200 zł |
| CENA WERSJI TESTOWEJ | 221 100 zł |
| CENA EGZ. TESTOWANEGO | 251 800 zł |


