Ładowanie samochodów elektrycznych w Polsce to wolna amerykanka. Ceny są losowe i różnią się o 259%

Ładowanie samochodów elektrycznych miało być proste, przyjemne i tanie. I tak może być. Może też tak nie być. Dlaczego? Odpowiedź brzmi: to zależy od wielu czynników.

Wszyscy mówili, że ładowanie samochodów elektrycznych będzie z roku na rok przyjemniejsze, prostsze i tańsze. Liczba ładowarek faktycznie rośnie (tu możecie o tym przeczytać), a dostępność punktów ładowania w różnych zakątkach kraju wyraźnie się poprawia. Nie oznacza to jednak, że jest dobrze.

Gdy jeden problem zaczyna znikać, a mowa tutaj o dostępności ładowarek, drugi wchodzi do akcji. Są nim ceny ładowania, których rozpiętość jest abstrakcyjna. Co więcej, jedyną odpowiedzią na pytanie "z czego to wynika", jest " to zależy od wielu czynników". A to kolejna rzecz, która zniechęca wiele osób do elektromoblności.

Ładowanie samochodów elektrycznych jest już łatwiejsze, ale może być okrutnie drogie. Rozpiętość cen w Polsce wynosi aż 259%!

Dane ze stycznia, które zebrał EV Klub Polska, pokazują jasno, że sytuacja jest abstrakcyjna. Rynek funkcjonuje w szerokim zakresie stawek, bez jednolitych zasad i bez stabilnej przewidywalności kosztów.

Spójrzmy na prosty przykład paliw. Owszem, ich ceny się różnią. Czasami w mieście zobaczycie kwotę na poziomie, przykładowo, 5,90 zł za litr 95-ki. Za miastem może to być 5,83 zł za litr. Przy autostradzie, gdzie zawsze jest drogo, kwota sięgnie nawet 6,60 zł za litr.

Ładowanie samochodów elektrycznych w Polsce Ładowanie samochodów elektrycznych w Polsce

Mimo wszystko jest to jednak dość stała różnica, którą łatwo wliczyć w koszty podróży. W świecie elektromobilności wygląda to jednak zupełnie inaczej.

Zakres cen energii na publicznych stacjach ładowania wynosi od 1,00 zł/kWh, aż do 3,59 zł/kWh. Tym samym różnica między najtańszą a najdroższą ofertą sięga absurdalnych 259 procent.

Najlepiej działa tutaj przelicznik na faktyczne wydatki. Przyjmijmy, że chcecie załadować 60 kWh. Koszt minimalny wyniesie około 42 zł, natomiast maksymalny przekracza już 210 zł. Pamiętajmy, że zużycie w elektrykach może różnic się w zależności od architektury napędu, wydajności i temperatury. Koszt przejechania 100 km, przy zużyciu na poziomie 18 kWh w mieście i 23 kWh w trasie, może więc wynosić od 18 i 23 zł dla najniższej stawki, do 64 i 82 zł przy najwyższej.

Króko mówiąc, cena energii nie jest stałym elementem kosztów, który można przewidzieć. Cały czas jest uzależniona od zmiennych warunków rynkowych i operacyjnych.

Segment ładowania AC pozostaje najbardziej uporządkowaną częścią rynku, choć i tutaj mamy sporą rozpiętość

Najniższe regularne stawki oferuje w Polsce firma ChargeEuropa. Utrzymują się one na poziomie 1,75 zł za 1 kWh. Większość operatorów utrzymuje ceny w przedziale od 1,75 do 1,99 zł/kWh. Stawki poniżej 1,70 zł/kWh są raczej okazjonalne. Zwykle łączą się z promocjami, lub porą dnia. Tym samym tutaj ceny są mniej więcej przewidywalne, ale nie zapominajmy, że to ładowanie DC gra pierwsze skrzypce.

A mamy ogromne różnice, zwłaszcza w przedziale ładowania z mocą do 150 kW. Tesla niezmiennie oferuje najniższe ceny - i to jest jej przewaga. Stawki na Superchargerach, tylko dla użytkowników aut tej marki, mieszczą się w przedziale od 1,00 zł za 1 kWh do 2,00 zł za 1 kWh, przy standardowej cenie na poziomie 1,70 zł za 1 kWh.

Inni operatorzy stosują ceny głównie w zakresie 2,39 - 2,89 zł za 1 kWh. Różnica względem oferty Tesli wynosi więc na starcie od 40 do 70 procent. Warto dodać, że Tesla, jako jedyny operator, utrzymuje niską cenę energii przy ładowaniu prądem stałym niezależnie od lokalizacji i pory dnia.

Segment bardzo szybkiego ładowania z mocą co najmniej 150 kW charakteryzuje się największym chaosem cenowym. Najniższe stawki zaczynają się od około 1,49-1,99 zł za 1 kWh, natomiast najwyższe sięgają 3,59 zł za 1 kWh.

Operatorzy stosują różne modele cenowe w zależności od miasta, konkretnej stacji lub nawet punktu w ramach jednej sieci. Dynamiczne taryfy funkcjonują bez jednoznacznej komunikacji zasad ich działania, co wprowadza w błąd wielu klientów. W praktyce bardzo szybkie ładowanie samochodów elektrycznych w Polsce może i daje nam krótki czas spędzony przy ładowarce, ale może oznaczać ogromny rachunek.

Niektóre sieci w styczniu znowu podniosły ceny - ale wynika to głównie z zakończenia promocji. GreenWay nie oferuje już darmowego pierwszego ładowania na stacjach 400 kW. ORLEN Charge przywrócił z kolei stawki obowiązujące w listopadzie - wyższe i mało atrakcyjne. Cały czas brakuje tutaj jakiejkolwiek spójności i jednej struktury cenowej, która ułatwiałaby faktyczne wyliczanie kosztów podróży.

Paradoksalnie Polska jest... tania - tylko nieprzewidywalna

Średnie stawki utrzymują się u nas na poziomie znacznie niższym niż ten, który znamy z Europy Zachodniej. Problem polega jednak na tym, że stawki potrafią różnić się na ładowarkach w jednej okolicy i uzależnione są od wielu czynników.

Kluczowe staje się więc szczegółowe analizowane cenników, ofert subskrypcyjnych i abonamentowych, a także weryfikowanie pory dnia, kiedy ładowanie jest tańsze. Jaki jest w tym sens, skoro przez lata przyzwyczajono nas do prostej i wygodnej formy użytkowania pojazdów?

Ładowanie samochodów elektrycznych w Polsce

Źródło grafiki: elektromobilni.pl