Wygląda jak Jeep Wrangler, kosztuje jak Dacia. Ma diesla i świetnie radzi sobie w terenie
Kosztuje mniej niż 60 000 złotych, radzi sobie w terenie, a pod maską ma dwulitrową benzynę lub 2,2-litrowego diesla. Wygląda też niczym Jeep Wrangler, ale nie ma z nim nawet jednego wspólnego elementu. Ten samochód pochodzi z Indii - to Mahindra Thar Roxx.
Era tanich terenówek jest przeszłością. Suzuki Jimny, w momencie debiutu na rynku, było jeszcze względnie przystępne cenowo. Później jednak, ze względu na coraz bardziej wyśrubowane normy, jego ceny szły w górę jak szalone. Teraz znalezienie takiego samochodu za rozsądne pieniądze, będącego maszyną gotową do jazdy w offroadzie, jest wyczynem. Jimny przeszło do historii, a jedyną alternatywą są SUV-y lub bardzo drogie i duże terenówki. Nawet Jeep Wrangler jest już niedostępny, co może być zaskoczeniem dla wielu osób.

Tymczasem w Azji istnieje jego "odpowiednik", który nawet nie kryje się z inspiracją stylistyką amerykańskiego offroadera. Jest to Mahindra Thar Roxx, samochód z jedną wielką zaletą: ceną.
Produkt, który widzicie na zdjęciach, jest i tak dużo bardziej zaawansowaną wersją standardowego Thara. Co więcej, w swojej ofercie Mahindra ma także bajecznie prostego Roxora, który wygląda niczym klasyczny Jeep Willys. Ten model jest jednak traktowany jako pojazd UTV i nie może poruszać się po drogach publicznych.
Jakim cudem Mahindra Thar Roxx może wyglądać niczym Jeep Wrangler?
Nie, indyjska firma oczywiście nie ominęła sporu prawnego z Jeepem. Tu jednak sytuacja ma ciekawe podłoże, gdyż Mahindra od 1947 roku produkowała na licencji Willysy na lokalny rynek. W ten sposób posiadła dostęp do technologii i zaczęła budować terenówki.
Oczywiście na przestrzeni lat ich ewolucja była widoczna, ale charakterystyczny styl pozostał. Jeep formalnie więc wymusił na Mahindrze wprowadzenie garści zmian wizualnych, niemniej nie sprawiły one, że cała sylwetka wygląda inaczej.

W przypadku Mahindry Thar Roxx dostajemy naprawdę prostą terenówkę
Ta niska cena nie jest przypadkowa - choć wyposażenie nie rozczarowuje, a pod maską jest nawet 175-konny silnik, to nie będzie to luksusowe i wygodne auto. Poziom bezpieczeństwa raczej należy do marnych, a jakość wykończenia nie chwyta za serce.
Tutaj jednak chodzi o coś zupełnie innego - o uniwersalność poza utwardzonymi szlakami. A dzięki napędowi na cztery koła i reduktorowi, dostępnymi za dopłatą. Standardowo moc trafia tutaj wyłącznie na tylną oś.
Co więcej, wiele firm oferuje pakiety modyfikacji, z dodatkowymi blokadami mostów czy podniesionym zawieszeniem. Teoretycznie więc, za niewielkie pieniądze, można z takiego Thara zrobić naprawdę solidną terenówkę. O ile oczywiście wytrzyma trudne użytkowanie, gdyż to jest niewiadomą.

Eksport takich samochodów do Europy nie wchodzi w grę. Silniki nie spełniają unijnych wymogów, poziom bezpieczeństwa jest niski i nie ma tutaj za grosz elektroniki wymaganej przez regulatorów. Z drugiej strony... na co komu ona w terenie?
Paradoksalnie takie samochody przydałyby się też służbom. Teraz jednak jedyną drogą do "taniego auta terenowego" jest zakup pickupa. I nie są to już niewielkie pieniądze.


