Mazda broni swoich wielkich ekranów i wyświetlaczy. I ma odrobinkę racji
Jo Stenuit, szef designu marki Mazda w Europie, w wywiadzie stara się obronić coś, czego teoretycznie nie da się obronić: 26-calowy ekran w CX-6e. Ale, w jednej rzeczy ma rację.
Japońska firma przez wiele lat starała się robić wnętrza, powiedziałbym, minimalistyczne. Stworzone niczym 15 lat temu, z niedużymi ekranami i pokrętłem w stylu iDrive. Bardzo to było niedzisiejsze, ale w wielu przypadkach, po prostu... znacznie wygodniejsze niż u marek, które zastępowały przyciski wielkimi ekranami. To się jednak zmieniło i Mazda również zaczęła stosować olbrzymie "telewizory".
Dwa najnowsze modele marki, czyli 6e oraz CX-6e, nie są do końca Mazdami, więc łatwiej im to wybaczyć, ale najnowsza CX-5 też już jest zgodna z aktualną modą.
Designer Mazdy, Jo Stenuit w wywiadzie dla kolegów z Autoweek, stara się bronić tego rozwiązania.
Mazda twierdzi, że stawia nacisk na wygodę kierowcy
Biorąc pod uwagę część wypowiedzi stylisty, trudno nie odnieść wrażenia, że broni przegranej sprawy. Zwłaszcza w CX-6e, której 26-calowy, panoramiczny ekran sięga niemalże pod prawy przedni słupek.
„Ekran oferuje znacznie więcej możliwości wyraźniejszego wyświetlania informacji. A zatem niekoniecznie więcej. W CX-6e zapraszamy pasażera do udziału w doświadczeniu jazdy.”
Brzmi jak totalne marketingowe gadanie. Przecież to nie chodzi tylko o to, żeby wyświetlać więcej, czy mniej informacji, ale o wygodę z ich korzystania w trakcie jazdy. A szukanie opcji na ekranie, czy próba trafienia palcem zawsze jest skazana na porażkę w porównaniu z fizycznymi przełącznikami.
Zgadzam się jednak z innym zdaniem tego wywiadu. Mazda wciąż chce postrzegać wnętrze jako "zorientowane na kierowcę". I to mimo braku przycisków. Chodzi o... zegary.
Jo Stenuit twierdzi, że wyświetlacz typu HUD, który zastępuje klasyczne, cyfrowe zegary, pozwala kierowcy skupić się na drodze. I ma tu trochę racji.

Po pierwsze - cyfrowe wskaźniki rzadko kiedy są równie czytelne, jak analogowe. Nie wiem, z czego to wynika. Po drugie, to fakt, że im bardziej na linii oczu mamy wskazania, tym więcej widzimy, nie odrywając wzroku od drogi. Wyświetlacze typu HUD, z wyraźnymi i wartościowymi informacjami są czytelne i praktycznie zawsze wygodniejsze od zegarów "pod kierownicą". Mazda w osobie Stenuita słusznie więc twierdzi, że "wskaźniki nie są potrzebne, ponieważ można lepiej skupić się na drodze".
Tyle, że to dwa różne tematy - wskaźnik typu HUD to jedno, a wielka tafla światła z prawej strony, za to pozbawiona fizycznych przełączników, to coś zupełnie innego. A więc nie do końca mnie to tłumaczenie przekonuje.