Mercedes-AMG GT 63 SUV ma 1169 KM, a kierowcy i inżynierowie AMG pokazali mi jak je wykorzystać
Jest absurdalnie mocnym samochodem, budzi kontrowersje wyglądem i ma mieć DNA typowe dla samochodów z Affalterbach. Mercedes-AMG GT 63 SUV nie będzie łatwy "do przetrawienia", aczkolwiek to, co oferuje, robi ogromne wrażenie. Jako jedna z pierwszych osób miałem okazję wsiąść na prawy fotel i zobaczyć co wyciśnięto z architektury AMG.EA. I choć byłem nastawiony dość sceptycznie, to z czasem dałem się urzec "oszustwom", którymi czaruje ten model.
To jeden z tych samochodów, o których przez pewien czas będzie mówiło się dużo, a komentarze w sieci (internautów rzecz jasna) będą mało przychylne. I wcale mnie to nie dziwi. Mercedes-AMG GT 63 SUV, jak i jego słabsi bracia, to samochód skrajnie kontrowersyjny. Marka z Affalterbach postawiła na napęd elektryczny, który obudowano garścią bajerów inspirowanych spalinowymi samochodami. To wszystko zapakowano zaś w nadwozie, które przez niektórych jest po prostu trudne do zaakceptowania.
Określenie "pójść na całość" przyświecało tutaj absolutnie wszystkim - inżynierom, designerom oraz zarządowi marki, który dał zielone światło ten projektowi. Jak wiemy elektryczne samochody sportowe nie mają lekkiego życia, a Mercedes postawił je na piedestale, przeznaczając na nie ogromne pieniądze.
Niemcy twierdzą jednak, że nie była to błędna decyzja. Największym wyzwaniem przy tworzeniu takiego samochodu jest zawsze zachowanie charakteru, za który wybiera się AMG. Ludzie odpowiedzialni za GT SUV-a jednogłośnie podkreślili, że najważniejszy pierwiastek pozostał. Bardzo podoba mi się to, jak określił to jeden z kierowców doświadczalnych AMG, który prezentował mi możliwości tego samochodu: "te auta wybiera się głównie dlatego, że są lekko... p*******". Bardzo spodobał mi się ten cytat.
Jakby nie patrzeć Mercedes-AMG GT 63 SUV idealnie wpisuje się w to określenie. Ma 1169 KM i do setki rozpędza się w niecałe 3 sekundy
Prawda jest jednak taka, że te liczby same w sobie nie robią wrażenia. Dobre przyspieszenie z "launch control" staje się standardem w wielu samochodach, zwłaszcza elektrycznych. Mercedes na szczęście wiedział o tym i zadbał o to, aby "wciskanie w fotel" było tylko częścią zabawy.
Jako jedna z pierwszych osób miałem okazję wsiąść na prawy fotel nowego AMG na kultowym torze testowym marki w Stuttgarcie. Nie jest to wielki obiekt, ale robi wrażenie.

W przyszłym roku będzie obchodzić 60-te urodziny. I choć z punktu widzenia testów pojazdów nie pełni już tak ważnej roli, to dla marki jest swego rodzaju wizytówką. Wpasowano go w okolice biurowców marki, gdzie później pojawiło się też muzeum. Z jednej strony odgradza go autostrada, z drugiej zabudowa miasta, a cały obiekt wpasowano wzdłuż rzeki Neckar.
Swoją drogą - tor Żerań FSO był w sumie niemal identyczną koncepcją, minus zakręt zakrzywiony pod kątem 90 stopni. Szkoda, że przegrał z deweloperką.
Wróćmy jednak do naszego bohatera. To właśnie tutaj Mercedes-AMG GT 63 SUV miał pokazać swoje możliwości. Zaczęliśmy od szybkiego startu, aby później zaliczyć kilka szybkich przejazdów po całym obiekcie
Moim pierwszym kierowcą był René Szczepek, znający ten samochód na wylot. W AMG pełni on rolę szefa działu "Vehicle Dynamics - Integration & Simulation". W dużym uproszczeniu: pod tą nazwą kryje się cały skomplikowany zestaw procesów strojenia samochodów, integrowania wszystkich układów i przekształcania danych z symulacji komputerowych w faktyczne odczucia za kierownicą.
René za więc ten samochód na wylot, gdyż od samego początku był odpowiedzialny za architekturę AMG.EA. Pierwszą rzeczą, która zaskakuje mnie po starcie z launch control, jest przyczepność. Pomimo fatalnej aury samochód z zabójczą skutecznością wgryza się w asfalt i osiąga setkę w tempie, które przestawia błędnik.
Duża w tym zasługa silników YASA o strumieniowaniu osiowym, które są w wersjach 55 i 63. Dwie jednostki z tyłu i jedna z przodu nie tylko oferują wyższą skuteczność i wydajność, ale przede wszystkim dużo sprawniej reagują na uślizg w kilka milisekund potrafią dostosować sposób przekazywania mocy, aby wykorzystać swój potencjał.
Kilka chwil później pędzimy już po pierwszej części toru, a René, jak i jego koledzy, nie oszczędza pedału gazu. Setka na liczniku szybko zamienia się w 200 km/h, a SUV zdaje się nie łapać zadyszki.

To jednak wcale mnie nie dziwi - wszak mówimy o 1169 KM dostępnych w szczycie i 2000 Nm
Taka moc nie robi już wielkiego wrażenia - i ludzie z AMG doskonale o tym wiedzą. Dużo ważniejszą kwestią z ich perspektywy było opracowanie architektury, która pozwoli wykorzystać ten potencjał w przyjazny sposób. I tu do akcji wkracza system AMG Race Engineer, którym regulujemy trzy kluczowe ustawienia.
Pierwszym jest reakcja na gaz. Możemy wyraźnie zwiększyć progresję pracy gazu, lub zamienić go w "zero-jedynkowy karabin" do smażenia gumy. To samo tyczy się konfiguracji kontroli trakcji i pracy zawieszenia.
René Szczepek podkreśla, że każde z ustawień domyślnie ma 10 stopni konfiguracji, przy czym zawsze startujemy z pozycji piątej. Dlaczego? W ten sposób zyskujemy tyle samo obrotów "w lewo i w prawo", a więc szybko możemy auto "zaostrzyć" lub "złagodzić". Proste, nieprawdaż?
Najlepszym sprawdzianem tego trybu był... drift
Oczywiście w Mercedesie-AMG GT 63 SUV możemy pozwolić sobie na odcięcie przedniego silnika, pozostając jedynie z tylnonapędowym samochodem. Najpierw jednak zaczęliśmy od ślizgania się w konfiguracji z napędem na obie osie. W takim ustawieniu jest to o dziwo zaskakująco łatwe, a wspomniany już system AMG Race Engineer pozwala właśnie na dostrojenie napędu do własnych oczekiwań.
W trybie Drift żegnamy się całkowicie z ESP, ale możemy regulować kontrolę trakcji. I tu do akcji wkracza wektorowanie momentu obrotowego pomiędzy silnikami YASA. Gdy wybierzemy opcję 1, najgrzeczniejszą, samochód w ogóle nie chce wyrwać się spod kontroli i jedynie lekko zarzuca tyłem. Obracając pokrętło w prawo i przeskakując przez kolejne pozycje tracimy to elektroniczne wsparcie, ale zyskujemy dużo więcej zabawy.
Mercedes-AMG GT 63 SUV to także dobry oszust. Omami Was po kilku chwilach
Jednym z najbardziej kontrowersyjnych rozwiązań jest tutaj symulacja biegów, obrotów i dźwięku silnika. Niemcy podeszli do tematu dość ambitne - głośniki są w środku i na zewnątrz, a w zależności od wersji dostajemy dźwięk rzędowej szóstki (GT 53), lub V8-ki (GT 55 i 63).
Jestem dość sceptycznie nastawiony do takich bajerów, gdyż jest to po prostu gra na emocjach. Jednocześnie jednak zawsze podkreślam, że brak dźwięku w elektrycznych samochodach sportowych jest problematyczny, gdyż zabiera pewien punkt odniesienia do prędkości.

I choć kręciłem nosem słuchając tego "warkotu" V8-ki, to z czasem zacząłem go doceniać. Ba, dałem się oszukać, gdyż przy kolejnych przejazdach, już z innym kierowcą, na chwilę wyparłem z pamięci, że jest to elektryk.
Coś czuję, że klienci też dadzą się omamić - zwłaszcza w sytuacji, gdy z pełną świadomością wybiorą ten samochód i będą korzystali z jego potencjału.
Mercedes-AMG GT 63 SUV jest zaskakująco kompetentnym samochodem
Moim punktem odniesienia jest tutaj Porsche Cayenne Turbo Electric, równie mocne, równie kontrowersyjne. Są to jednak samochody stworzone według dwóch różnych przepisów. Marka z Zuffenhausen, dzielnicy Stuttgartu, położonej zaledwie 10 kilometrów od centrali Mercedesa, postawiła na zabójczą precyzję i "kulturę" wykorzystywania tej absurdalnej mocy.
Mercedes-AMG miał z kolei inną koncepcję. Pierwiastek szaleństwa miał tutaj zostać na pokładzie, aczkolwiek dostęp do niego jest w pełni dobrowolny. Możemy więc cieszyć się SUV-em o nietypowym wyglądzie, który ma zaskakiwać wydajnością i zasięgiem, ale możemy też smażyć opony i zdzierać je na torze. Wybór należy do kierowcy.
W GT SUV-ie bardzo wysoko zawieszono też poprzeczkę dotyczącą wydajności całego układu. Chłodzony olejowo akumulator (moduły są "skąpane" w specjalnym oleju, który nie przewodzi prądu) w zasadzie się nie przegrzewa, a maksymalna moc ładowania na poziomie 710 kW jest naprawdę świetnym wynikiem.
I choć sam akumulator jest wielki (ma ponad 120 kWh pojemności), a masa samochodu to 2700 kilogramów, to jest skutecznie maskowana. Tutaj inżynierom z Affalterbach naprawdę należą się ogromne brawa.
Nie miałem okazji wsiąść za kierownicę, niemniej coś czuję, że ten model może być sporym zaskoczeniem
I tak, wygląda specyficznie, choć w mojej opinii "najtrudniejszym" elementem pozostaje pas tylny - masywny, ciężki i trochę oderwany od całej reszty. Niemniej przód i linia boczna są bardzo dobre. Wnętrze, typowe dla nowych Mercedesów, może przytłaczać ekranami i kolorami podświetlenia, niemniej wyniki sprzedaży marki sugerują, że klientom to nie przeszkadza.

Oczywiście, że wolałbym, aby pod maską takiego samochodu był silnik V8. Aczkolwiek pamiętajcie, że wybór wciąż macie - bo jeśli nie widzi Wam się szybki elektryk, to w gamie, także polskiej, jest Mercedes-AMG GLE 63, który ma 612 KM i 4-litrowe V8 nowej generacji. Tym samym nikt nie skazuje tutaj klientów na jeden konkretny produkt - i to jest coś, co powinno dziać się we wszystkich markach z tej półki.


