Nic mnie bardziej nie wkurza, niż przeglądanie ofert nowych samochodów na OTOMOTO. Zwłaszcza w perspektywie ich cen
Ciekawe ogłoszenie dotyczące nowego samochodu. Cena? Kusząca. I czar pryska w momencie, w którym zanurzacie się w opis, gdzie okazuje się, że podana kwota wymaga spełnienia 81238912 różnych wymagań i podpisania cyrografu z diabłem.
Bardzo cenię sobie dyrektywę Omnibus, która wymusza podawanie najniższej ceny z ostatnich 30 dni. Często można w ten sposób wyłapać różne mało atrakcyjne praktyki różnych sklepów. Uważam, że podobne regulacje powinny tyczyć się ogłoszeń dotyczących sprzedaży nowych i niekiedy używanych samochodów. Ostatnio zanurkowałem na OTOMOTO w oferty pojazdów kilku marek i dowiedziałem się, że niczego się nie dowiedziałem.
Dlaczego? Powód jest prosty: widzę ogłoszenie dotyczące samochodu w interesującej mnie kompletacji i cenie. Klikam. Czytam opis i od razu widzę, że kwota podana przez sprzedającego jest tak naprawdę "nierealna".
Okazuje się bowiem, że taką cenę dostaniemy tylko i wyłącznie wybierając konkretne finansowanie. Czyli w praktyce nie każdy skorzysta z takiej oferty
Oczywiście, finansowania wielu firm są po prostu atrakcyjne, ale nie zawsze ktoś chce z nich korzystać. I wtedy spotykamy się ze wspaniałymi "kwiatkami". Przykład? Samochód X, cena podana w ogłoszeniu: 145 000 złotych. Specyfikacja na 180 000 złotych, więc rabat jest naprawdę dobry. I potem okazuje się, że taką cenę dostaniecie tylko wybierając jedno konkretne finansowanie, z konkretnym wkładem własnym i odpowiednio długim okresem płatności.

Jeśli decydujecie się na inną formę zakupu (wnosicie własny leasing, kredyt, gotówka), to cena magicznie rośnie do 162 000 złotych. Czar pryska ekspresowo.
I nie są to odosobnione przypadki. Regularnie widzę podobne ogłoszenia i śmiem twierdzić, że obecnie stanowią one większość ofert w tym popularnym serwisie z ogłoszeniami. Z technicznego punktu widzenia jest to zgodne z przepisami, ale z mojej perspektywy, potencjalnego klienta, jest to irytujący fakt.
Zresztą cały czas wiele firm bardzo "ukrywa" różne cenniki i kalkulatory finansowania. Szczerze mówiąc nie chce mi się za każdym razem pisać maili, dzwonić lub nawet jeździć po salonach, aby dostać ofertę. Internet nas rozleniwił - to prawda. Samochodu raczej w ten sposób nie kupię, zwłaszcza gdy mowa o własnej specyfikacji, niemniej do salonu chcę wejść już z gotowcem, aby nie tracić czasu na dyskusje o każdym szczególe.
Jestem ciekaw, czy kiedyś ktoś zabierze się za ten temat. Jakby nie patrzeć jest to rzecz, która w pewnym sensie wprowadza nas w błąd. Owszem, podaną cenę można faktycznie osiągnąć, ale dopiero po wyborze konkretnej formy finansowania/spełnieniu pewnych wymagań. A to nie jest do końca fair wobec potencjalnych klientów.


