Niedzielna porcja złych wieści. Honda Prelude Type R nie powstanie. Dlaczego?

Australijski szef Hondy rozwiewa wątpliwości. Jeśli czekaliście na Hondę Prelude Type R, to nie ma na co czekać. Ten samochód nawet nie jest w planach.

Honda Prelude, po początkowej ekscytacji, spotkała się z pewnego rodzaju rozczarowaniem wśród fanów. 200-konna hybryda, ze zmyślną, ale wciąż automatyczną przekładnią, nie jest bardzo szybka, za to jest dość droga. Nie dziwi więc, że wszyscy czekali na informacje o Prelude Type R. Pewnie całkowicie spalinowej, mocnej, z ręczną skrzynią biegów. Mimo wysokiej ceny na pewno znaleźliby się chętni.

Tymczasem w jednym z wywiadów szef Hondy na Australię, Jay Joseph, rozwiewa wątpliwości. Ten samochód nie powstanie.

Honda Prelude Type R powstała jako hybryda

To o tyle ciekawe, że Honda Civic wykorzystuje tę samą platformę, również jest głównie dostępna z napędem hybrydowym, a Type R został wprowadzony na rynek. Co więcej, Prelude ma kilka elementów zawieszenia, które pochodzą ze sportowej Hondy.

Ale w Hondzie wyszli z założenia, że hybrydowa Prelude im "pasuje". Samochód został od samego początku zaprojektowany dla tego rodzaju napędu i nikt nie przewidywał innej opcji.

Ponoć zmiany, które mogłyby pozwolić na włożenie tam dwulitrowej, turbodoładowanej benzyny z ręczną skrzynią biegów, pochłonęłyby miliony dolarów. A Honda nie ma teraz pieniędzy na tego typu inwestycje.

Prelude Type R

Joseph podkreśla, że co prawda sama platforma oczywiście na to pozwala, ale ilość zmian, które inżynierowie przeprowadzili pod kątem projektu, spowodowała że Prelude Type R wymagałaby niemalże projektowania od zera.

Na pewno jest to cios w serca fanów marki. Japończycy przygotowali co prawda mnóstwo pakietów poprawiających zarówno wygląd, jak i prowadzenie auta, ale wciąż pod maską zostaje napęd hybrydowy z automatyczną przekładnią.

Cała nadzieja w tunerach.

Z drugiej strony, Honda ostatnio anulowała cały, niemalże gotowy projekt swoich aut elektrycznych. Wcześniej nie doszła do porozumienia z Nissanem. Wygląda na to, że marka walczy o godne życie w najbliższych latach. Japończycy nie są związani z żadnym dużym koncernem, więc potencjalne koszty są u nich znacznie większe.

Dlatego może poczekajmy, aż sytuacja na świecie się jakoś ustabilizuje, podobnie jak finanse Hondy. Wierzę, że może jeszcze nas zaskoczy.