Nowa Honda za 45 000 zł? Tak, ale u nas to się nie sprawdzi
Taka cena w 2026 roku? Na rynku debiutuje właśnie odświeżona Honda City. Niestety, nie u nas. I tu raczej by się nie sprawdziła.
Umówmy się, Honda za 45 000 zł brzmi jak coś, co będzie hitem sprzedaży. Wypuszczenie takiego auta w Europie spowodowałoby wyprostowanie się włosów na głowie nawet przedstawicieli chińskich marek. Ale Honda City do Europy nie trafi.
Nowa Honda City ma prosty silnik, ręczną skrzynię i bogate wyposażenie
Nowe City to tak naprawdę spory lifting, który upodobnił auto do Accorda oraz Prelude. Auto dostało nową atrapę i lampy. Zgubiło chromy, a w zamian pojawiła się listwa LED. Honda jest teraz nieco bardziej kanciasta i agresywnie wystylizowana. Dostała też lakier Crystal Black. Malutkie kółka pozostały bez zmian.

Podobnie jak mechanika.
Do wyboru dla kierowcy są dwa silniki. Przy czym pierwszy to stare dobre, czterocylindrowe 1.5 o mocy 121 KM, spięte z sześciobiegową skrzynią ręczną. Klasyk, ale jakże może być przyjemny. W opcji jest przekładnia CVT. Drugi napęd to hybryda e:HEV, oparta na jednostce 1.5, o mocy 126 KM. To podobna konstrukcja do tej, którą znamy z Jazza.
Z nowinek, Honda City zyskała całkiem sporo nowego wyposażenia, takiego jak wentylowane siedzenia, system kamer 360 oraz większy ekran multimediów (10,1"). Niestety, wkomponowano go w tę samą deskę rozdzielczą, przez co wygląda jak wygląda. Czyli jak kupiony w internecie. Za to mamy do dyspozycji (w wyższych opcjach) szklany dach, skórzaną tapicerkę, ładowarkę indukcyjną oraz oświetlenie ambientowe.

Dość ambitnie, jak na bardzo tanie auto.
Honda City 2027 trafi jednak tylko do indyjskiego odbiorcy. Nie wątpię, że tam ma szansę stać się dość prestiżowym autem, które zresztą cieszy się tam sporą popularnością. Cena startująca od 11 99 900 rupii jest niska głównie z naszego punktu widzenia. City "ze szczytu gamy" kosztuje blisko dwa razy więcej, czyli około 90 000 zł. Też jest to atrakcyjna cena jak za hybrydowego sedana z bogatym wyposażeniem.
Tyle, że w Europie to nie ma sensu. Pomijam już fakt innej kompletacji elementów odpowiadających za bezpieczeństwo. Ale sedan segmentu B, choć swego czasu był bardzo popularny, w tym momencie nie miałby racji bytu. W tym segmencie liczy się tylko hatchback, a najlepiej crossover. Auto pewnie nie zyskałoby popularności nawet jako taksówka. Fiat próbował tego z Tipo i też nie przyjęło się to poza niektórymi krajami. Nawet Dacia Logan staje się autem, którego nikt nie chce, ustępując Sandero, a przede wszystkim Dusterowi i Joggerowi.


