Peugeot 408 Hybrid to bardzo fajny wóz, którego nie mogę kupić. Powód ten sam, co od lat
Lubię takie samochody. Liftbacki o ładnej linii, w tym przypadku mamy jeszcze do czynienia z samochodem lekko podniesionym i po prostu wygodnym. Cóż z tego, skoro lata lecą, a Stellantis dalej pakuje wszędzie ten sam, dziadowski silnik. I niekoniecznie daje alternatywę.
Trudno mi napisać coś odkrywczego o tym samochodzie. Mam wrażenie, że wszyscy o Peugeocie 408 od kilku lat piszą dokładnie to samo, co w światku motoryzacyjnym jest swojego rodzaju ewenementem. Ale zupełnie szczerze: to samochód, o którym ciężko napisać coś innego, niż wszyscy. Bo Peugeot 408 Hybrid całkiem „dowozi”, jest udanym projektem, ale układ napędowy ma… no kiepski.
A tak w ogóle to wersja po liftingu
Nie zauważyliście? Nie martwcie się, ja też bym się nie połapał, gdybym po prostu o tym nie wiedział z racji – nazwijmy to – potrzeb zawodowych. W każdym razie Peugeot 408 doczekał się w tym roku liftingu, chociaż zmiany są prawdę mówiąc kosmetyczne.

To akurat dobra wiadomość, ponieważ 408 to jedno z najlepiej narysowanych aut na rynku. Naprawdę tak uważam. W tym wypadku niewielkie zmiany to dobra informacja. Z kronikarskiego obowiązku odnotujmy jednak, co tu w ogóle się zmieniło. No więc – delikatnie przemodelowano front samochodu, odrobinę zmieniła się sygnatura świetlna reflektorów.
Z kolei przez cały tylny pas ciągnie się czarna listwa, która łączy oba reflektory. Na tejże listwie pojawił się czarny logotyp marki. Do tego nowe wzory felg, nowe kolory lakierów… tak, to tyle. W środku jest w sumie po staremu.
Ale to też dobra wiadomość. Okej, multimedia działają wolno, ale chociaż są czytelne. Cały ten panel i-Toggles w sumie sprawdza się i jest chociaż odrobinę bardziej ergonomiczny niż sam ekran, a w ogóle to z biegiem lat doceniłem ten koncept z małą, jajowatą kierownicą. Jest poręczna i wygodna w użytkowaniu. Te wielkie stery – zwłaszcza w markach premium – jednak męczą mnie.
To po co był w ogóle ten lifting?
Francuzi mimo wszystko dokonali jakichś zmian, choć prawdę mówiąc dotyczą one głównie wersji elektrycznej – bo i taka jest na rynku. Przede wszystkim poprawiono w niej prokondycjonowanie baterii, ale wersja elektryczna nie jest przedmiotem tego tekstu, więc tu stawiam kropkę.
A co ze spalinówką? Cóż, jakieś zmiany niby są, ale tak naprawdę to kosmetyka. Silnik jest więc ten sam, co właściwie w każdym Peugeocie. 408 Hybrid to żadna hybryda, a przynajmniej w takim rozumieniu, jak widzi to Toyota czy inna Honda. Tak naprawdę to po prostu układ miękkiej hybrydy – choć należy zauważyć, że całkiem wydajny. 21-konny silniczek wydatnie wspomaga silnik spalinowy. Samochód bez większej trudności rusza z miejsca w trybie wyłącznie elektrycznym.
Dalej są już jednak głównie wady. Silnik 1.2, choć znacząco zmodernizowany i pozbawiony paska w kąpieli olejowej (który był piętą achillesową oryginalnego PureTecha), nie jest już jakimś przesadnie awaryjnym tworem, ale jest też po prostu dalej silnikiem męczącym w odbiorze.
1.2 od Stellantisa dalej warczy, a trzy cylindry są nieszczególnie wyważone, przez co samochód łatwo wpada w wibracje. Kultura pracy zwłaszcza na zimnym silniku nie istnieje, a jeśli auto postoi dłużej na mrozie – co sprawdziłem przy teście Peugeota 3008– w zasadzie nie da się go użytkować. Komputer pokładowy w ogóle nie umie sobie wtedy poradzić z silnikiem i ze skrzynią eDCT. Sytuacja normuje się dopiero po osiągnięciu odpowiedniej temperatury pracy. Aha – skrzynia nadal zmienia leniwie biegi, ale według mnie akurat z tym da się żyć.
Coś jeszcze jest źle? Oczywiście. Mimo 145 koni człowiek ma tu wrażenie, że koni jest co najmniej kilkanaście mniej. Dynamika jest bardzo marna, subiektywne odczucie jest nawet słabsze niż cyferki, które podaje producent. A przyspieszenie do 100 km/h trwa niby 9,4 sekundy.
Jest jedna rzecz, w której 1.2 Hybrid się jednak sprawdza – i jest to zużycie paliwa. Spalanie jest w istocie niskie. W mieście bez większych trudności można wyrobić się w ośmiu litrach. Droga ekspresowa? Sześć z hakiem. Autostrada? Siedem z hakiem. Biorąc pod uwagę, że Peugeot 408 to liftback, ale na tyle podniesiony, że bez stresu można nim wjeżdżać na krawężniki, to bardzo przyjemny wynik.

Szkoda, bo Peugeot 408 Hybrid to jedno z najfajniejszych aut na rynku w tej cenie
Okej, ta cena nie jest przesadnie niska, o czym za chwilę. Ale mimo wszystko – to jeden z najfajniejszych projektów w powiedzmy segmencie popularnym.
Linii Peugeota 408 nie powstydziłyby się w moim odczuciu marki premium. Projektanci Peugeota nigdy nie byli szczególnymi szaleńcami, jeśli chodzi o wzornictwo – historycznie przodowali w tym raczej koledzy z Citroena oraz rywale z Renault.
Tymczasem to naprawdę świetnie narysowane auto. Lekko agresywny design jest połączony ze smukłym nadwoziem, które idealnie łączy się z ostatnim słupkiem i zderzakiem. Wyglada to dobrze. We wnętrzu czuć, że to podniesione auto, ale z zewnątrz linia sprawia wrażenie niemal sportowej. Po co komu crossover, skoro można mieć coś takiego?
Dzięki temu, że to podwyższone auto, jak na liftbacka o tym rozmiarze Peugeot 408 jest całkiem komfortowym i praktycznym autem. Choć to samochód przypominający w gruncie rzeczy coś w rodzaju fastbacka/coupé, w drugim rzędzie nawet dość wysokie osoby nie będą szorować głową po suficie. Bagażnik ma ponad 500 litrów. Jest naprawdę pojemny.
Ogólnie – to samochód, w którym dobrze będzie wyglądać singiel, ale i zmieści się rodzina 2+2, a 2+1 to już w ogóle.
No ale właśnie, cena. Peugeot 408 Hybrid jest drogi
W bazowej wersji Allure ten samochód kosztuje co najmniej 152 950 zł brutto. Najdroższa wersja – 408 GT Exclusive PHEV – to co najmniej 212 500 zł (!) z VAT.
To sporo, zwłaszcza że Peugeot 408 zdradza swój rodowód, co szczególnie widać w przypadku wykończenia drugiego rzędu. Kokpit jest efektowny, ale w drugim rzędzie szybko pojawiają się twarde plastiki.

Ta cena jest jeszcze o tyle trudna do zaakceptowania, że podobny efekt można uzyskać w Peugeocie 308 kombi. I tam jest dostępny też diesel. Od 133 550 zł z VAT. Tak, ja wiem, że olej napędowy jest aktualnie drogi.
Ale silnik wysokoprężny jest dość istotny w tym wypadku, ponieważ Stellantis – jak wspomniałem tylko 43254 razy – nie ma nic sensownego pod maską w przypadku 408. Albo 1.2 Hybrid, który jest dość lichy, albo od razu… 1.6 PHEV. Który jest z kolei za mocny dla wielu, a przede wszystkim za drogi, co zauważyłem wyżej. Fatalnie wycenionego elektryka z litości pomijam.
No i wracamy do punktu wyjścia. Super auto, ale nie ma jak go kupić.


