Potężny czarnoksiężnik z Kalifornii zaklina Porsche w niesamowitą wersję turbo

Singer 911 Sorcerer to pierwszy projekt Singera z serii DLS Turbo. Klient, który go zamówił, będzie cieszył się autem, które nie uznaje kompromisów.

Przyznaję, że trudno nazwać mnie fanem Singera. Szanuję Kalifornijczyków, doceniam to co robią i wiem, że ich projekty są dopracowane w najmniejszych szczegółach. Ale jakoś nie wzbudzają moich emocji. Chyba, że DLS Turbo. Singer 911 Sorcerer, czyli pierwsze "klienckie" auto z tej serii jest absolutnie wycyzelowanym majstersztykiem designu i możliwości.

Singer 911 Sorcerer zaklina model Turbo

I zawstydza starego dobrego "Widowmakera" modelu 930. Bodykit Porsche 911 serii 964 nawiązujący do modeli 934 i 935 jest sam w sobie motoryzacyjnym dziełem sztuki. A w tym przypadku połączono go z granatowym nadwoziem (Fantasia Blue), które gradientem przechodzi w czerń. Ta jest idealna dla potężnego skrzydła oraz poszerzonego, czarnego tyłu. Jest szalony, elegancki, i krzykliwy, ale nie bolą od niego oczy.

Do tego ma kute, lekko złotawe, magnezowe felgi, które dopełniają tego wyglądu. W środku znajdziemy klatkę, które mogłaby być designerskim meblem, dwa kubełkowe fotele oraz szarą tapicerkę i minimalistycznie przebudowaną deskę rozdzielczą. To jeden z najlepszych projektów, jakie widziałem.

No dobra, ale Singer nie jest tylko od designu. 911 Sorcerer to prawdziwa maszyna do szybkiej jazdy. Za bazę posłużył tutaj doładowany bokser o pojemności 3,8 litra. Podwójnie doładowany, z dodatkowym chłodzeniem głowic cieczą oraz możliwością kręcenia silnika do astronomicznych jak na Twin Turbo 9000 obr./min. W sumie mamy tu 700 KM oraz 750 Nm. I manualną skrzynię biegów z otwartym mechanizmem, który można podziwiać podczas jazdy.

911 Sorcerer

To nie jest wyścig na cyferki, tylko precyzyjna robota. W tym aucie tyle ma wystarczyć. I nie wątpimy, że wystarcza. Na pewno to Porsche będzie też słychać. Singer zainstalował wydech wykonany z tytanu oraz materiału Inconel (stop żelaza, niklu i chromu), z wyprowadzeniem za tylnymi kołami. Kalifornijczycy przebudowali też zawieszenie, poprawili stabilizację oraz dorzucili ceramiczne hamulce. Wszystko w imię wydajności.

Funkcja plus forma. To się tutaj udało. Auto z jednej strony robi wrażenie swoim wyglądem, z drugiej możliwościami. Tak samo dobrze będzie prezentować się na torze, jak i w kolekcji, czy podczas weekendowych przejażdżek.

Rzadko tak mówię o autach Singera, ale tego trochę zazdroszczę anonimowemu klientowi, który wydał na nie pewnie kilka ładnych milionów.