Przegląd techniczny przestaje być formalnością. UE buduje nowy system kontroli pojazdów, szykujcie się na wydatki
Przegląd techniczny na nowych zasadach, jednolitych w całej Unii Europejskiej? To scenariusz na ten rok. Nowe regulacje dokręcą śrubę i sprawią, że zdobycie pozytywnego wyniku będzie dużo trudniejsze.
Przegląd techniczny będzie dużo bardziej wnikliwy, a w Europie powstanie międzynarodowa baza danych. Nowe regulacje mają nie tylko zaostrzyć kontrole, lecz przede wszystkim ujednolicić system w całej Wspólnocie. Celem jest także ograniczenie manipulacji przy przebiegu i emisji spalin. Jeśli harmonogram legislacyjny zostanie dotrzymany, 2026 rok przyniesie największą reformę badań technicznych od wielu lat.
Przegląd techniczny po nowemu. Europejska baza danych całkowicie zmieni handel autami
Największą zmianą będzie stworzenie wspólnego, europejskiego rejestru badań technicznych. Kraje członkowskie połączą swoje bazy danych, tym samym informacje o przebiegu oraz wynikach kontroli staną się widoczne w całej Unii.
Oznacza to, że historia pojazdu sprowadzanego z zagranicy będzie łatwa do zweryfikowania. Z kolei cofanie liczników stanie się znacznie trudniejsze. Co więcej, właściciel wykona przegląd w innym państwie członkowskim, a system pokaże komplet wcześniejszych wpisów. Dla rynku wtórnego oznacza to wyraźne zwiększenie przejrzystości.

Nie ma róży bez kolców. Unia Europejska bierze na celownik starsze samochody
Projekt przewiduje również zmianę częstotliwości badań. Pierwszy przegląd kierowca wykona po czterech latach od rejestracji, następnie co dwa lata do momentu ukończenia przez pojazd dziesięciu lat. Starsze pojazdy będą musiały pojawiać się na stacji kontroli co rok.
Warto przypomnieć, że akurat ta zmiana będzie plusem dla Polaków. U nas pierwszy przegląd techniczny trzeba zrobić po trzech latach, drugi po dwóch kolejnych, a od piątego roku już co rok.
Unia chce w ten sposób objąć większym nadzorem auta generujące statystycznie więcej usterek oraz wyższą emisję. Harmonogram ma więc odpowiadać realnemu zużyciu technicznemu, a nie wyłącznie formalnej dacie pierwszej rejestracji.
Koniec z kolesiostwem, przeglądami "bez samochodu" i łapówkarstwem
Dziś w Polsce negatywny wynik badania dostaje raptem 2% pojazdów, natomiast w Niemczech odsetek sięga kilkunastu procent. Bruksela uznaje, że tak duże różnice nie wynikają wyłącznie ze stanu technicznego flot.
Nowe przepisy ograniczą wpływ indywidualnej oceny diagnosty. Nowe systemy przejmą część decyzji i będą wpływać na finalną ocenę samochodu.
Kontrole obejmą emisję tlenków azotu, poziom hałasu oraz rzeczywiste parametry spalania w ruchu drogowym. W planach jest także instalowanie czujników, które będą monitorować emisję także w trakcie normalnej eksploatacji. W przypadku poważnych przekroczeń właściciel otrzyma wezwanie na dodatkową kontrolę.
DPF będzie dogłębnie prześwietlany. Diesle znowu na celowniku. Przegląd techniczny będzie dla nich bardziej wymagający
Jednym z najważniejszych elementów reformy będzie zmiana sposobu badania emisji spalin. Dotychczasowa kontrola filtra cząstek stałych często opierała się na dymomierzu lub ocenie wizualnej. Nowe regulacje wprowadzą obowiązkowe pomiary cząstek stałych.

Urządzenia wykryją brak filtra, jego kiepski stan techniczny, a także nieprawidłowości w pojazdach spełniających normy Euro 5 i wyższe. Samochód z usuniętym DPF nie ma szans na pozytywny wynik badania.
Dla właścicieli Stacji Kontroli Pojazdów oznacza to jednak koszt inwestycji sięgający nawet blisko 50 tysięcy złotych (inwestycja w sprzęt), co może przełożyć się na wyższe opłaty dla kierowców. Tu jednak wszystko zależy od decyzji resortu.
Kluczowe będą też dane z komputera pojazdu
Reforma rozszerzy wykorzystanie systemu OBFCM, obowiązkowego w nowych samochodach od 2021 roku. System powstał po aferze Dieselgate i zapisuje rzeczywiste dane dotyczące eksploatacji.
Podczas badania technicznego diagnosta odczyta realne spalanie, przebieg, prędkość, zużycie energii w autach elektrycznych i hybrydach plug-in oraz częstotliwość ładowania baterii.
Jeśli parametry znacząco odbiegną od wartości deklarowanych przez producenta, pojazd trafi na dokładniejszą kontrolę. Manipulacje w oprogramowaniu oraz modyfikacje układu wydechowego staną się znacznie trudniejsze do ukrycia.
Skąd te zmiany i co oznaczają dla kierowców?
Zacznijmy od garści danych. W 2025 roku w Polsce przeprowadzono niemal 22 miliony przeglądów technicznych i zdecydowana większość zakończyła się wynikiem pozytywnym. Jednocześnie różnice między państwami członkowskimi pozostają zaskakująco duże, nawet pomimo podobnych regulacji. Komisja Europejska chce więc wyrównać standardy oraz zwiększyć skuteczność nadzoru.
Celem pozostaje poprawa bezpieczeństwa drogowego, ograniczenie emisji zanieczyszczeń oraz uszczelnienie rynku aut używanych. Nad reformą pracuje komisja transportu w Parlamencie Europejskim, a po zakończeniu etapu poprawek rozpoczną się negocjacje z Radą UE.