Ciekawostka - auta elektryczne częściej wywołują chorobę lokomocyjną

Choroba lokomocyjna częściej pojawia się w autach na prąd? Wystarczyło przewieźć różne osoby paroma modelami, aby zauważyć taką zależność.

Przyznaję się bez bicia, że sam cierpię na chorobę lokomocyjną. Wystarczy, że nie siedzę za kierownicą (pomijając jazdę na torze, bo tam mógłbym leżeć nawet w bagażniku, a i tak byłoby dobrze), a od razu staję się upierdliwym pasażerem. Może nie kończy się mdłościami, ale pojawia się senność i poczucie osłabienia, które na dłuższą metę męczy. Zresztą nie jestem odosobniony z taką cechą. Lekarze twierdzą, że wyraźna reakcja na przeciążenia jest oznaką zdrowego błędnika. Tyle dobrego.

Elektryczna choroba lokomocyjna

Jeżdżąc często autami elektrycznymi i wożąc wiele osób zauważyłem pewną ciekawą prawidłowość. Otóż niemal wszyscy pasażerowie bardzo szybko narzekają w nich na chorobę lokomocyjną. I nie dzieje się to przy wykorzystywaniu potencjału takich aut, czyli "patrz jak to jedzie", a przy spokojnej jeździe. Z czego to wynika? Myślę, że jest to wina zupełnie innego przyrostu mocy. A w zasadzie braku przyrostu, gdyż wszystko co się da dostajemy "od zera". Z tego powodu chociażby nawet lekkie naciskanie gazu sprawia, że jesteśmy wciskani w fotele.

Drugą kwestią jest system rekuperacji energii, który przejmuje częściowo lub całościowo funkcję hamulców. Często więc kończy się to tym, że po ujęciu gazu auto od razu wyraźnie zwalnia. W niektórych samochodach jest to wyraźnie odczuwalne, na przykład w BMW i3 czy w Nissanie Leaf z ePedal. Taka jazda na dłuższą metę potrafi być dla niektórych męcząca. Problem polega na tym, że naprawdę niewiele modeli oferuje możliwość regulacji rekuperacji. Znajdziemy to między innymi w Mercedesie EQC czy Hyundaiu Kona Electric.

Kolejnym elementem w układance jest fakt, że auto elektryczne przyspiesza non-stop. Nie ma tutaj momentu lekkiego odpuszczenia mocy przy zmianie biegu czy liniowego charakteru, gdzie w pewnym zakresie obrotów auto przestaje "aż tak" wciskać w fotel.

Problem do zbadania?

I tak oto ilekroć wożę kogoś samochodem na prąd, tyle razy słyszę "ej, zwolnij, bo mi niedobrze". Naprawdę, jest to wręcz niewiarygodne, gdyż tego typu prośby słyszę od osób, które raczej nie przejawiały nigdy problemów z chorobą lokomocyjną. Myślę, że kwestia ta będzie coraz częściej poruszana wraz z masową popularyzacją samochodów na prąd, która czeka nas zapewne w najbliższych latach. Jestem ciekaw, czy tematem tym zajmą się właśnie lekarze i specjaliści, gdyż moim zdaniem jest to coś, z czym jeszcze nie mieliśmy do czynienia.

Jeśli mieliście kiedykolwiek problemy z chorobą lokomocyjną w aucie elektrycznym, to dajcie nam znać na maila: [email protected]