Seryjne Fordy zaatakowały wjazd na najwyższy wulkan świata. Okazuje się, że V6-ki dobrze sobie radzą
Ranger Raptor, Expedition i Everest. Pięć seryjnych SUV-ów i pickupów na ekstremalnej wysokości. Ford chciał udowodnić, że to wystarczy. I wystarczyło.
Ekipa, która spowodowała to wydarzenie, ma zamiar pobić rekord Guinessa i przebiec maraton ze szczytu Ojos de Salado w Chile aż do poziomu morza. To największy wulkan świata i drugi najwyższy szczyt obu Ameryk. Ma 6893 m n.p.m. i wybitność (różnica względem "okolicy") na poziomie 3688 m n.p.m. Na większość tej wysokości da się fizycznie dojechać, dzięki ukształtowaniu terenu. Ford uznał, że wsparcie biegaczy będzie świetną reklamą, a przy okazji testem dla aut. Aby sprawdzić, czy będą w stanie pomóc sportowcom, wysłali testowo kilka samochodów na górę.
Trudno powiedzieć, żeby była to optymalna góra do wjeżdżania. Zarówno ze względu na ekstremalne temperatury, rzadkość powietrza, pył wulkaniczny niesiony przez silny wiatr oraz duże stromizny.
Ford wybrał do wyzwania pięć aut
I choć trudno je nazwać "zwykłymi samochodami" to wciąż seryjne SUV-y i pickupy, dostępne w najbliższym salonie Forda (choć niekoniecznie w Europie).
W próbie wzięły udział dwa Fordy Ranger Raptor, dwie sztuki Forda Expedition (jeden w odmianie Tremor) oraz Ford Everest. Zwłaszcza ten ostatni jest ciekawy. Bo jest to SUV na bazie Rangera, ale nie ma tutaj charakterystyki typowej dla pickupa, zwłaszcza dla wersji Raptor.

Wszystkie samochody wyposażone były w silniki Ecoboost V6. 2.7, 3.0 oraz 3.5. Testy Forda zazwyczaj kończą się na sprawdzaniu wydajności aut na wysokości ok. 4 250 m.n.p.m., choć doświadczenia marki wskazywały, że i tutaj nie powinno być problemów.
Auta wjeżdżały spokojnie na górę. Test potrwał 3 dni. Samochody były wielokrotnie gaszone i uruchamiane, musiały także po nocy w ujemnych temperaturach odpalić w rozrzedzonym powietrzu. Testy powtarzano na różnych wysokościach. Nie było żadnych problemów. Każdy z nich spokojnie wjechał na wysokość ponad 5500 m.n.p.m.
Ranger Raptor wjechał najwyżej, przechodząc próby uruchomienia, kontrolowanej jazdy i przyspieszania na piasku przy 30% wzniesieniach. Rekordowa wysokość to 5 900 metrów m.n.p.m. Dalej już fizycznie nie był w stanie wjechać jako seryjny samochód. To by wymagało modyfikacji, a zysk pewnie wyniósłby niewiele ponad 100 metrów.
Ford Expedition, znacznie większy i cięższy, zatrzymał się niewiele wcześniej, na 5 750 metrach. I też silniki i napędy wciąż były w stanie pracować bez większych zastrzeżeń.

Jak podkreślili inżynierowie marki, kluczowa okazała się tu praca silników Ecoboost. W silniku wolnossącym na każde 300 m.n.p.m. następuje strata ok 3% mocy. Silnik turbodoładowany z odpowiednią kontrolą tego doładowania jest w stanie zniwelować problem zbyt rzadkiego powietrza, sprężając je przed wtłoczeniem do silnika. Nawet przy nieoptymalnej temperaturze.
Fordy wjechały więc i zjechały, przyjmując na siebie tylko tony piasku, pyłu oraz zapewne ucierpiał nieco lakier.
I takie testy, to my lubimy. I takie widoki.



