Skoda ma Š w nazwie, Š to "sz". Czesi zabrali Brytyjczyków na lekcję wymowy

Skoda, Škoda, Szkoda. Pamiętajcie, pierwsza litera ma znaczenie, a Czesi wzięli się za edukację rynku.

Jak pewnie wiecie, Skoda to tak naprawdę "Škoda". A ten uroczy dodatek nad literą S nie jest bez znaczenia, gdyż całkowicie zmienia wymowę tego słowa - w końcu "Š" czyta się jako "SZ", czyli powinniśmy mówić "Szkoda".

Wiadomo, w Polsce wygląda to nieco inaczej, aczkolwiek Czesi uznali, że edukacja w tym temacie jest ważna. Zaczęli od Brytyjczyków i zrobili to w naprawdę ciekawy sposób.

Skoda, czyli Škoda, czyli SZ-koda!

Nowa kampania Skody opiera się na jednym z najmniejszych elementów nazwy marki. Chodzi o czeski znak diakrytyczny nad literą Š, czyli tak zwany háček.

To właśnie on sprawia, że nazwę producenta należy wymawiać jak polskie "Szkoda", a nie angielskie "Skoda". Problem? W Wielkiej Brytanii od lat mało kto się tym przejmował. Rozwiązanie? Zamiast poprawiać wszystkich z poważną miną, Czesi obrócili to w żart.

W centrum kampanii znalazł się spot, w którym jedna osoba poprawia błędną wymowę nazwy marki

Od tego momentu charakterystyczne „Šhhhh…” zaczyna rozprzestrzeniać się niczym efekt domina. Kolejni bohaterowie przejmują ten dźwięk, a całość przypomina bardziej komediową scenkę niż klasyczną reklamę samochodów.

Twórcy doskonale wiedzieli, iż Brytyjczycy i tak będą przeciągać pierwszą głoskę. Zamiast z tym walczyć, postanowili zrobić z tego główny motyw kampanii.

Skoda Szkoda

Najciekawsze jest jednak to, że "Šhhh" pełni jednocześnie dwie funkcje. Z jednej strony uczy poprawnej wymowy nazwy marki, z drugiej brzmi dokładnie jak angielskie "shhh", którym ucisza się rozmówców.

Dzięki temu reklamy naturalnie trafiły do kin, transmisji sportowych czy materiałów sponsorowanych, czyli wszędzie tam, gdzie prośba o chwilę ciszy brzmi całkowicie naturalnie.

Kampania wykorzystuje również serię gier słownych, takich jak Šmart, Špacious i Štylish

Każde z tych określeń prowadzi do jednej z cech samochodów marki: praktycznych rozwiązań Simply Clever, przestronnego wnętrza lub stylistyki. Tym samym zabawa literą Š nabrała jeszcze ciekawszej formy. Szkoda, że zaadoptowanie tego pomysłu w Polsce byłoby dość trudne.

Charakterystyczne „Šhhhh” pojawiło się na londyńskim dworcu Waterloo oraz przy schodach ruchomych linii Elizabeth w Londynie. Im dłuższa powierzchnia reklamowa, tym dłuższy zapis dźwięku. To jeden z tych przypadków, gdy rozmiar billboardu rzeczywiście ma znaczenie. Wyobraźcie sobie te reklamy wielkoformatowe w Polsce, przy autostradach...