Stracił tablice rejestracyjne za cudze mandaty. Nie ma się co burzyć, takie jest prawo w Czechach

Zabrane tablice rejestracyjne w czasie zwyczajnej kontroli? To nie jest złośliwość czeskiej policji, a ich obowiązek. Wszystkiemu winne są... nieuregulowane mandaty innych osób.

Wystarczy rutynowa kontrola drogowa u naszych południowych sąsiadów, aby podróż skończyła się lawetą. Tak wygląda scenariusz opisany przez polskiego kierowcę w materiale, który krąży w mediach społecznościowych. Czeska policja zatrzymała tablice rejestracyjne z samochodu, choć kierowca był trzeźwy i jechał prawidłowo. Jak to możliwe?

Jak się okazuje powód nie dotyczył jego wykroczenia, tylko zaległości mandatowych przypisanych do właściciela auta, czyli leasingodawcy. I tu pojawiają się schody - wiele osób oburzyła ta sytuacja, ale... jest w pełni zgodna z prawem, które obowiązuje w Czechach.

Tablice rejestracyjne Czechy

Policja zabiera tablice rejestracyjne "za niewinność"? Nie do końca - nawet, jeśli nie jesteś winnym. Oto co dokładnie wydarzyło się w casie kontroli

Pan Tomasz (@toma_sch na Instagramie i @tomekscheller na TikToku), opisuje klasyczną kontrolę drogową w Czechach, podczas której funkcjonariusze sprawdzili trzeźwość i dokumenty. Następnie, mimo braku uchybień po stronie kierującego, policjanci zatrzymali tablice rejestracyjne pojazdu.

W relacji pojawia się kluczowy wątek. Czesi wskazali, że auto formalnie należy do banku lub firmy leasingowej, a właściciel posiada w Czechach nieuregulowane mandaty.

Te są oczywiście naliczone innym użytkownikom aut finansowanych przez ten sam podmiot. Kierowca usłyszał propozycję zapłaty zaległości, które miały wynosić łącznie 140 tysięcy koron (to ponad 25 000 złotych). Odmówił, więc stracił możliwość dalszej jazdy.

W Czechach nikogo nie interesuje użytkownik. Liczy się właściciel pojazdu

Polskie przyzwyczajenia często każą myśleć, że odpowiedzialność w ruchu drogowym zawsze idzie za konkretną osobą za kierownicą. Czechy stosują jednak szerzej pojętą egzekucję należności z tytułu wykroczeń drogowych.

W praktyce kontrola może dotyczyć nie tylko bieżącego zdarzenia, ale też zaległości ujawnionych w systemach administracyjnych. Odpowiedzialność może wówczas objąć także użytkownika takiego samochodu. Zresztą nawet nasza rządowa strona (Gov.pl - tu znajdziecie dokładne informacje) przestrzega przed ryzykiem, które towarzyszy jeździe samochodem w najmie lub leasingu.

Kraków Tablice rejestracyjne KK

Dość oczywiste jest to, że użytkownik pojazdu nie zna aktualnego stanu "mandatowego" firmy, od której wynajmuje samochód. Czeską policję niespecjalnie to jednak interesuje i zgodnie z przepisami może w takiej sytuacji uniemożliwić dalszą podróż przypadkowej osobie.

Podstawa prawna po stronie czeskiej jest radykalna, ale przynosi efekty. Chodzi o skuteczną egzekucję mandatów

Mechanizm egzekucji podczas kontroli drogowej działa w Czechach w oparciu o przepisy o ruchu drogowym. Cel jest prosty: chodzi o to, aby państwo skutecznie ściągało prawomocne, zaległe kary.

Czeska policja informuje wprost, że gdy kontrola wykaże nieopłaconą, wymagalną grzywnę, funkcjonariusze mogą żądać zapłaty na miejscu.  Jeśli do niej nie dojdzie, mogą zatrzymać tablice rejestracyjne albo zablokować pojazd blokadą na koło.

Te uprawnienia wynikają z czeskiej ustawy o ruchu drogowym. Pojawiają się w niej przepisy dotyczące zatrzymania tablic oraz zabezpieczenia pojazdu, powiązane między innymi z paragrafem 124c. Są także wymienione odpowiednie narzędzia: takie jak kaucja i zakaz kontynuowania jazdy w określonych sytuacjach.

Dodatkowym potwierdzeniem praktyki służy też oficjalny materiał czeskiego MSZ w wersji angielskiej, który opisuje, że policja może nakładać i ściągać mandaty na miejscu.

W przypadkach, których nie da się rozstrzygnąć od razu, funkcjonariusz może żądać zabezpieczenia pojazdu i zatrzymać pojazd. Realnie więc czeska kontrola drogowa ma wymiar nie tylko prewencyjny, ale też windykacyjny. Szczegółowe informacje znajdziecie na stronie czeskiego MSZ.

Leasingujesz, wynajmujesz = ryzykujesz

Najbardziej konkretny opis ryzyka dla użytkownika leasingowanego auta publikuje polska strona rządowa związana z podróżami do Czech. Komunikat mówi wprost, że czeska policja ma uprawnienia do ściągania długów z tytułu nieopłaconych mandatów. Odzyskiwanie należności może dotyczyć zarówno mandatu nałożonego na kierowcę, jak i na właściciela pojazdu.

W dokumencie MSZ zauważycie także, że w przypadku, w którym firma leasingowa nie opłaciła zaległych kar, policja może nałożyć mandat obejmujący całe zadłużenie danej firmy. Gdy należność nie zostanie uregulowana na miejscu, policjant może uniemożliwić dalszą jazdę i zatrzymać dokumenty lub tablice.

Co robić, gdy Czesi zatrzymają tablice rejestracyjne?

Jeśli dojdzie do zatrzymania tablic lub zablokowania możliwości jazdy, kluczowe stają się trzy działania.

Po pierwsze: kierowca powinien dopilnować formalności na miejscu, czyli protokołu lub potwierdzenia czynności. Czeskie przepisy przewidują szczegółowe udokumentowanie przyczyn zakazu dalszej jazdy lub zatrzymania tablic.

Po drugie: trzeba jak najszybciej skontaktować się z leasingodawcą albo bankiem, bo tylko ten podmiot realnie rozwiąże problem, czyli spłatę zaległości albo wyjaśnienie pomyłki w systemie.

Po trzecie: należy przygotować się na scenariusz, w którym bez uregulowania należności auto nie ruszy dalej, a jedynym rozwiązaniem pozostanie transport samochodu lawetą. Warto jednak pamiętać, że w Polsce dalej będziecie bez tablic - tak więc bez wyjaśnienia sprawy z Czechami pozostanie unieruchomione.

Co więcej, później pozostaje kwestia odzyskania tablic - ich wysyłki lub osobistego odbioru w odpowiednim miejscu w Czechach.

Teoretycznie więc kierowca, który jedzie autem w najmie lub leasingu, powinien uzyskać od firmy leasingowej informację, że pojazd i sam leasingodawca nie mają zaległości mandatowych na terytorium Czech. Chodzi o potwierdzenie, że podmiot finansujący reguluje kary z fotoradarów i innych naruszeń, które w Czechach mogą obciążać właściciela. Pytanie tylko ile firm jest w stanie szybko wystawić taki dokument.

Wiele emocji, wiele niedopowiedzeń. Do tego powinniśmy pracować nad odpowiednim rozwiązaniem

Pewną ciekawostką jest fakt, że w większości krajów (Niemcy, Włochy, Czechy), auta w leasingu w dokumentach mają przede wszystkim podane dane użytkownika. To rozwiązuje częściowo problem, gdyż o ile samochód należy do firmy, to wyraźnie wskazano kto jest jego głównym użytkownikiem. To ułatwia też lokalne ściąganie należności. Władza ma od razu wiedzę o tym, kto jeździ danym samochodem - i nie musi kontaktować się z nim przez bank/leasingodawcę.