Szykowny karawan, czy pędząca lada na ciepłe bułeczki? Daytona od Nielsa van Roij jest wyjątkowa

Niels van Roij Design znowu poszalało. Ferrari Daytona Breadvan z 1972 było genialne. To auto to hołd dla niego. Jak wyszło tym razem?

Niels van Roij Design to unikatowe studio, które wzięło sobie chyba za cel stworzenie wszystkich możliwych Shooting Brake. Czasem wychodzi im rewelacyjnie, czasem nie do końca. Trudno jednak odmówić tym autom dopracowania. Nowy model to hołd dla Ferrari Daytona z 1972 roku.

Ferrari Daytona to tak naprawdę 599

Oryginalne auto zamówił amerykański deweloper Bob Gittleman. Zamówienie złożono u słynnego dealera Luigiego Chinettiego, a wykonaniem tego shooting brake zajęła się brytyjska firma Panther Westwinds. Samochód dostarczono w 1975 roku, a jego cena oscylowała wokół czterokrotności ceny oryginalnego Ferrari 365 GTB/4.

Holenderskie studio podjęło się odtworzenia współczesnej wersji tego auta.

Bazą dla modyfikacji stało się Ferrari 599. Trudno jednak poznać ten model, bo zarówno tył auta (co jest logiczne), jak i przód, zostały przebudowane. Z przodu projektant postanowił nawiązać do oryginalnej Daytony. I przyznam, że dla mnie coś tu nie do końca zagrało.

Daytona

Pomarańczowa listwa z zagięciami pod lampami, dość ordynarny napis Daytona na środku i w końcu same lampy, zupełnie psują cały efekt. Wygląda to jak kiepski tuning, albo jakieś auto w stylu "nowy hipersamochód", który finalnie nigdzie nie znajdzie klienta. Nie ma tu finezji i elegancji, którą cechował się oryginał. Zarówno jeśli mówimy o 365 GTB/4, jak i o bazie czyli 599. To wciąż jedno z najładniejszych współczesnych Ferrari.

Ale z tyłu Niels van Roij stworzył coś niesamowitego. Linia dachu została przedłużona, a proporcje i detale kojarzą mi się nie tylko właśnie z oryginałem, ale i z latami 60. Dużo tu płynnych łuków i przeszkleń, które świetnie pasują do bryły Ferrari 599.

Niektórzy twierdzą, że wygląda jak fikuśny karawan, zwłaszcza z podnoszonymi bocznymi szybkami i taflą szkła z tyłu. Ta zamyka auto jednym elementem z tylnymi światłami, a następnie płynnie przechodzi w błotniki. No wygląda to dobrze. Nawet nie wiem, czy nie lepiej niż w aucie z 1975.

Może sam dałbym nieco dyskretniejszy układ wydechowy.

Nie zmieniałbym też wnętrza. A tutaj studio nie popisało się zupełnie. Z jakiegoś powodu zegary przeniesiono na środek. Wyglądają jak budka w Multipli, albo Yarisie pierwszej generacji. I wiem, że to nawiązanie do oryginału, ale czasem "mniej, znaczy więcej".