Test

Abarth 124 Spider | TEST

Zakochaj się w psychopacie

Na dystansie:
467 km

Wyobraźcie sobie samochód, który co jakiś czas ma ochotę Was mocno nastraszyć, a Wy mu jeszcze z pełną świadomością pozwalacie. Wyobraźcie sobie samochód, który w XXI wieku daje odczucia rodem z szalonych turbodoładowanych samochodów lat 70-tych i 80-tych. Brzmi cudownie?

To jeszcze pomyślcie sobie, że takie auto jest na rynku i nazywa się Abarth 124. Jest to twór niemal idealny – japońska inżynieria spotkała się z włoskim charakterem. Krótko mówiąc, Włosi „pożyczyli” od Mazdy konstrukcję kultowej MX-5-ki, uzupełniając ją unikalną stylistyką oraz swoimi własnymi silnikami. I o ile Fiat 124 to bardzo grzeczna i niezwykle elegancka „bulwarówka”, o tyle jej brat ze skorpionem na masce przypomina nieco członka rodziny, który na każdą imprezę przychodzi w skórzanej kurtce i zawsze robi zbyt dużo hałasu oraz zamieszania gdziekolwiek by się nie pojawił.

Chuligan

Już pierwsze spojrzenie na Abartha 124 mówi Ci, że to nie będzie lekka zabawa. Biały lakier cudownie kontrastuje tutaj z czarnymi i czerwonymi elementami. Mało? Dodajmy do tego cztery masywne końcówki wydechu oraz 18-calowe felgi przysłaniające czerwone zaciski hamulcowe z logo Brembo. Dyskrecja? Zapomnijcie – to auto uwielbia skręcać karki przechodniom i innym kierowcom.

Kokpit, choć bardzo „japoński” w swojej formie, także zdaje się kipieć gorącymi emocjami. Czarno-czerwona skórzana tapicerka miesza się tutaj z zamszem oraz (tak, zgadliście) czerwonymi przeszyciami. Ten sam kolor znajdziecie na tarczy centralnie ulokowanego obrotomierza i na markerze wyznaczającym centralną pozycję kierownicy. Podłokietnik zdobi z kolei skorpion, symbol Abartha, przypominając, że nie jedziemy „jakąś byle podrasowaną Mazdą MX-5”.

Oczywiście Abarth odziedziczył po japońskiej siostrze także swoisty dyskomfort. Roadstery nigdy nie słynęły z przestronności. Poprzednie generacje MX-5-ek mieściły jednak nawet nieco wyższe osoby. W najnowszym wcieleniu, na którym to bazuje model 124, postawiono na całkowitą miniaturyzację. Klaustrofobiczny kokpit nie zachęca do dłuższych wypraw – kierowca po kilku godzinach będzie czuł się jak w klatce, zaś pasażer najprawdopodobniej wyskoczy w trakcie jazdy, cierpiąc na absolutny brak miejsca na nogi.

Komfort akustyczny? Nie słyszałem – przycisk startera całkowicie go zabija. Jednostka 1.4 MultiAir podkręcona do 170 koni mechanicznych budzi się do życia z wrednym warkotem serwowanym przez wydech Monza, zagłuszającym zarówno wszystko w kokpicie jak i w okolicy auta. A nie daj boże wciśniecie jeszcze prawy pedał i podkręcicie obroty. Na podziemnym parkingu z pewnością odpalicie alarm w jakimś samochodzie. Uwierzcie, to nie jest dla tego samochodu żaden problem.

Zapoznanie

Romans z Abarthem 124 trzeba zacząć powoli. Pierwsze kilometry wymagają zrozumienia się z tym samochodem. Trzeba wyczuć jego krótki i niezwykle czuły układ kierowniczy. Trzeba polubić się z bardzo precyzyjną skrzynią biegów, która to nie wybacza jakichkolwiek błędów przy zmianie. Trzeba zapoznać się z ostrym sprzęgłem i bardzo czułym gazem. Trzeba też przyzwyczaić się do hałasu – radio można od razu wyłączyć. W sumie to zastanawiałem się po co w ogóle jest ono instalowane w tym samochodzie. Głośniki oraz całe okablowanie to tylko zbędny balast, a i tak z nich nie skorzystacie.

Trzeba też odnaleźć swoją idealną pozycję za kierownicą. O ile nie macie wymiarów godnych typowego Japończyka lub Włocha (w tej kwestii akurat się dogadali), to z pewnością na coś będziecie narzekać. A to na zbyt podkurczone nogi, a to na zbyt wyprostowane ręce. Możecie jechać przytuleni do kierownicy, lub nienaturalnie wyciągać swoje kończyny. Wygoda to w końcu pojęcie względne, nieprawdaż?

Odwaga

Kiedy już zaczniecie rozumieć Abartha to możecie pokusić się o mocniejsze wciśnięcie prawego pedału. Wówczas z pewnością doznacie lekkiego szoku. Turbo i nic się nie dzieje? Wskazówka obrotomierza leniwie wstaje z wartości 1 500 i mozolnie sunie w górę. 2000, 2500 i…

Wtem! Nagle jesteście jakieś 300 metrów dalej, prędkość narasta w zastraszającym tempie, a wydech pluje wszystkim co przelewa się przez silnik. Niczym w oldschoolowych turbodoładowanych autach sportowych motor Abartha budzi się do życie w okolicach 3000 obrotów na minutę i „ciągnie” dalej aż do 5500 obrotów. Towarzyszy temu aria przypominająca dzieła Paganiniego – z tą drobną różnicą, że są one wykonywane przez zespół thrash metalowy. Wydech Monza robi wszystko, aby rozsadzić bębenki w uszach. Wysiadając z Abartha po nieco szybszej jeździe będziecie na wszystkich krzyczeć, zaś świat w magiczny sposób nieco „przycichnie”.

A to wciąż tylko rozgrzewka, gdyż przy lewarku skrzyni biegów kryje się mały przełącznik z napisem SPORT. Przesuwamy go palcem w kierunku deski rozdzielczej i czekamy kilka chwil, aby odpowiedni napis rozbłysnął na tarczy obrotomierza. Czuły pedał gazu staje się jeszcze bardziej czuły i zaczyna przypominać małe dziecko z ADHD, które próbuje biegać po ścianach i suficie. Kusi to jednak do jeszcze ostrzejszej zabawy – prawa i lewa noga oraz prawa ręka tworzą swój własny układ taneczny, zaś lewa dłoń cały czas kurczowo trzyma się kierownicy.

Rozpoczyna się walka. Odrobina wilgoci i nawet na czwartym biegu zgubicie na ułamek sekundy przyczepność. ESP wciąż czeka w pogotowiu, wspierając kierowcę w krytycznych sytuacjach. Robi to jednak z niezwykłą subtelnością, uniemożliwiając jakąkolwiek większą ucieczkę tylnej części auta. Jeśli chcecie zabawić się w efektowne poślizgi i wycisnąć z Abartha sto procent możliwości, to macie tylko jedną opcję – całkowicie odciąć ESP. Nie ma tutaj żadnego złotego środka w postaci częściowo wygaszonego „anioła stróża”. Albo ostra zabawa, albo delikatna gra wstępna.

I w tym miejscu docieramy do największej różnicy, która sprawia, iż Mazda MX-5 i Abarth 124 to dwa skrajnie różne samochody. Japoński oryginał jest precyzyjny niczym lekarz ze skalpelem. Prawą nogą nadajemy tempo, zaś tył tańczy zapewniając cały czas sto procent kontroli. To po prostu czuć – nawet mało doświadczony kierowca zacznie rozumieć i czuć MX-5-kę „tyłkiem”. A Abarth? Abarth robi to samo, tylko 30 razy mocniej i intensywniej. Abarth już nawet nie gryzie – on najzwyczajniej w świecie rani. Jeśli zarzucicie autem „poniżej” wejścia turbiny, to z pewnością zakończy się to marnym jęknięciem opon i powrotem na obrany tor jazdy. Jeśli jednak dodacie zbyt dużo gazu, to istnieje duża szansa, że skończycie obserwując miejsce, z którego przyjechaliście. Najprawdopodobniej też będziecie je podziwiać w gęstej chmurze białego dymu. Układ kierowniczy – pomimo elektrycznego wspomagania – jest niezwykle precyzyjny i przekazuje kierowcy bardzo dużo informacji. Zaskakuje tez krótkim przełożeniem, dzięki czemu zakładanie kontry nie wymaga nerwowego machania rękami. Zawieszenie? Twarde jak skała i sprawiające, że Wasze cztery litery będą po każdej wycieczce mocno obolałe. Czy to jednak jest jakiś problem w takim samochodzie? Nie sądzę.

Kluczem do sukcesu w Abarcie 124 jest precyzja – nie auta, a kierowcy. Trzeba zaprzyjaźnić się ze wszystkimi technikami prowadzenia. Czasem warto „strzelić ze sprzęgła”, czasami trzeba pobawić się przeniesieniem masy i dohamowywaniem lewą nogą. Elektronika tutaj robi tylko to co musi robić. Nic nas nie przycina, nic nas nie ogranicza – ewentualnie zdrowy rozsądek i olej w głowie, ale to akurat zdrowy objaw.

Z dziennikarskiego obowiązku muszę też wspomnieć o zużyciu paliwa. Co ciekawe w przypadku tego auta powiedzenie „turbo żyje, turbo pije” lub „pali tyle ile wlejesz” nie jest do końca adekwatne. Otóż w zestawieniu z emocjami oferowanymi przez ten samochód konsumpcja paliwa jest naprawdę niska. W mieście bez problemu wykręcicie wynik oscylujący gdzieś pomiędzy 9 a 11 litrami bezołowiowej 95 na każde sto kilometrów. Spokojna wycieczka poza miasto „wyciągnie” z baku około 7-8 litrów paliwa. Kiedy jednak zaczniemy korzystać z możliwości silnika (długo i intensywnie), to na zegarach pojawi się wartość od 13 do 18 litrów, co wciąż jest zadowalającą wartością.

Abarth 124 Spider:Zużycie paliwa
100 km/h:6,4 l/100 km
120 km/h:7,5 l/100 km
140 km/h:8,7 l/100 km
w mieście:10,7 l/100 km

Pieniądze szczęścia nie dają

Ale dają Abartha – a na takowego trzeba „wyłożyć” znacznie więcej niż na „technologicznego dawcę”, czyli Mazdę MX-5. Cennik tego modelu otwiera kwota… 174 000 zł. To o 50 000 zł więcej od topowego wariantu MX-5-ki. Egzemplarz testowy to z kolei wydatek na poziomie blisko 190 000 zł. Okej, w tej cenie zyskujemy mocniejszy silnik, fantastyczny wydech, hamulce Brembo oraz wiele innych dodatków, które wyróżniają ten samochód na tle konkurencji. Z drugiej strony to wciąż pochodna i tak świetnej Mazdy, która rozkochuje w sobie wielu kierowców. Czy warto więc dopłacać do Abartha?

Jeśli macie zbyt dużo pieniędzy i lubicie szalone pomysły, to Abarth będzie doskonałym wyborem. Nie jest to samochód dla osób, które cenią sobie rozsądek i chłodno kalkulują zakup. Nie jest to też samochód, który podpasuje osobom poszukującym przewidywalnego i łatwego w opanowaniu samochodu. Abarth lubi zaskoczyć – i to chyba jest w nim najlepsze. Za te pieniądze można kupić wiele innych aut – Mustanga GT, Toyotę GT86 (zostanie jeszcze na „uturbienie” u specjalistów z Toyota Marki) czy chociażby Nissana 370Z, który wciąż pozostaje w ofercie tego producenta i wciąż jest kuszącą propozycją. W żadnym z tych aut nie znajdziemy jednak tego unikalnego charakteru, który tak bardzo pociąga i w pewnym stopniu uzależnia.

Zalety:
  • fantastyczny wygląd
  • niezwykle „oldschoolowy” charakter
  • rewelacyjne prowadzenie
  • wymaga od kierowcy sporych umiejętności

Wady:
  • bardzo wysoka cena
  • jestem zbyt rozsądny

Podsumowanie

Jeśli chcesz na chwilę wrócić do minionych lat, gdzie elektronika była jedynie przyjemnym dodatkiem, a sportowe auto potrafiło zaskoczyć kierowcę – wybierz Abartha. Na pewno nie kupisz tego samochodu, jeśli została Ci w głowie choć odrobina zdrowego rozsądku. Jeśli jednak wydasz już te grube setki tysięcy złotych na 124-kę, to zapewne przy każdym mocniejszym wciśnięciu pedału gazu będziesz upijać się dźwiękiem serwowanym z wydechu Monza oraz naprawdę wulgarnym charakterem tego włoskiego (z domieszką japońskich genów) roadstera.

Podobne artykuły

Dane techniczne
Dane techniczne producentaAbarth 124 Spider
Silnikt.benz, R4, 16 zaw.
Typ zasilania paliwemwtrysk bezpośredni
Pojemność1368 cm³
Moc maksymalna170 KM (125 kW) przy 5500 obr./min.
Maks. moment obrotowy250 Nm przy 2500 obr./min.
Skrzynia biegówmanualna, 6-biegowa
Napędna tylną oś
Zawieszenie przódkolumny MacPhersona
Zawieszenie tyłwielowahaczowe, multi-link
Hamulcetarczowe wentylowane (p/t)
Opony205/45 R17
Bagażnik / po złożeniu siedzeń140 l
Zbiornik paliwa45 l
Typ nadwoziaroadster
Liczba drzwi / miejsc2/2
Wymiary (dł./szer./wys.)4054/1740/1233 mm
Rozstaw osi2310 mm
Masa własna /ładowność1060/350 kg
Masa przyczepy / z hamulcemb.d kg
Spalanie: miasto/trasa/średnie8,5/5,1/6,4
Emisja CO2148 g/km
Prędkość maksymalna232 km/h
Przyspieszenie 0-100 km/h6,8 s
Gwarancja mechaniczna3 lata
Gw. perforacyjna /na lakier12 / 3 lata
Okresy międzyprzeglądowewedług wskazań komputera
Cena wersji podstawowejAbarth 124 Spider: 174 000 zł
Cena wersji testowej174 000 zł
Cena egz. testowego189 000 zł