Test

Skoda Rapid Spaceback 1.4 TSI DSG Monte Carlo | miniTEST

Przeciętniak

Czy Skoda Rapid jest warta uwagi? Oto doskonałe pytanie.

Na rynku jest bowiem multum samochodów, które spełniają porównywalne kryteria. Wymiary, przestronność, wyposażenie – tutaj można przebierać niemal do woli. Nieco gorzej robi się w sytuacji, w której zaczynamy spoglądać na cenę. Ta bowiem potrafi „odlecieć w kosmos”, zwłaszcza w przypadku Rapida Spaceback. Jego ceny startują z poziomu 58 000 zł za bazową wersję Active z 95-konnym silnikiem 1.0 TSI. Jeśli jednak chcecie wersję Monte Carlo, to dorzućcie dodatkowe 20 600 zł. 1.4 TSI 125 KM z DSG? Minimum 88 350 zł. Potem zaczynamy dokładać wyposażenie – pakiet zimowy (900 zł), Light and Rain Assist z automatycznie ściemniającym się lusterkiem wstecznym (1 800 zł), system radionawigacyjny Amundsen (2 500 zł) ze Smartlinkiem (900 zł), tempomat, pakiet Simply Clever… Grosz do grosza i otrzymujemy kwotę wynoszącą niemal 100 000 zł. Tak, 100 000 zł za samochód będący mieszanką segmentu B i C. Czy to w ogóle ma sens?

Jan Kowalski

Tak nazywałaby się Skoda Rapid, gdyby była człowiekiem. Nie byłby to jednak typowy Kowalski, z wielkim „mięśniem piwnym”, narzekający na wszystko co go otacza, z „somsiadem” na czele. Rapid jako Jan Kowalski przypominałby raczej przeciętnego obywatela, przyzwoicie ubranego, dość kulturalnego i dobrze wykształconego. Typowa praca, normalna rodzina, wygodne mieszkanie – niczego więcej nie potrzeba mu do szczęścia. Front Rapida po liftingu stał się nieco bardziej wyrazisty. Światła dzienne wykonane w technologii LED odświeżają aparycję „taniej” Skody. Z tyłu zmian zaszło znacznie mniej – światła jak i klapa pozostały w zasadzie bez zmian. Wersja Monte Carlo wyróżnia się dodatkowymi czarnymi dokładkami zderzaków oraz progów oraz czarnymi felgami aluminiowymi.

W środku również nic Was nie porwie. Na proste kształty składają się twarde i przeciętne jakościowo plastiki (za to dobrze spasowane) oraz starsze rozwiązania z koncernu Volkswagena, między innymi w postaci emerytowanego już systemu Amundsen poprzedniej generacji. „Sportowe” Monte Carlo wyróżnia się dodatkowo trójramienną kierownicą ze spłaszczonym na dole wieńcem, fotelami ze zintegrowanymi zagłówkami i lepszym trzymaniem bocznym oraz atrakcyjniejszą tapicerką z czerwono-białymi wstawkami. Są one dość komfortowe, choć mocno odsunięty zagłówek męczy podczas dłuższych podróży. Nie zapomniano także o podłokietnikach – trzeba jednak przyzwyczaić się do twardego wykończenia tego na drzwiach.

I o ile wygląd oraz wykończenie nie jest tutaj mocną stroną, o tyle pod kątem przestrzeni Rapid Spaceback prezentuje się całkiem nieźle. Ilość miejsca na tylnej kanapie jest więcej niż zadowalająca – pod tym kątem Skoda przebija nieco auta kompaktowe, choć duża w tym zasługa krótkich siedzisk (podobnie jak w Superbie). Oczywiście najlepiej poczują się tutaj dwie osoby – trzem zabraknie miejsca na szerokość, wszak Rapidowi zdecydowanie bliżej do Fabii niż do Octavii. Bagażnik z kolei mieści 415 litrów, zaś można go powiększyć do 1380 litrów.

Zapas mocy

Pod maską testowanej wersji znalazł się topowy silnik 1.4 TSI generujący 125 koni mechanicznych. Spięto go z 7-biegową przekładnią DSG. Zestaw ten to dobry wybór dla osób, które ponad wszystko cenią sobie dynamikę. Pod tym kątem Rapidowi nie da się nic zarzucić. Pierwsza setka pojawia się na zegarach w 8,9 sekundy, zaś prędkość maksymalna wynosi 205 km/h. W połączeniu z 7-biegową przekładnią DSG zestaw ten sprawdza się bardzo dobrze zarówno w mieście jak i w trasie. Nie można go jednak nazwać wybitnie oszczędnym. W mieście średnie zużycie paliwa oscyluje w granicach 9-9,5 litra. W trasie można uzyskać jednak znacznie niższe wartości, ocierające się nawet o okolice „dolnej piątki”. Muszę przyznać, że w przypadku tego auta wybór jednostki 1.0 TSI zdaje się być rozsądniejszy – jest tańsza, a oferuje zbliżoną dynamikę i nieco niższe zużycie paliwa.

Prowadzenie Rapida jest bardzo neutralne. Samochód ten bazuje jeszcze na starszej płycie podłogowej PQ25, która wywodzi się ze starszej konstrukcji PQ24, pamiętającej jeszcze czasy pierwszej Fabii. Oznacza to, że mamy do czynienia z prostą i sprawdzoną konstrukcją. Kolumny MacPhersona z przodu i belka skrętna z tyłu w zupełności wystarczają w takim aucie. Nadwozie nie wychyla się w zakrętach i pozostaje stabilne nawet w szybko pokonywanych łukach. Układ kierowniczy jest stosunkowo komunikatywny, a dzięki nieprzesadzonej sile wspomagania prowadzenie Rapida nie jest boleśnie sztuczne.

Zacznijmy od początku

Przypomnę – testowany egzemplarz kosztuje blisko 100 000 zł. I nie, nie warto wydawać takich pieniędzy na Skodę Rapid, nawet jeśli kusi bogatym wyposażeniem oraz mocniejszym silnikiem. Oczywiście mówimy o kwotach cennikowych, które w rzeczywistości są zapewne niższe (takiego Rapida można „wyrwać” za około 85-90 000 zł). Mimo wszystko pieniądze te warto przeznaczyć na pełnoprawnego „kompakta”, może  nieco bogatszym wyposażeniem, ale jednak bardziej „dorosłego” i przyjaznego kierowcy – zwłaszcza pod kątem materiałów wykończeniowych. Rapida z kolei można rozważyć w przypadku uboższych odmian, z jednostką 1.0 TSI 95 KM pod maską (oferowaną z 5-biegową przekładnią manualną).

 

Zalety:
  • duży bagażnik
  • zapas miejsca na tylnej kanapie
  • zadowalające osiągi

Wady:
  • wysoka cena
  • nijaki wygląd
  • twarde materiały wykończeniowe

Podsumowanie

Jeśli chcesz Rapida, to i tak wybierzesz tańszą wersję. Odmiana Monte Carlo z silnikiem 1.4 TSI to samochód dla osób, które… w sumie sam nie wiem czego poszukują. Już nawet Fabia (zwłaszcza po liftingu) będzie rozsądniejszym wyborem.