To nieprawda, że potrzebujesz elektrycznego SUV-a. Potrzebujesz auta takiego jak Volkswagen ID.7 GTX

Okej, w tytule tego tekstu jest mała nieścisłość. Nie jestem w ogóle przekonany, czy potrzebujesz dużego, elektrycznego auta, które będzie dobre w trasy. Ale jeśli chcesz takie – to przestań oglądać SUV-y. Volkswagen ID.7 GTX to rzadki przypadek, kiedy w jednym aucie udaje się połączyć kilka światów.

Rzadko jestem tak zadowolony po teście auta elektrycznego. Wiecie państwo, tutaj zazwyczaj coś nie pasuje. W przypadku tych większych, które mają stanowić rodzinny, wielozadaniowy, najczęściej jestem zawiedziony oczywiście zasięgiem, choć problemów naturalnie bywa więcej. Tymczasem Volkswagen ID.7 GTX to samochód, który po prostu... działa.

Volkswagen ID.7 GTX – od pierwszej chwili wiesz, że to może być "to"

Moja analogia do SUV-ów z początku tekstu nie była przypadkowa. Bo my wszyscy kochamy SUV-y i chętnie wydajemy na nie więcej, niż są warte, o czym producenci aut doskonale wiedzą i podbijają na nich swoją marżę.

Tymczasem ID.7 GTX (czy w ogóle ID.7) stanowi idealne połączenie kilku światów. Bo kiedy myślimy o elektrycznym liftbacku, do głowy najczęściej przychodzi Tesla Model 3. Auto – w mojej ocenie – doskonałe, ale w środku mimo wszystko dość małe.

Volkswagen ID.7 GTX

Tymczasem ID.7 to KOLOS. Ten samochód ma niemal pięć metrów długości, jest szeroki na ponad dwa metry, ale to wszystko nie jest aż tak istotne przy dwóch innych liczbach. Rozstaw osi – 2971 mm. Wysokość – 1535 mm.

Do czego zmierzam? To liftback z wygodnym dostępem do bagażnika (przepastny, 532 litry), który w środku oferuje przestrzeń jak limuzyny z segmentu E, a do tego siedzi się w nim wysoko jak w crossoverze. Czytaj: łatwo i wygodnie się wsiada. Nie ma wielu tak komfortowych aut na rynku. Serio.

Aha – ponieważ to wersja GTX, to mamy tu w sumie jeszcze osiągi jak w sportowych autach.

Zużycie energii i zasięg – lepiej niż w SUV-ach

ID.7 GTX łączy zgrabnie wiele światów, ale w wielu kwestiach po prostu się wybija. Jak na auto tych wymiarów i o tych osiągach jest wręcz zaskakująco oszczędny – przynajmniej w optymalnych warunkach atmosferycznych, bo w takich miałem okazję poruszać się tym autem.

W każdym razie – zużycie energii na autostradzie to 24-25 kWh, a na drodze ekspresowej 19-20 kWh. Bardzo przyjemnie. W mieście w zależności od stylu jazdy to będzie kilkanaście kilowatogodzin, ale na pewno mniej niż 20. A przypominam, że mówimy o wersji GTX – z dwoma silnikami i napędem na obie osie (choć preferowana jest tylna). Takie auta zawsze używają więcej energii niż te z jednym silnikiem.

Zużycie energii udało się jednak utrzymać inżynierom Volkswagena w ryzach dzięki wyjątkowo opływowemu nadwoziu – współczynnik oporu powietrza w tym modelu to 0,23. Coś, o czym SUV-y mogą pomarzyć.

Dodajmy do tego dużą baterię, która ma 86 kWh netto, i już jest jasne, że latem w tym aucie na drodze ekspresowej można na strzał pokonać nawet 400 kilometrów – choć oczywiście będzie wymagało to ładowania baterii do 100 proc., a to raczej nierealistyczne.

Niemniej jednak – to samochód, którym można jeździć i się nie irytować. Aha – 340 KM i przyspieszenie do 100 km/h w 5,4 sekundy. ID.7 GTX potrafi wywołać uśmiech na twarzy i spod świateł, i efektywnością w trasie.

Volkswagen ID.7 GTX – jak się tym jeździ?

Znowu wychodzą przewagi niskiego – okej, niższego niż SUV-y – liftbacka. ID.7 GTX jeździ nad wyraz dobrze. Oczywiście przy wszystkim należy brać poprawkę na wymiary tego auta, bo naprawdę to kawał samochodu.

Drugą poprawkę trzeba brać na masę. Przy tych wymiarach i tej pojemności baterii nie ma oczywiście cudów, ale 2,3 tony jednak czuć na drodze.

Biorąc pod uwagę te trudności ID.7 GTX i tak prowadzi się świetnie. Wiadomo, to elektryk, więc chociaż ciężki, to nisko osadzony środek ciężkości jest w stanie zrekompensować naprawdę dużo.

A tak poza tym wszystkim już to po prostu jest tu mega komfortowo. Wnętrze jest świetnie wyciszone, a podróż na fotelach ergoActive to obiektywnie przyjemność. Pierwsze skrzypce gra tu jednak zawieszenie adaptacyjne DCC, które jest wspierane przez oprogramowanie. Dzieje się tu magia, która jeszcze kilka lat temu działa się tylko w segmencie aut luksusowych.

Oprogramowanie monitoruje ruchy nadwozia, drgania kół, pracę hamulca i pedału gazu, a na bazie tego wszystkiego dobierana jest siła tłumienia. Działa to po prostu dobrze.

Czy to więc idealne auto?

Oj, nie, no bez żartów. Volkswagen ID.7 GTX ma kilka bolączek. Przede wszystkim, jak w przypadku wielu aut tej marki, projektanci nie mogli powstrzymać się przed dołożeniem dawki przypominającej plastików w kolorze fortepianowej czerni.

Te, jak wszyscy wiemy, są ładne tylko w salonie, a po chwili są porysowane i ogółem to tandeta.

Drugi problem to ergonomia. W Wolfsburgu niby wiedzą, że przegięli, ale to jeszcze nie jest ten model, w którym cokolwiek z tym zrobiono. Praktycznie wszystko obsługuje się z poziomu ekranu dotykowego. Ten jest duży, responsywny, a menu choć proste, to jednocześnie jest ładne, ale mimo wszystko – ergonomia tutaj kompletnie kuleje.

Warto też pamiętać, że odmiana GTX mimo wszystko będzie miała mniejszy zasięg niż wersje bardziej cywilne. To koszt drugiego silnika i mocnych osiągów. Chociaż trudno nazwać to jakąś konkretną wadą. To po prostu świadoma decyzja.

Aha – maksymalna moc ładowania to 200 kW. Okej, to nie jest mało, a w Polsce trudno o mocne ładowarki, ale konkurencja daje często więcej. Zwłaszcza ta z Chin.

Volkswagen ID.7 GTX

Volkswagen ID.7 GTX: moja opinia i podsumowanie

I wreszcie ostatni mankament – cena. Wersja GTX w konfiguratorze startuje od 258 190 zł, czyli o mniej więcej 60 (!) tys. więcej niż bazowa wersja Pure. Okej, najprostsza wersja ma dużo mniejszy akumulator (59 kWh), ale już wersja Pro kosztuje 225 390 zł. Bateria 77 kWh w wersji z jednym silnikiem pozwoli dojechać jeszcze dalej.

Natomiast zupełnie szczerze – GTX i tak imponuje możliwościami w trasie. To dobry wybór, zwłaszcza jeśli chcemy mieć pod stopą trochę więcej koni.