200 000 to nowe 400 000. Te liczby są w Porsche bardzo ważne
Porsche szykuje się do całkowitego resetu. Michael Leiters podwinął rękawy w koszuli, wziął miotłę i zrobił coś, na co niewiele osób miałoby odwagę.
Niewielu dyrektorów wykonawczych ma obecnie "jaja", aby sprzątać firmę z takim zapałem. Michael Leiters dostał bardzo trudne zadanie, gdyż musi postawić na nogi biznes, który przez lata zdawał się być nietykalny. Porsche popełniło jednak wiele błędów, bardzo kosztownych, które zepchnęły tę markę z piedestału.
Niemcy postawili na złe konie, pompowali balonik do granic możliwości i wierzyli, że wszystko co złe ominie ich szerokim łukiem. Jak dobrze wiemy tak się nie stało - marża Porsche spadła do raptem 1 procenta.
Oliver Blume, obecny szef całego koncernu Volkswagena, a wcześniej szef Porsche, był osobą, która częściowo skierowała tę markę na złe tory. Jego celem było zwiększenie produkcji i poszerzenie gamy o elektryki, wypierające docelowo samochody spalinowe.
Rynek szybko jednak zweryfikował tę strategię. Sprzedaż spadła, także w Chinach. Nowe modele nie cieszą się dużą popularnością, a elektryki notują wyniki dużo poniżej oczekiwanych. Michael Leiters podejmuje więc decyzje, które mogą wydawać się radykalne, ale z punktu widzenia przetrwania biznesu są konieczne.

Przede wszystkim Porsche tnie plany produkcyjne. Pościg za liczbą 400 000 wyprodukowanych samochodów można włożyć między bajki
To był jeden z celów narzuconych przez Olivera Blume. Były szef marki chciał zwiększyć wolumen, co miało wpłynąć na wyniki finansowe marki. Celem była produkcja na poziomie 350-400 tysięcy samochodów. Ambitnie, nieprawdaż?
Szybko okazało się, że osiągnięcie tego poziomu będzie niemożliwe. W ubiegłym roku Porsche sprzedało 280 000 samochodów, spadając z liczby przekraczającej 300 000 pojazdów. Leiters poprzeczkę zawiesił niżej: bliżej 200 000 pojazdów rocznie.
Dlaczego? Po pierwsze - mniejsza produkcja to lepsza kontrola produktu, a także walka o wyższą wartość rezydualną. Po drugie - nowy szef marki ustawia całą firmę tak, aby była w pełni rentowna przy niższej produkcji.
Co to więc oznacza? Mówiąc prostym językiem: zwolnienia, cięcia i łączenie działów. Obniżenie kosztów ma przełożyć się na większą rentowność, a mniejsza produkcja oznacza, że w firmie wiele osób stanie się zbędnych. W samym Weissach mówi się o zwolnieniu ponad 1000 osób.
To oczywiście nie wszystko, gdyż Porsche musi też poradzić sobie ze zbyt wysokimi mocami produkcyjnymi, które oczywiście kosztują. Tutaj także w grę wchodzą fuzje działów, co ma zoptymalizować wydatki.
Poza tym kluczową rolę grać będą nowe modele
Niemiecka marka podpisała już umowę licencyjną z Audi, na mocy której dostaje dostęp do platformy z modelu Q5, w zamian oferując architekturę elektrycznego Caymana i Boxstera. Na płycie PPE powstanie następca spalinowego Macana.

Cayenne w spalinowym wydaniu przejdzie duży lifting, a Panamera póki co pozostanie w grze w obecnym wydaniu. 911-ka nie jest zagrożona, ale pytanie jak wygląda potencjał kolejnej generacji. Tu nikt nie skusi się na dalszą elektryfikację. Celem Leitersa jest osiągnięcie zdrowej rentowności do końca tej dekady, co ma pozwolić marce na dalszy rozwój w kolejnych latach.


