Audi Q3 w wersji PHEV jest bardzo sprytne. Zapomnisz o Apple CarPlay i… o swoich oszczędnościach
Nie ukrywam – nowe Audi Q3 e-hybrid jest po prostu bardzo, bardzo dobrym autem. W pewnych kwestiach to najlepsza hybryda plug-in, jaką jeździłem. Szkoda, że jednocześnie to tak drogi samochód.
Na wstępie – poniższy tekst to przede wszystkim opis moich wrażeń z podróży Audi Q3 e-hybrid. Bardzo, ale to bardzo dokładnytest całego auta jako takiego napisał już naczelny Maciej Kuchno. I w tym miejscu odsyłam do podlinkowanego wyżej tekstu tych wszystkich, którzy chcą dowiedzieć się więcej o aucie samym w sobie, a nie hybrydowym napędzie w nim zastosowanym.
W zasadzie podpisuję się pod każdym zdaniem w teście Macieja, przy czym muszę dla spokoju sumienia zaznaczyć, że w mojej ocenie nowe grafiki w kolorze stalowej szarości to designerski krok wstecz. Audi miewało najlepsze wirtualne kokpity na rynku, a teraz… po prostu je ma. Szkoda. Ale dobra, przejdźmy już do rzeczy.
Audi Q3 e-hybrid – co je wyróżnia?
Trzy rzeczy: duża systemowa moc, świetny plener podroży w trasie i wysoka cena. Zacznijmy więc od silnika. Pod maska mamy tu półtoralitrowy silnik TSI, który połączono z sześciobiegowym DSG. Do tego dochodzi oczywiście silnik elektryczny.
Razem ten zestaw produkuje 272 konie mechaniczne i te koniki naprawdę czuć. Piszę o tym nieprzypadkowo, bo często w przypadku hybryd plug-in – zwłaszcza ze wschodniej Azji – tej mocy jak gdyby… nie ma. Tutaj jest odwrotnie.

Q3 e-hybrid jest bardzo żwawym autem. Przyspieszenie do 100 km/h to 6,8 sekundy, ale większe wrażenie robi ogólna elastyczność tego układu. Co w sumie nie jest dziwne, bo silnik elektryczny jest gotowy do zasuwania zawsze, a maksymalny moment obrotowy silnika spalinowego w Q3 PHEV pojawia się już przy 1500 obrotach.
W każdym razie całkowity systemowy moment obrotowy to 400 Nm, a prędkość maksymalna to 215 km/h. Nie grozi nam też szybki spadek mocy, bo bateria jest duża. Ma aż 19,7 kWh pojemności netto, co według producenta oznacza 110 km zasięgu na jednym ładowaniu.
I co ważne, to hybryda plug-in, która obsługuje szybkie ładowanie. Niby to „tylko” 50 kW, ale przecież to wystarczy, żeby naładować baterię w kilkanaście minut.
W mieście prąd znika trochę za szybko
Na razie wygląda to pięknie, ale jest jeden zawód. Generalnie przewidywania producentów (niezależnie od marki) dotyczące zasięgu na prądzie można zawsze zignorować, ale tym razem rozstrzał między prospektem reklamowym a rzeczywistością jest boleśnie duży.
Otóż podczas miejskiej jazdy – okej, w warunkach zimowych, ale też nieprzesadnie ciężkich – nie udało mi się zejść ze zużyciem energii poniżej 25 kWh. Po prostu. Innymi słowy zasięg w mieście rzędu 110 km na prądzie można włożyć między bajki.

Podejrzewam, że winny tutaj jest system automatycznej rekuperacji. Audi Q3 jest w tej kwestii sprytne, ale tylko teoretycznie – tam, gdzie nie ma sensu hamować silnikiem, na przykład na długim dojeździe do czerwonego światła na skrzyżowaniu, Audi będzie się długo toczyć. Z kolei w razie potrzeby nagłego zatrzymania auta powinno dość mocno hamować silnikiem (i odzyskiwać energię).
W praktyce… to właściwie nie działa. Audi Q3 e-hybrid sprawnie używa automatycznej rekuperacji tylko wtedy, kiedy ma przed sobą jakieś auto. Jeśli dojeżdżasz jako pierwszy do skrzyżowania ze światłami – nie wyhamuje. Jeśli przed tobą jest rondo – też ignoruje ten fakt i pędzi przed siebie.
I przyznaję, dziwi mnie to, bo już jakąś dekadę temu Volkswagen Arteonpotrafił hamować w zakrętach dzięki wskazaniom z nawigacji. Dziwne, serio.
Jestem przekonany, że gdyby tutaj znalazła się zwyczajna rekuperacja, czyli puszczasz gaz i hamujesz silnikiem, działałoby to wszystko znacznie lepiej.
Planer podróży to rewelacja
Audi Q3 e-hybrid dosłownie rozwija żagle w innej sytuacji – w trasie. Tam dane z nawigacji są ewidentnie wykorzystywane. I są wykorzystywane tak dobrze, że to samochód, w którym nie chcesz używać w trasie Apple CarPlay czy Android Auto.
Komputer pokładowy w Q3 e-hybrid jest bowiem bardzo zmyślny – przelicza całą trasę i wykorzystuje prąd zmagazynowany w baterii w taki sposób, żeby jak najbardziej ograniczyć zużycie paliwa. Wiecie państwo, to naprawdę jest taka mała rewolucja. Jeszcze kilka lat temu PHEV-y po wyjeździe na autostradę po prostu zużywały prąd na kilkunastu, kilkudziesięciu kilometrach i tyle z tego było.
Może użyję przykładu: zaplanowałem w Q3 niemal 280-kilometrową trasę z Podlasia do Warszawy. I po prostu ruszyłem. Bateria zgodnie z moimi oczekiwaniami nie zaczęła znikać w oczach, lecz układ napędowy powolutku, powolutku sączył z niej kolejne kilowatogodziny. W ten sposób i prądu wystarczyło mi na całą podróż, i ograniczyłem spalanie.
Układ hybrydowy robi różnicę
A to – jak na współczesnego SUV-a – było po prostu naprawdę niskie. Przy 120 km/h ok. 5,5 litra bezołowiowej (!), a na autostradzie około dwa litry więcej. Bez hybrydy byłoby to raczej odpowiednio 8 i 10 litrów, więc różnica jest kolosalna. Aha – i w każdym wypadku zużywałem na 100 km niecałe 5 kWh.
Zapytacie – dlaczego tylko tyle, przecież bateria ma niespełna 20 kWh, a ja do przejechania miałem niecałe 300 km. To prosta matematyka, Q3 nie zużyłoby w ten sposób całej baterii na podróż. I właśnie tutaj, proszę państwa, objawia się cały geniusz tego rozwiązania. Otóż tuż przed Warszawą komputer pokładowy po prostu wyłączył silnik spalinowy.
Całą końcówkę trasy pokonałem na prądzie i był to doskonale obliczony wybór, ponieważ wpadłem w korek na Trasie Toruńskiej. On tam jest zawsze, więc to żadne zaskoczenie, ale ponieważ jechałem już tylko na prądzie, nie „dobijałem” sobie spalania. Korek to fatalna sytuacja dla silnika spalinowego, a dla elektrycznego… właściwie dobra.
Planer naprawdę to wszystko policzył – „przeliczył się” o kilometr, bo mniej więcej tyle przed domem komputer pokładowy musiał uruchomić silnik spalinowy. Naprawdę, działa to rewelacyjnie. Nie spotkałem się jeszcze z lepszym przykładem planowania podróży w aucie hybrydowym.
Szkoda tylko, że cena Audi Q3 e-hybrid zwala z nóg
Zgodnie z konfiguratorem cennik startuje od 236 800 zł. I to po prostu dużo za tak naprawdę wcale nie tak dużego crossovera, który zadowoli rodziny z jednym dzieckiem, ale w wersji 2+2 będzie już ciasno.
Przebitka względem bazowej spalinowej wersji to niemal 50 tys. zł. Innymi słowy – każdy musi sobie policzyć, czy będzie w stanie to „odrobić” dzięki oszczędnościom na paliwie.


