Chevrolet Corvette C4 to najtańszy (i wciąż świetny) sposób na klasyka z efektem "Wow"

Idzie sezon na klasyki i na jazdę bez dachu. Chevrolet Corvette C4 jest jednym z tych, które dają najwięcej za (względnie) najmniej. Czemu warto się nim zainteresować?

Oferta klasyków jest wyjątkowo szeroka i sam, zastanawiając się teraz nad kupnem, nie miałbym pojęcia, co wybrać. Tyle aut mnie ciekawi. Dobrych kabrioletów też jest mnóstwo. Ale po ponad pięciu latach posiadania wciąż uważam, że Corvette C4 w wersji cabrio jest jednym z tych aut, które robią największe zamieszanie na mieście, nie rujnując przy tym (względnie) domowego budżetu.

Chevrolet Corvette C4 to ikoniczny kształt i wciąż spore zainteresowanie

Oczywiście, prawdą jest to, że samochód kupujemy dla siebie, a nie żeby pokazać się na mieście. Ale naprawdę miło jest zobaczyć "kciuk w górę" na ulicy, albo opowiedzieć parę słów jakiemuś młodemu fanowi motoryzacji.

I Corvette C4 nadaje się do tego świetnie. Poza tym to ikoniczny kształt z lat 80., który wciąż może się podobać. Wąska, klinowata sylwetka, podnoszone lampy, szerokie opony. No naprawdę ten samochód "wygląda".

Corvette C4

Ma też oczywiście V8-kę pod maską, więc i brzmi. To "prawdziwy, amerykański samochód sportowy", nawet w takiej specyfikacji jak moja, kojarzącej się raczej z rozświetlonym Miami Beach.

Malkontenci jazdy sportowej uznają, że się "nie prowadzi" i tak naprawdę "nie jedzie". Owszem, pochodzi z czasów, gdzie silnik 5,7 miał zaledwie 245 KM, a czterobiegowy automat ma wszystkie cechy, żeby Was rozleniwić, albo Was zabić. To, jeśli nagle, w trakcie zakrętu uzna, że trzeba zredukować bieg. Ale plastikowa buda nie waży dużo, i nawet z tym archaicznym zespołem napędowym, w wersji cabrio, Corvette waży trochę ponad 1500 kg. 

Nie skręca? Skręca lepiej niż się spodziewałem, ale średnice zawracania ma bardzo amerykańską. Ma koszmarnie sztywne nadwozie i jakość amerykańskiego produktu z tego okresu. Będzie trzeszczeć, a plastiki są... no są. I tyle.

Ale i tak uważam, że da się tym samochodem jeździć na co dzień w sezonie. A na trasie, to nawet nie pali bardzo dużo (8 - 14 l/100 km).

Sensowne auta za około 50 tysięcy złotych

Są dobre kabriolety za mniejsze pieniądze. Ale nie mają takiej aury samochodu egzotycznego i tego efektu "Wow". A sprawne Porsche Cabrio już dawno "odjechały" cenowo. A tutaj, nawet jeśli chodzi o Corvette, kabriolety są znacznie rzadsze. I wciąż robią wrażenie.

Takie C4 w sensownym stanie kosztują ok. 50 tysięcy złotych. To nie będą egzemplarze idealne, ale sprawne, w miarę zadbane i nie wymagające prac na już.

Spora podaż w USA spowodowała, że można takie samochody ściągnąć za znacznie mniejsze pieniądze. Jest jednak duża szansa, że będzie w nich sporo do roboty. A duże prace blacharskie w nadwoziu z włókna szklanego mogą być mocno upierdliwe. Podobnie jak dobranie specyficznych elementów, albo niektóre prace remontowe. Lepiej więc nie oszczędzać na zakupie.

Uwaga na opony i upały!

Jak w każdym samochodzie, pełna renowacja może być bardzo droga. Ale poza tym, to C4 jest dość przyjazna, jeśli chodzi o koszty utrzymania. Części jest sporo, jest też parę sensownych warsztatów, które ogarniają te auta. Podstawowe elementy nie są bardzo drogie, można więc spokojnie "rzucić się" na takie dość zadbane auto bez zabezpieczonego dubla kwoty potrzebnej do zakupu.

Corvette C4, zwłaszcza przedliftowe, mają wady. Pierwsza, to opony. W samochodzie, na 16-calowych felgach są bardzo nietypowe gumy, które trudno dostać. Jeśli szukacie czegoś "do jazdy na co dzień" (czyli nie semi-slick) to obecnie w Polsce dostępne są wyłącznie Micheliny, w cenie od 2000 zł/ za sztukę!

To jest samochód do wożenia się, a nie do palenia gumy. No, chyba, że macie więcej pieniędzy.

Druga rzecz, to przegrzanie. Corvette lubią się zagrzać w upale i w korkach. Wentylatory włączają się dość późno, więc ważne, żeby były sprawne, a płyn chłodniczy często wymieniany.

Problemy nękają też cyfrowe zegary. Pojawiają się tzw. "zimne luty" i spada ich czytelność (ale zawsze działają). Są firmy, które i z tym sobie radzą.

Dach jest składany ręcznie i wymaga nieco wprawy, ale po lekkim szkoleniu ogarniecie to, zanim solidnie napada Wam do środka.

Ale, czyż nie lepiej po prostu cieszyć się dobrą pogodą. Ja już sezon zaczynam. Bo to naprawdę świetne auto na niedzielną przejażdżkę po mieście. Albo na dłuższy wypad.