Cieszyli się na myśl o nowym chińskim SUV-ie, ale nie kupią go, bo zalega im koreański SUV. Rynek samochodów używanych stoi

Wszystko wskazuje na to, że docieramy do miejsca, w którym rynek samochodów używanych dosłownie stanął, a przez to stanie także sprzedaż... niektórych nowych pojazdów. Powód jest bardzo prosty.

Zadzwonił do mnie znajomy z pytaniem i prośbą. Sytuacja wygląda następująco: jego rodzice posiadają od nowości Kię Sportage poprzedniej generacji. Są z niej zadowoleni, ale ma już swoje lata i przede wszystkim ponad 160 000 km przebiegu. Uznali więc, że czas kupić coś nowego. Budżet nie jest wielki, oczekiwania spore, więc po odrzuceniu dotychczasowej marki palec wskazał jednego z chińskich producentów. Hybryda plug-in idealnie im odpowiada (mieszkają w domu), a jazda na prądzie obniżny koszty eksploatacji. Problem polega jednak na tym, że ich dotychczasowy samochód musi zmienić właściciela, aby odblokować budżet. A od wielu miesięcy telefon milczy i nikt nie odpowiada na ogłoszenie. Rynek samochodów używanych stanął i wszystko wskazuje na to, że takie "masowo" produkowane SUV-y mogą być sporym wyzwaniem przy sprzedaży.

A powodem, między innymi, jest właśnie chiński potop na rynku. Dla wielu osób samochody z Państwa Środka stały się jedyną szansą na zakup nowego pojazdu. Regularnie rozmawiam z przedstawicielami marek obecnych w Polsce i większość z nich wyraźnie podkreśla, że do ich salonów nie przychodzą właściciele aut "konkurencji" z Europy czy Azji.

Rynek samochodów używanych

Oczywiście, takie osoby też się trafiają, niemniej wiodącą grupą są Ci, którzy zawsze kupowali samochody używane. Nie musiały być stare - mowa tu o 2-4 latkach, które potem użytkowali przez 5-8 lat. Teraz Chińczycy otworzyli im drzwi do aut "bez przebiegu", co jest kuszącą wizją.

I efektem tej przesiadki jest to, że właśnie nieszczęsny rynek samochodów używanych zwyczajnie się zatkał. Jest podaż, ale nie ma popytu

Wiele osób posiadających odpowiednią ilość gotówki (lub gotowych na jakąś formę finansowania), od razu kieruje się do salonu wybranej marki, coraz częściej chińskiej. Auta z drugiej ręki omijają już szerokim łukiem. I przez to Ci, którzy chcą pozbyć się swojego dotychczasowego pojazdu, mają teraz pod górę.

A to nie wszystko. Ta rosnąca podaż sprawia także, że ceny tych pojazdów spadają. Dochodzimy więc do sytuacji, w której samochód może i ciężko sprzedać, ale za to oddaje się go za dużo mniejsze pieniądze, niż pierwotnie zakładano.

Rynek samochodów używanych

Ale paradoksalnie ma to też drugie dno

U kolegów z redakcji Autobloga zauważyłem materiał o promocji na jeden z popularniejszych chińskich samochodów. Postanowiłem nieco poszperać w sieci i zauważyłem, że wiele chińskich firm wypycha swoje samochody z zaskakującymi rabatami, szukając na nie kupców.

Czyli nasze równanie wygląda mniej więcej tak:

  • kupujący dotychczas auta używane stają się kupującymi nowe chińskie samochody
  • rynek samochodów używanych zwalnia, bo wiele osób przesiada się do nowych pojazdów w niższych cenach
  • ale jednocześnie producenci "stockują" się aż do przesady (zakładając duży popyt) i dochodzą do momentu, w którym liczba tych nowych klientów spada, gdyż wielu nie może pozbyć się swoich dotychczasowych samochodów

Czy jest na to rozwiązanie?

Cóż, opcji jest wiele, ale nie każda należy do atrakcyjnych. Mamy opcję przekazania dotychczasowego samochodu w rozliczeniu. Wiemy wówczas jednak, że stracimy sporo pieniędzy - w końcu dealer musi zarobić swoje, nie jest instytucją charytatywną.

Używki skupują też różne duże salony pojazdów z drugiej ręki, ale tutaj także nie ma co liczyć na świetne warunki. Trzecią opcją jest po prostu... cierpliwość.

Swoją drogą, rynek samochodów używanych jest teraz też mocno podzielony

Tu skorzystam z nieco innego przykładu - bardzo ładnego i zadbanego Passata B7 z dieslem. Duży przebieg, ale samochód wyglądający jak nówka, mechanicznie dopieszczony. Początkowo pojazd trafił na sprzedaż w Warszawie. Jak myślicie, ile razy telefon zadzwonił?

Zgadliście: zero razy. Ze względu na SCT (którą nazywam SCT Schrödingera) wiele osób obawia się starszych diesli. Niektórzy też świadomie unikają takich pojazdów. Przebieg dokłada swoje trzy grosze.

Ale wystarczyło już ten sam samochód wystawić w mniejszej miejscowości daleko od Warszawy, a klient znalazł się w ekspresowym tempie. Poza dużymi ośrodkami miejskimi oczekiwania są zupełnie inne, a zadbany diesel, który zużywa mniej paliwa (nawet droższego) to wciąż idealne rozwiązanie dla wielu osób.

Jestem ciekaw, czy też mieliście podobne doświadczenia ze sprzedażą samochodów. Podzielcie się nimi (jeśli chcecie) mailowo - [email protected]. Czekamy na wiadomości.