Defender mówi "Hej Jeep". Brytyjczycy wynoszą się do USA i podają rękę Stellantisowi
Defender staje się osobną marką i całkowicie zmienia swój charakter - i pomoże im w tym Jeep. JLR chce stworzyć nowe modele przeznaczone dla Amerykanów. Do ich produkcji wykorzysta możliwości grupy Stellantis.
Land Rover Defender 90, 110 i 130 to jedynie rozgrzewka. Brytyjczycy widzą w tej gamie ogromny potencjał i chcą wykorzystać jej popularność aby wejść do nowych segmentów. Szczególnie ważne będą Stany Zjednoczone, gdzie mają pojawić się samochody opracowane specjalnie z myślą o lokalnych klientach. Nie chodzi jednak o przeniesienie za ocean produkcji obecnych modeli. Defender zaprzyjaźni się tam z marką... Jeep.
Defender przestaje być jednym modelem, Jeep będzie tutaj pomocą. JLR chce znacznie szerszej gamy, Stellantis jest nowym partnerem
JLR już ponad dwa lata temu ogłosił strategię, którą nazwano "house of brands". Generalnie oznacza to, że każda linia modelowa staje się w pewnym sensie submarką. Dobrym przykładem jest to, co dzieje się z Freelanderem za sprawą Chery, a także z Range Roverem.
Richard Molyneux, dyrektor finansowy JLR, podczas rozmowy z inwestorami mówił o "nowych samochodach i nowych segmentach". Dotyczy to właśnie rodziny Defendera i jej rozwoju w Ameryce Północnej.
Brytyjczycy nie planują po prostu uruchomić w USA kolejnej linii produkcyjnej obecnego Defendera. Chcą stworzyć inne samochody, które mają lepiej odpowiadać wymaganiom tamtejszego rynku.
Możliwości jest sporo. Amerykanie wciąż chętnie kupują duże SUV-y, klasyczne terenówki i pickupy. W każdym z tych segmentów znaczek Defendera mógłby znaleźć dla siebie miejsce. JLR nie potwierdziło jednak jeszcze, jakie nadwozia otrzymają nowe modele.
Produkowanie obecnego Defendera w USA zwyczajnie się nie opłaca
Za takim rozwiązaniem stoją przede wszystkim liczby. JLR sprzedaje obecnie w Stanach Zjednoczonych około 30 000 Defenderów rocznie. To dużo jak na luksusową terenówkę, ale zdecydowanie za mało, aby uzasadnić stworzenie dla niej osobnego systemu produkcji.

Molyneux przyznał, że lokalizacja produkcji nie byłaby efektywna nawet przy sprzedaży sięgającej 50 000 egzemplarzy rocznie. Obecny Defender pozostanie więc samochodem produkowanym przede wszystkim w Nitrze na Słowacji. Amerykańskie modele mają być czymś innym i uzupełnić gamę, zamiast zastępować znane już wersje 90, 110 i 130.
I tu wchodzi Stellantis. A to otwiera przed Defenderem sporo możliwości
JLR i Stellantis podpisały w maju memorandum dotyczące potencjalnej współpracy przy rozwoju produktów i technologii w Stanach Zjednoczonych. Teraz już wiemy, że jednym z najważniejszych elementów tego porozumienia ma być właśnie Defender, który zbrata się z marką Jeep.
Dla Brytyjczyków Stellantis jest szczególnie atrakcyjnym partnerem. Koncern ma rozbudowaną sieć zakładów w Stanach Zjednoczonych i ogromne doświadczenie w produkcji samochodów, które cieszą się tam największym zainteresowaniem.
Wrangler i Gladiator są konstrukcjami mocno osadzonymi w amerykańskim rynku, a Stellantis dysponuje również technologią i zakładami wykorzystywanymi przez Rama. Dla grupy JLR jest to świetny punkt wyjścia.
W mediach branżowych pojawia się jednak możliwość wykorzystania architektury Stellantisa, potencjalnie związanej z Jeepem Wranglerem lub Reconem. Nowy Defender dla rynku amerykańskiego mógłby tym samym konkurować z Jeepem, wykorzystując jednocześnie technologię koncernu, do którego należy amerykańska marka.
Defender "Made in USA" ma rozwiązać kilka problemów koncernu JLR - a Jeep jest świetnym wsparciem.
Współpraca nie wynika wyłącznie z chęci poszerzenia gamy. Produkcja w Stanach Zjednoczonych ma dla JLR bardzo konkretne zalety finansowe. Pierwszą są cła. Brytyjski producent nie ma własnej fabryki w USA i dostarcza samochody na ten rynek z zakładów w Europie. Zmiany amerykańskiej polityki celnej mocno zwiększyły więc koszty działalności firmy.
Drugim problemem są kursy walut. Jeśli samochód powstaje i jest sprzedawany w Stanach Zjednoczonych, znacznie większa część kosztów oraz przychodów rozliczana jest w dolarach. Ogranicza to wpływ zmian kursów funta, euro i dolara na wyniki producenta.
Ostatnią kwestią jest fabryka, o czym już wspomnieliśmy. Budowanie własnego zakładu dla stosunkowo niewielkiej liczby samochodów nie miałoby ekonomicznego uzasadnienia.
Stellantis chce zaś lepiej wykorzystać fabrykę Belvidere w Illinois, rozwija produkcję w Toledo i inwestuje w fabryki w Michigan oraz Indianie. Nie wiadomo jeszcze, który z amerykańskich zakładów mógłby odpowiadać za samochody Defendera.
Amerykańskie modele będą tylko jedną częścią nowej rodziny Defendera
JLR nie zamierza przy tym uzależniać całej przyszłości Defendera od Stellantisa. Brytyjczycy równolegle rozwijają własne konstrukcje. Jedną z kluczowych technologii jest platforma EMA. Powstała przede wszystkim z myślą o samochodach elektrycznych, choć JLR rozszerza jej możliwości również o napędy hybrydowe. Architektura trafi do kolejnych modeli koncernu i ma zostać wykorzystana także przez Defendera.
Powstaną więc dwa równoległe kierunki rozwoju. JLR będzie tworzyć własne globalne samochody, a jednocześnie wykorzysta możliwości Stellantisa do wejścia Defenderem w nowe segmenty w Ameryce Północnej.
W drodze jest także "Baby Defender", czyli mały samochód, który będzie stylowym crossoverem o dobrych zdolnościach terenowych. Jego konkurentem stanie się Mercedes "baby G".


