DS N7 2026 stawia na design, ale ma problem z silnikami. Albo mocny elektryk, albo 1.2 pod maską
DS N7 wykorzystuje znaną platformę i design z charakterystycznej "limuzyny" marki, mieszając go z praktycznością SUV-a. Jest tylko jeden problem.
To ma być nowe rozdanie dla tej marki. DS chce wreszcie poważniej ocierać się o segment premium, a nowe modele starają się podnieść markę na nowy poziom. Jest jednak pewien problem: wciąż w dużej mierze bazują na standardowych rozwiązaniach grupy Stellantis. Co więcej, są to rozwiązania, które w spalinowym wydaniu zdają się być mało adekwatne do standardów rynkowych. Zresztą i elektryczna wersja nie rzuca na kolana. Nowy DS N7 ma przekonywać stylem i komfortem. Ale czy ma szansę na sukces?
Przyjrzyjmy się francuskiej nowości i zobaczmy czym chce do siebie przekonać.
DS N7 2026. Większe, praktyczniejsze, ciekawe wizualnie. Czy to wystarczy?
Zacznijmy od spojrzenia na specyfikację tego pojazdu. Francuska marka bazuje tutaj na platformie STLA Medium, która daje szereg możliwości, ale też wprowadza pewne ograniczenia. Największym problemem jest gama jednostek napędowych.

Nowy DS będzie mieć na start tylko jeden silnik spalinowy. Jest to miękka hybryda – mowa tutaj oczywiście o jednostce 1.2. Ta jednostka generuje skromne 145 KM, co jest dość mizerną wartością jak na samochód, który aspiruje do segmentu premium.
Francuska marka stawia tutaj na wersje zasilane prądem. Podstawowy wariant elektryczny korzysta z baterii o pojemności 74 kWh i napędu na przednie koła, a moc sięga tutaj 230 KM. Zasięg to około 540 kilometrów.
Z kolei odmiana Long Range otrzymała większy akumulator 97 kWh, a moc wzrośnie tutaj do 245 KM. Deklarowany zasięg wzrasta do 740 kilometrów, według normy WLTP. W realnych warunkach autostradowych wartość ta spada do około 480 kilometrów.
Na szczycie oferty znajduje się wersja z napędem na cztery koła, która wykorzystuje dwa silniki elektryczne. Łączna moc wynosi tutaj 350 KM, natomiast bateria pozostaje taka sama jak w odmianie Long Range, czyli ma niezmiennie 97 kWh. Zasięg tej konfiguracji sięga około 680 kilometrów.
Dużym rozczarowaniem może być kwestia ładowania. W nowym samochodzie elektrycznym oczekuje się solidnych wyników. Tymczasem tutaj maksymalna moc to "tylko" 160 kW. DS podkreśla za to stabilność procesu w zakresie od 20 do 55 procent, natomiast uzupełnienie energii od 20 do 80 procent trwa około 27 minut. Już 10 minut ładowania pozwala odzyskać około 200 kilometrów zasięgu, a system Plug & Charge upraszcza cały proces dzięki automatycznemu uwierzytelnianiu i płatności.
DS N7 2026 jest większe i nowocześniejsze
Długość nadwozia wynosi teraz 4,66 metra, co oznacza 7 dodatkowych centymetrów. Jednocześnie rozstaw osi zwiększono o 5 centymetrów, do poziomu 2,79 metra, co bezpośrednio przekłada się na większą przestrzeń w kabinie.
Szerokość pozostała na poziomie 1,90 metra, natomiast wysokość wynosi 1,63 metra. Takie proporcje budują masywną sylwetkę SUV-a, ale jednocześnie pozwalają zachować korzystny stosunek przestrzeni do gabarytów. W praktyce oznacza to więcej miejsca dla pasażerów, zwłaszcza w drugim rzędzie, choć wysoka podłoga pozostaje cechą charakterystyczną konstrukcji.

Plusem jest za to przestrzeń ładunkowa, oferująca 560 litrów. Mamy tutaj podwójną podłogę oraz wydzielone miejsce na kable do ładowania. Warto też zwrócić uwagę na oparcie kanapy dzielone w proporcjach 40:20:40.
Design to ewolucja pomysłów z modelu N8
Projekt nadwozia wyraźnie nawiązuje do modelu N8. Od razu zauważycie podobnie rozwiązane przetłoczenia i zbliżone kształty świateł. Mają one budować nowoczesny, wyrazisty charakter, który staje się domeną DS-a. Kluczowa była tutaj także aerodynamika: współczynnik oporu powietrza wynosi 0,26.
Przód zwraca na siebie uwagę za sprawą podświetlanej części centralnej oraz bardzo wąskich reflektorów, które połączono z pionowymi światłami do jazdy dziennej.
Taki układ tworzy charakterystyczną sygnaturę świetlną i wizualnie poszerza samochód. Profil boczny jest masywny, a dodatkowo wzmacniają go duże koła o średnicy od 19 do 21 cali.
Tył otrzymał pionowe lampy i bardziej sportową formę, natomiast stylistyka pozostaje spójna z przodem. Jednocześnie pewnym kompromisem okazuje się widoczność, ponieważ duży słupek C oraz mocno pochylona tylna szyba ograniczają pole widzenia. Producent rozwiązał ten problem poprzez zastosowanie cyfrowego lusterka wstecznego, które wspiera kierowcę w codziennym użytkowaniu.

Wnętrze przeniesiono wprost z DS N8
I to także nie powinno nikogo dziwić. Francuska marka postawiła więc na kontrowersyjną czteroramienną kierownicę (niestety niezbyt wygodną), nowe multimedia z panoramicznym ekranem, a także na nietypowe kształty na drzwiach i konsoli środkowej.
Plusem ma być za to jakość tworzyw, choć te częściowo przeniesiono z innych modeli koncernu Stellantis. Co więcej, część komponentów jest takich samych, jak w najtańszych samochodach tej grupy.
Pierwsze egzemplarze dotrą do klientów w październiku
DS zacznie przyjmować zamówienia na ten samochód już w maju. Wtedy też powinniśmy poznać kompletny cennik francuskiej nowości.


