Jak zachęcić ludzi do samochodów elektrycznych? Wywołać wojnę o ropę, najwyraźniej

Elektryfikacja szła w USA bardzo słabo. Ale Donald Trump i Benjamin Netanjahu wywołali wojnę z Iranem, która zatrzęsła rynkiem ropy. Ale efektu mało kto się spodziewał.

Nie chce tu wdawać się w dyskusje polityczne, czy ta wojna jest słuszna, czy nie. Żadna wojna nie jest słuszna. Nawet jeśli po drugiej stronie jest zbrodniczy reżim ajatollahów. A że przy okazji Iran ma spore złoża ropy naftowej i kontroluje przepływ wszystkich tankowców z rejonu zatoki perskiej, to nie dziwne, że stał się celem operacji wojskowej. A jaki ma z tym związek elektryfikacja motoryzacji?

Elektryfikacja przyspiesza, bo benzyna drożeje

Prosty wniosek, który "dowozi" nam portal Edmuds.com, jeden z największych amerykańskich portali doradzających w zakupie samochodu. Od początku interwencji i wzrostu cen paliw, strona notuje potężny wzrost zainteresowania zakupem samochodów elektrycznych i hybrydowych. Dla PHEV-ów i aut stricte na prąd to ponad 22,4% wszystkich wyszukiwań. O 2% więcej niż na samym początku marca.

elektryfikacja

Wygląda więc na to, że najważniejsze w całym procesie transformacji energetycznej jest zwyczajna kalkulacja.

Zwłaszcza w USA, gdzie znacznie więcej osób niż w Europie posiada własny dom i możliwość samodzielnego ładowania samochodu, takie przejście ma sporo sensu. A śmiesznie tania do tej pory benzyna przestała być aż tak śmiesznie tania. Przynajmniej z punktu widzenia mieszkańca USA. W takiej Kalifornii to już kosztuje grubo ponad 5 dolarów za galon. Średnio jednak ok. 3,5, co jest naprawdę sporym wzrostem w stosunku do czasów przed wojną z Iranem.

Zresztą, to samo dzieje się na naszym podwórku. Nagły skokowy wzrost cen powoduje, że więcej osób się zastanowi, czy jednak auto elektryczne im nie wystarczy. Przynajmniej tych mieszkających w domach, i tych, których stać na nowy samochód z salonu.

Innymi słowy wojna, która miała (w drugim dnie) zabezpieczyć amerykańskie interesy w regionie i pozwolić położyć łapę na ropie z Iranu, na razie powoduje skutek wręcz przeciwny. Polityka odejścia od elektromobilności wymaga ropy. Ropa wymaga negocjacji, albo wojny. W tym drugim przypadku, robi się kryzys, i nagle następuje elektryfikacja floty samochodowej. Bo nikt nie lubi płacić za dużo.