Gdzie rynek aut jest elektryczny? Statystyki są zaskakujące. A może wcale nie?

To, że Norwegia jest liderem elektromobilności, jest wiadome od dawna. Ale rynek samochodów elektrycznych jest znacznie ciekawszy. Kto jeszcze przoduje w zakupach "na prąd"?

Pierwsza połowa 2026 roku przyniosła nieco zmian w kwestii elektromobilności. Słaby początek roku, wiosenne odbicie - to wszystko wpłynęło na rynek samochodów elektrycznych. Statystyki są bardzo ciekawe, gdy spojrzymy na auta zasilane wyłącznie prądem, w ujęciu globalnym. Wyniki mogą wydawać się zaskakujące, ale warto nad nimi się pochylić.

Rynek samochodów elektrycznych to Europa, państwa małe oraz biedne

Do wyjaśnienia tego ostatniego punktu zaraz dojdziemy.

Zacznijmy od początku. W pierwszej 20-ce krajów, w których samochody elektryczne sprzedają się najlepiej, jest tylko 6 krajów spoza Europy.

Na pierwszym miejscu jest oczywiście Norwegia z wynikiem 97,9%.

Drugie i trzecie miejsce to już spora różnica, bo są to wyniki na poziomie 82,2% oraz 80%. Następne miejsca to już 57,6%, a każdy kolejny kraj to już poniżej 50% sprzedaży.

Drugie i czwarte miejsce zajmują Państwa-Miasta. Hongkong (dwójka) i Singapur (czwórka) mają jednak specyficzna strukturę oraz... podatki. W Signapurze nawet zaskakuje mnie, że przy tamtejszych ulgach idących w dziesiątki tysięcy złotych, tylko 57,6% aut jest elektrycznych. w Hongkongu widziałem więcej Tesli niż jakichkolwiek innych aut, więc też mnie to nie dziwi. Aczkolwiek park samochodów starszych i zdecydowanie benzynowych jest równie duży.

Na trzecim miejscu mamy Danię (znów kraj uświadomiony ekologicznie i z wysokimi podatkami dla aut spalinowych). Tutaj każdy może odliczyć od wartości auta 95 000 zł (165 000 DKK) przy wyliczaniu podatku. Ten z kolei wynosi maksymalnie 40% wartości auta. Przy spalinowych może sięgać nawet 150%.

Na liście krajów ze zelektryfikowanym parkiem maszynowym mamy też oczywiście Szwecję, Finlandię, Belgię i Holandię. Podobne przypadki. Nowoczesne, bogate kraje z tanią energią i wysokimi podatkami, których można uniknąć.

Ale, jest też Wietnam, Tajlandia, i Urugwaj. W takim Wietnamie (8 miejsce, 33,1%) rynek zdominowany jest przez lokalną markę Vinfast. A sama sprzedaż samochodów nowych nie jest wysoka. Gros tej liczby stanowią taksówki, pojazdy służbowe oraz niewielkie, względnie tanie auta.

Jedyny kraj amerykański w czołówce, Urugwaj, zyskuje dzięki Tesli. Ale schemat jest podobny. Mało aut nowych, a bogaci mieszkający w willach i na dedykowanych osiedlach mogą pozwolić sobie na auta elektryczne. Zwłaszcza że nie jest to miejsce, w którym podróżuje się samochodami na duże odległości. Podobnie ma się sprawa w Tajlandii, choć tu mamy do czynienia już z bogatszym krajem.

Dopiero pod koniec dwudziestki mamy Chiny z wynikiem 27,9%. Państwo Środka złapało lekką zadyszkę, powoli kończą się dopłaty, a wiele osób przesiada się na auta EREV, zamiast "pełnych" elektryków.

Z krajów pozaeuropejskich powtarza się schemat. Zazwyczaj są to kraje, gdzie po prostu niedużo aut nowych wyjeżdża z salonów. I zazwyczaj są albo użytkowe, albo... elektryczne.

Na świecie auta elektryczne stanowią 14,3% sprzedaży

To jest globalny wynik dla pierwszej połowy tego roku. Niedużo.

Warto spojrzeć jeszcze na kilka ciekawych liczb USA - tylko 5,9% i plasują się między Polską (5,8%) i Ekwadorem (6,0%). Tajwan to 10%, Kanada 7,5%. W sumie niedużo, choć w USA za aktualnego prezydenta nie spodziewałbym się boomu.

Ciekawie wygląda rynek aut elektrycznych w Japonii. Kraj ten okupuje końcówkę światowej stawki, stawiając na hybrydy, głównie te "bez wtyczki". Co rozumiem. Ale w Japonii zaledwie 2,2% sprzedaży to samochody na prąd. Blisko dwa razy lepszy wynik mają Indie (4,3%), co znów prowadzi nas do tego samego wniosku.

Tam, gdzie samochodów sprzedaje się sporo, a państwo nie dotuje solidnie sprzedaży, auta elektryczne nie stanowią znaczącej siły na rynku. Choć oczywiście zaznaczają się coraz bardziej.

rynek samochodów elektrycznych

źródło: Felipe Munoz/JATO Dynamics