Hyundai Inster Cross wygląda genialnie, ale nie zabierajcie go poza miasto
Wygląda tak, jakby nie bał się wyruszyć w daleką podróż. Mimo elektrycznego napędu Hyundai Inster Cross obiecuje wiele. W rzeczywistości, to miejski wojownik.
Przede wszystkim, zacznę w tym tekście od jednej rzeczy. Mam wielki szacunek do Koreańczyków za to, że wprowadzili ten samochód do normalnej, regularnej oferty. Zwłaszcza w testowej specyfikacji. Nazywa się ona Hyundai Inster Cross Smart i jest na szczycie (cennika). I ten kosz dachowy jest w cenie. To nie żadne akcesorium, tak samo jak fantastyczne felgi, czy matowy, oliwkowo-zielony lakier. Tym wszystkim możecie wyjechać z salonu za 154 900 zł bez promocji. Z czego 3000 zł to lakier.
Weźmy do tego cechy samego auta. Inster sam w sobie ma niezmiernie pakowne i ustawne wnętrze, co już mieliśmy okazję przetestować. Ma też funkcję V2L, pozwalającą zasilać urządzenia zewnętrzne. Te trzy elementy tworzą nam świetną bazę na mikrokampera. Albo po prostu towarzysza wypadów w plener ze sporymi możliwościami.

Tyle teorii. Jak to się ma do praktyki? I czy w Insterze Cross coś "nie gra"?
Hyundai Inster Cross to praktyczność w pigułce
Zostańmy chwilę przy wnętrzu i samym "Crossie". Wnętrze jest absurdalnie wręcz ustawne, jeśli nie liczyć lilipuciej szerokości samochodu. Ale nawet więksi pasażerowie nie będą mieli problemu, bo z przodu w zasadzie Hyundai postawił na kanapę. Tyle, że ma wbudowane uchwyty na kubki. Ale szerokość foteli nie będzie przeszkadzać.
Tył - kanapa jest dzielona, przesuwana, z regulacją pochylenia oparcia i możliwością złożenia foteli na płasko. Na płasko składają się też przednie fotele, a auto pozwala na wygospodarowanie płaskiej przestrzeni w całej kabinie. Do tego możliwość uzupełnienia auta o stoliki, uchwyty na karty, czy zdjęcia (panele w drzwiach, czy oparciach foteli są wymienne) dopełnia wizerunku. To jest świetne.

Gorzej z tapicerką w Crossie. A w zasadzie plastikami deski rozdzielczej i boczków drzwi. Przez pierwsze kilkanaście minut usiłowałem domyć kropki na plastikach. Potem się zorientowałem, że to ich wzór. Wygląda fatalnie, jakby ktoś, za przeproszeniem, skichał się na deskę.
Sam Hyundai Inster Cross wyróżnia się wewnątrz wspomnianymi plastikami, nową tapicerką (bardzo fajna) oraz ogrzewaniem foteli i kierownicy.
Z zewnątrz są felgi (genialne), światła LED oraz relingi dachowe. Wersja Smart dokłada kosz dachowy.
Co ciekawe, zarówno relingi mają nośność 75 kg, jak i wersja z dużym stalowym koszem, który pewnie te kilkanaście kilogramów waży. Na pewno za to daje sporo miejsca na graty, bo jest olbrzymi i rozciąga się nad całym dachem auta. Jest miejsce na sporo szpeju. Namiotu bym tam nie rozkładał.
Wnętrze Instera Cross nie różni się niczym od standardowego, jeśli chodzi o funkcjonalność. Mamy więc te same zegary, przyciski oraz system multimedialny, który myśli tak długo, że zastanawiałem się, czy procesor nie znajduje się nadal w Seulu.
Spokojnie, to nie jest wóz na wyprawy
Technikalia w Crossie są dokładnie takie same jak w miejskim Insterze. 115 KM i akumulator 49 kWh z możliwością ładowania z mocą 120 kW (szybko, jak na ten segment). Zasięg?
No właśnie. Normalnie powiedziałbym, że wystarczające do szczęścia 360 - 370 km. Nawet jadąc sobie spokojnie w trasie te wyniki są osiągalne, o mieście nie wspominając.
Ale mamy ten wielki stalowy żagiel na dachu. Hyundai nie udaje, że nie ma on wpływu na zużycie energii. Nawet w katalogu zasięg spada do 293 km. Ja bym powiedział, że do nieco ponad 200 km.
Średnio w teście Inster Cross potrzebował ok. 17 - 18 kWh/100 km. Przy czym w mieście, lub przy płynnej, bardzo spokojnej jeździe z częstym wykorzystaniem rekuperacji (jest opcja automatyczne, działa nieźle), da się zejść do 11 - 13 kWh. Super. Ale wystarczy wyjechać z prędkością 80 - 100 km/h na trasę i zasięg zaczyna drastycznie spadać. Przy ok. 100 - 110 km/h zużycie mocno przekracza 22 kWh/100 km.

Do tego stabilność auta spada, podobnie jak dynamika. A hałas, co dość logiczne, rośnie okrutnie. Od strony kosza docierają do nas bardzo wyraźnie szumy opływającego powietrza. Miłośnicy offroadu i "porobionych" terenówek doskonale wiedzą, o czym mówię. I pewnie im to nie przeszkadza. Ale Inster Cross jest mimo wszystko samochodem seryjnym. Warto więc mieć to na uwadze.
Pod względem zawieszenia, również nie ma tu żadnych zmian. Auto ma taki sam prześwit i taki sam układ odpowiadający za komfort resorowania. Jest więc nieźle, choć do szybkich zakrętów nie zakręca. Ale zgrabnie wybiera dziury, również poza asfaltem. To spory plus, choć to zasługa Instera, a nie wersji Cross.
Hyundai Inster Cross - podsumowanie i opinia
Największym problemem Crossa jest jego największa zaleta. Auto wygląda genialnie i wydaje się być idealne do plenerowych wypadów ze sprzętem campingowym. Ale miejski charakter auta, nieduży akumulator połączone ze sporym zwiększeniem oporów powietrza powodują, że nie nadaje do jazdy gdziekolwiek dalej od ładowarek. Gdyby Inster był w stanie utrzymać chociaż te 250 - 300 km bez specjalnego myślenia o jeździe jak najbardziej ekonomicznej, byłby naprawdę fajną propozycją dla aktywnych, i wybaczyłbym mu wzór na tapicerce i koszmarnie wolne multimedia. Dobrze, że chociaż ładuje się szybko.


