Isuzu D-Max Racer może być Wasz. Powstał oczywiście w Tajlandii i jest ściśle limitowany

Wygląda jak wyścigówka GT3. I tak po prawdzie nią jest. Isuzu D-Max Racer ma promować serię wyścigową w Tajlandii i trafi do ściśle limitowanej liczby osób.

Jeśli jeszcze nie wiecie, tajlandzka scena wyścigowa jest bardzo szeroka. Sporą część torowych serii dominują wyścigi pickupów. Ma wśród nich być osobny tytuł, czyli Isuzu Challenge. Właśnie w ramach promocji tej serii do sprzedaży trafi Isuzu D-Max Racer. I to w zaskakującej cenie, bo znacznie poniżej kosztów budowy. Wszystko w celach marketingowych.

Ale tylko dla 15 osób. Do tego samochód nie ma homologacji drogowej. Trzeba go wozić z eventu na event, ale auto ma być w pełni przygotowane do zabawy na torze. Tak, zabawy na torze, pickupem.

Ale sami spójrzcie na ten samochód.

Isuzu D-Max Racer jest gruntownie przebudowany

Auto ma zaprojektowany od zera przez Tera Engineering bodykit. Uwzględnia on oczywiście aerodynamikę roboczego auta. Stąd gigantyczny spoiler połączony z "płetwą" w tylnej części skrzyni ładunkowej. Dociska lekki tył i poprawia przepływ powietrza wpadającego w zawirowania za kabiną.

Auto ma też potężny splitter z regulacją, dodatkowe wloty powietrza, karbonową maskę oraz zmienione progi. Wszystko jest tu funkcjonalne, a nie dla efektu.

Z tego powodu całe wnętrze zniknęło na rzecz wyczynowego fotela (jednego) oraz mocno zubożonej deski rozdzielczej. Jest też oczywiście homologowana klatka oraz kierownica z dodatkowymi przyciskami. To poważne auto wyścigowe.

Do napędu Isuzu D-Max Racer służy nowa jednostka japońskiego koncernu. To diesel o pojemności 2,2 litra. Nazywa się Ddi MaxForce i w drogowym wydaniu ma 163 KM. Ale dzięki większej turbosprężarce, intercoolerowi oraz nowym mapom silnika, wyczynowa odmiana osiąga 285 KM i 507 Nm.

Isuzu D-Max Racer

Co ciekawe, skrzynia jest seryjna, pojawiło się tylko wyczynowe sprzęgło. Za amortyzację i prowadzenie odpowiadają regulowane amortyzatory Penske, a hamowanie tym przedziwnym autem wyścigowym zapewniają sześciotłoczkowe zaciski z przodu i czterotłoczkowe z tyłu. Pod hamulcami podpisuje się Ferodo.

Auto te piętnaście osób może kupić w Tajlandii za 1 490 000 BHT, czyli około 170 tysięcy złotych. Koszt zbudowania jednej sztuki to z kolei ok. 1 700 000 BHT.

W tym roku seria Isuzu Challenge ma obejmować trzy wyścigi, w czerwcu, sierpniu i październiku. Niedużo. Ale biorąc pod uwagę cenę Isuzu D-Max Racer, to i tak próg wejścia do serii wyścigowej nie jest wysoki.