"Ja nie zrobię 100 kilometrów na prądzie?" No i nie zrobiłem 100, zrobiłem 150. Czym? Toyotą RAV4 PHEV
Głupio wyszło. Miałem zużyć cały prąd na dystansie 150 kilometrów - no i się nie udało. Toyota RAV4 PHEV jak się okazuje ma zaskakującą wydajność, ale trzeba się odrobinę postarać...
Zadanie było proste: tu jest samochód, tu jest trasa, sprawdźcie na co stać ten samochód i zweryfikujcie jego możliwości. To przepis na typowe "pierwsze jazdy" nowym modelem. Tym razem bohaterem była Toyota RAV4 PHEV, a kluczowym elementem, który braliśmy pod lupę, była właśnie ta "phevowość".
Jak pewnie wiecie z hybrydami plug-in bywa różnie. Czasami producenci obiecują gruszki na wierzbie i jak przychodzi do jazdy, to prąd znika szybciej, niż powiecie Nabuchodonozor. Ale są też takie samochody, które faktycznie ten prąd wykorzystują we właściwy sposób.
Japończycy teoretycznie mają się czym pochwalić. Jakby nie patrzeć w świecie zelektryfikowanej motoryzacji są od lat. Hybryda plug-in powinna być więc rozwinięciem stosowanych przez nich na co dzień rozwiązań.
W przypadku nowej RAV4 podniesiono nieco poprzeczkę. Akumulator powiększono do 22,7 kWh, dopracowano wydajność całego pakietu i zoptymalizowano zużycie energii. Dodano też ładowanie prądem stałym, co ma ułatwić regularnie "tankowanie" prądu.
W teorii zasięg to około 100 kilometrów na prądzie. W praktyce podniesienie tej liczby o 50% nie jest niemożliwe. Jak to zrobiłem?
Przede wszystkim Toyota RAV4 PHEV bardzo łagodnie obchodzi się ze zużyciem energii
Tu od razu zaznaczę jedną rzecz: tym razem prześwietliłem ten samochód na bocznych drogach. Wbrew pozorom nie jest to scenariusz z bajki. Znam ludzi, którzy hybrydami plug-in dojeżdżają do miasta. Tym samym jeżdżą niezbyt szybko (50-80 km/h) na dłuższych. odcinkach.
I w takich okolicznościach "przyrody" sprawdziłem RAV-kę. Z kolegą z redakcji Autokultu ruszyliśmy na drogi w okolicach Warszawy i Kampinosu, sunąć z prędkościami w przedziale właśnie 50-80 km/h. Nie było to więc pchanie samochodu, ani tym bardziej toczenie się tempem rowerowym.
Płynność przekuliśmy w niskie zużycie energii. Spadło ono do 13,2 kWh w najlepszym momencie. Przy pojemności akumulatora wynoszącej 22,7 kWh mówimy więc o 160 kilometrach zasięgu na prądzie.
I tyle w zasadzie też zrobiliśmy. Od startu do celu pokonaliśmy dokładnie 153 kilometry i wciąż mieliśmy w zapasie zasięg na 5-6 km jazdy. To robi wrażenie, gdyż w praktyce pozwala na jazdę wyłącznie na energii elektrycznej przy codziennej eksploatacji.
Oczywiście w mieście ten wynik będzie nieco gorszy, niemniej 100-120 km na ładowaniu nie powinno być wyzwaniem. Dla niektórych jest to czasami tydzień jazdy samochodem.
Kluczem do sukcesu jest oczywiście regularnie ładowanie samochodu
Tu przewagę mają Ci, którzy mogą to robić w domu. I w tym miejscu też pewnie pojawi się pytanie: "ale skoro ładujesz w domu, to czemu nie wybierzesz elektryka"?
Cóż, wiele osób po prostu chce mieć w trasie niezależność od stacji ładowania. A co jak co, ale po rozładowaniu akumulatora w tym samochodzie zostajecie z dobrą hybrydą, którą zużywa mało energii. Nie jest to więc zły układ, nieprawdaż?
Na pełny test nowej Toyoty RAV4, zwłaszcza w wersji PHEV, przyjdzie jeszcze czas
Niemniej widzę, że jest to samochód, który w niektórych aspektach zrobił duży postęp względem poprzednika, a w innych był to mały kroczek. Niemniej nie dziwię się, że wiele osób wybiera nową RAV-kę w ciemno - to po prostu klasyczny pewniak. Emocji nie ma w tym samochodzie zbyt wiele, ale czy to się tutaj liczy? Nie sądzę.


