Mazda MX-5 w jednej klasie ze Skyline'm i Porsche? W JGTC jeździło takie szalone maleństwo
W serii JGTC w sezonie 1997 i 1998 można było zobaczyć ciekawy obrazek. Wśród potężnych maszyn rywalizowała Mazda MX-5 NA... wyposażona w silnik Wankla.
Lata dziewięćdziesiąte to moim zdaniem prawdziwe "złoto", jeśli chodzi o motorsport. Wyścig zbrojeń, coraz lepsze auta połączone z wciąż jeszcze luźnymi regulacjami powodowały, że wyścigi były naprawdę emocjonujące. Szczególnie ciekawie działo się w JGTC, japońskiej serii samochodów turystycznych, gdzie mieszanka aut była powalająca i niezmiernie ekscytująca dla widzów. Chyba tylko w tej serii, w jednej klasie mogły jechać Ferrari 355, Porsche 993 RSR, Nissan Silvia oraz Mazda MX-5 serii NA. To maleństwo kompletnie nie kojarzy się z motorsportem, ale dzięki Kageisen Racing Team udało się stworzyć coś wyjątkowego.
Mazda MX-5 niestety nie odniosła sukcesu na torze, ale zapisała się w historii
Wyobraźcie sobie, że oglądacie rundę JGTC w 1997 roku. Pięknie położony tor Fuji Speedway, gorący sierpień. Patrzycie na potężne auta GT500. Dominujące Toyoty Supry i Nissany R33 GT-R walczą o każdy metr. Rzędowe sześciocylindrówki dudnią. Obok słychać charakterystyczne "wiatraki" Porsche, czy dwulitrówki. Pomiędzy nimi silniki V8 (Nissan, Chevrolet), V10 (Viper GTS-R), czy nawet V12.
Ale w niższej klasie GT300 dzieje się tak samo dużo. Auta mają ok 300 KM, są nieco mniej zmodyfikowane i zazwyczaj należą do zespołów prywatnych. Stąd przekrój aut jest niesamowity. Wśród nich dużą część stanowią dwulitrówki Toyoty, ale często da się słyszeć też charakterystyczny "nalot" w postaci silników Wankla. Jednym z nich jest malutka, ale groźna Mazda MX-5 Kageisen Racing Team. To zespół, którego historia wywodzi się od Toshihiko Nogami, mechanika który współpracował przy projekcie Le Mans Mazdy.

Finalnie zbudował swój team, który jeździł wyłącznie autami z wirującym tłokiem. Najpierw, RX-7 FC, potem FD, a potem Eunosem Roadster. Czyli właśnie naszą Mazdą.
Leciutkie nadwozie i silnik z bardzo nisko rozmieszczonym środkiem ciężkości brzmią jak idealny projekt. I to jak brzmią! Bazą stał się tu silnik z RX-7, czyli 13B, z doładowaniem. Osiągał ok. 340 KM. Dawało mu to dużo przewagi, bo auto było upiornie wręcz lekkie i miało świetnie rozłożoną masę (silnik był bardzo blisko kabiny). I to mimo obłożenia pakietem aero, czy wzmocnionym zawieszeniem.
Tyle, że ta lekkość pozwalała na szybką jazdę na krętych i ciasnych torach. Ale JGTC nie wybacza błędów i auto po prostu nie miało szans z większymi konstrukcjami.

Zwłaszcza aerodynamika MX-5 nie była jej mocną stroną. A w połączeniu z dużą mocą auto robiło się nerwowe przy wyższych prędkościach. Nawet konkurencja jeżdżąca również "wanklami" radziła sobie lepiej. Choć trzeba przyznać, że auto miało przede wszystkim... problemy z awaryjnością. Rzadko kiedy dojeżdżało do mety w tych kilku wyścigach, w których wzięło udział.
Co ciekawe, ten projekt miał częściowe wsparcie koncernu z Hiroshimy. W tamtym okresie firmy zbierały doświadczenia na różnych polach, wspierając też niefabryczne zespoły, które nie bały się kombinować.
I choć MX-5 z Wanklem nie było udaną wyścigówką, to na stałe zapisało się w historii japońskich zmagań. Warto o niej pamiętać.


