- autoGALERIA
- NOWOŚCI
- Ciekawostki
- Jedni ścigają się w nich zawodowo, inni będą mogli bawić się na specjalnych wydarzeniach. McLaren sprzedaje klientom swój nowy samochód wyścigowy
Jedni ścigają się w nich zawodowo, inni będą mogli bawić się na specjalnych wydarzeniach. McLaren sprzedaje klientom swój nowy samochód wyścigowy
McLaren wchodzi w świat wyścigów długodystansowych. Już w przyszłym roku zobaczycie samochody w kolorze "papai" na torach wyścigowych. Wraz z wariantem, który pojawi się w kategorii LMDh, do wybranych klientów trafi także wersja o uroczej nazwie "Project: Endurance".
McLaren już w przyszłym roku pojawi się oficjalnie w kategorii LMDh w serii WEC. Brytyjski producent nie próżnuje. Choć do startu został jeszcze rok, to równolegle ruszył program budowy odmiany nowego auta dla klientów. Brytyjska marka wraca tym samym do najwyższej ligi wyścigów długodystansowych, jednocześnie oferując prywatnym nabywcom konstrukcję możliwie najbliższą maszynie, którą za jakiś czas zobaczymy w Le Mans.
Cywilna wersja nie jest stylizowaną wariacją na temat auta wyścigowego. To bezpośrednia pochodna programu długodystansowego, pozbawiona jedynie elementów wymaganych przez regulamin serii WEC i kategorii LMDh. Jest to projekt skierowany do kierowców-amatorów, którzy oczekują prawdziwego samochodu wyścigowego, a nie torowej zabawki z pakietem marketingowych dodatków.

McLaren pozbył się tego, co wymagają przepisy. Samochód startujący w serii WEC ma V6 i hybrydę
Samochód przygotowany do rywalizacji w kategorii LMDh powstaje zgodnie z przepisami Balance of Performance. Oznacza to, że jego łączna moc to 671 KM.
Podstawę napędu stanowi podwójnie doładowane V6, współpracujące z obowiązkowym w tej klasie układem hybrydowym. Silnik opracowuje producent, zaś układ hybrydowy jest standardowy dla wszystkich pojazdów.
Jednostka elektryczna stanowi integralną część systemu LMDh i odpowiada za ujednolicenie parametrów technicznych pomiędzy producentami. W praktyce daje to wyrównaną stawkę oraz ogranicza koszt rozwoju.
Projekt rozwija wspólnie McLaren Automotive oraz McLaren Racing. Program powstaje równolegle z przygotowaniami do startów w Le Mans, a pierwsze intensywne testy zaplanowano jeszcze w tym roku.
Klienci dostają zaś samochód, który nazywa się po prostu "Project: Endurance"
W połowie 2025 roku marka potwierdziła budowę limitowanej serii pod nazwą „Project: Endurance”. McLaren obiecuje tutaj osiągi wyraźnie przewyższające modele McLaren Senna oraz McLaren Solus GT, które dotąd stanowiły najbardziej ekstremalne torowe propozycje w ofercie.

Początkowo zakładano, że wersja dla klientów otrzyma identyczny układ napędowy jak odmiana wyścigowa. Podczas premiery w regionie Azji i Pacyfiku w Australii Neil Underwood, szef działu HyperTrack Cars, potwierdził jednak nową koncepcję. Samochód przeznaczony do sprzedaży straci układ hybrydowy. To dobry ruch. Obsługa pojazdu będzie prostsza, a koszty niższe. A o to tutaj przede wszystkim chodzi.
Do tego właściciele Project: Endurance zostaną objęci dwuletnim, globalnym programem wyścigowym, otrzymają bezpośredni dostęp do inżynierów marki oraz wsparcie profesjonalnych kierowców wyścigowych, pełniących rolę instruktorów.
Odmiana kliencka otrzyma szereg modyfikacji względem auta startującego w LMDh. McLaren dodał regulowaną kontrolę trakcji oraz zmienioną charakterystykę oddawania mocy. Przeprojektowano także ustawienia układu hamulcowego, aby lepiej odpowiadał kierowcom bez zawodowego doświadczenia. Celem nie jest uproszczenie konstrukcji, lecz zwiększenie jej przewidywalności i możliwości dopasowania do stylu jazdy właściciela.
McLaren nie ujawnia liczby planowanych egzemplarzy. Marka deklaruje elastyczne podejście i możliwość budowy tylu samochodów, ilu znajdzie odpowiednich nabywców.
Silnik V6 podkręcono do maksimum. Teraz generuje 720 KM
Najważniejsza zmiana dotyczy układu napędowego. Wersja torowa dla klientów korzysta wyłącznie z 2,9-litrowego silnika V6 twin-turbo o mocy 720 KM. To więcej niż oferuje odmiana wyścigowa ograniczona przepisami, choć mniej niż 829 KM generowane przez 5,2-litrowe V10 w modelu Solus GT.
Producent podkreśla jednak, że na zamkniętym torze różnica w maksymalnej mocy nie powinna istotnie wpływać na odczucia kierowcy. Brak hybrydy oznacza niższą masę oraz prostszą obsługę techniczną, co w przypadku prywatnych użytkowników ma kluczowe znaczenie.
Testy zarówno wersji wyścigowej, jak i klienckiej rozpoczną się jeszcze w tym roku. Pierwsze dostawy zaplanowano na końcówkę 2027 roku.


