Mercedes klasy S 2027 wjeżdża w pełnej chwale nowego silnika V8
Ikona segmentu luksusowych limuzyn walczy na poważnie. Odświeżony Mercedes klasy S 2027 może i przypomina klasę E, ale za to ma duże, "poważne" silniki.
Ponad 70 lat na rynku, wzloty i spadki, ale zawsze klasa S jest synonimem luksusowej limuzyny. Najnowsza generacja jest już na rynku od pięciu lat, pora więc na zmiany. Te wizualne są względnie nieduże, ale sporo dzieje się pod maską. Mercedes klasy S 2027 walczy o tych klientów, którzy cenią klasykę. I uważają, że "bez gwiazdy nie ma jazdy".
Mercedes klasy S 2027 ma więcej gwiazdek i nieco dynamiczniejszy "look"
Oczywiście, mówimy o liftingu, więc nie było mowy o dużych zmianach. "eSka" wciąż jest rozpoznawalna, ale zyskała sporo elementów zbliżających ją do klasy E. Najbardziej widać to we wzornictwie tylnych świateł oraz powiększonym grillu i zmienionych reflektorach.

Tutaj, poza zmianami kształtu, pojawiło się mnóstwo gwiazd i gwiazdek, niczym na koncercie sylwestrowym w telewizji. Trójramienna gwiazda jest zarówno w sygnaturze świetlnej lamp z przodu i z tyłu, a także pomiędzy poziomymi poprzeczkami atrapy. Niestety, moim zdaniem, gorzej wygląda w jasnych lakierach, gdzie wyróżnia się czarne wypełnienie pomiędzy lampami, a atrapą.
Zmiany uzupełniono dorzuceniem nieco chromu oraz nowymi wzorami felg. Standardem są obręcze dziewiętnastocalowe.
Większe zmiany pojawiły się we wnętrzu. Niestety, większe zmiany, to większe ekrany. A dokładniej Hyperscreen, który wkomponowano w całą deskę rozdzielczą. Wyłączony, wygląda nieco dyskretniej niż duży ekran w modelu przed modernizacją, ale wciąż mamy tu trzy ekrany. Przy czym dwa przykryte są jedną taflą szkła, a zegary mają swoją osobną budkę. System działa na najnowszej wersji systemu MBUX, teraz wyposażonej w obsługę AI oraz integrację z Google Maps.

Odświeżono też system rozrywki z tyłu, gdzie pasażerowie otrzymają dwa ekrany o przekątnej 13,1 cala, z w pełni odczepianymi pilotami. W system multimedialny wbudowano też takie aplikacje jak np. YouTube oraz Disney+, aby można było łatwiej i szybciej z nich korzystać.
V8 z płaskim wałem? Tak, poproszę
Tego nikt się nie spodziewał. Limuzyna z V8-ką z płaskim wałem korbowym? Niemcy tutaj zaszaleli i Mercedes klasy S 2027 na pewno będzie wyróżniał się tym na rynku. Nowa ośmiocylindrówka ma pojemność czterech litrów i dostarcza 537 KM. Plus 23 z układu miękkiej hybrydy. Silnik dysponuje 750 Nm momentu obrotowego i pozwoli na sprint do 100 km/h w ok. 4 sekundy.
Płaski wał, znany z samochodów sportowych, w przypadku klasy S ma służyć (wraz ze zmianą kolejności zapłonu) poprawieniu reakcji na gaz oraz... redukcji drgań.

W słabszych modelach S450 i S500 zastosowano mocniejsze sprężarki pomocnicze, co ma wyeliminować turbodziurę. Maksymalny moment w sześciocylindrowych autach benzynowych wyniesie 600 Nm (640 Nm w trybie Boost).
Będą też diesle, oczywiście sześciocylindrowe. S350d i S450d otrzymają po raz pierwszy podgrzewany elektrycznie katalizator. To pierwsze seryjne silniki z tą technologią. Przyspieszy ona rozgrzanie układu oczyszczania spalin i znacznie zredukuje emisje szkodliwych substancji.
Mercedes klasy S 2027 w wersji hybrydowej otrzyma więcej mocy. Teraz do dyspozycji będzie 585 KM i 750 Nm. W ofercie jest też V12, ale wyłącznie w odmianie opancerzonej Guard.
Pneumatyka z chmury
Oczywiście klasa S ma pneumatyczne zawieszenie Airmatic. A także układ Active Body Control w opcji. Teraz jednak system aktywnego tłumienia nierówności nie ogranicza się do informacji z kamer i czujników, ale też do wymiany danych z chmurą Car-to-X. Dzięki temu, jeśli kiedyś, ktoś wjedzie w dziurę czy najedzie na próg zwalniający, to każda inna S-klasa będzie w tym miejscu "uważać".

Standardem jest też skrętna tylna oś w wersji 4,5-stopniowej. Opcjonalnie można zamówić możliwość skręcenia tylnych kół o 10 stopni.
Póki co nie mamy jeszcze żadnych informacji co do cen nowego modelu oraz realnego pojawienia się w salonach.


