Miało być sportowo i efektownie, jest za to dużo frustracji. Dlaczego Alfa Romeo Junior Veloce wygląda, ale nie chwyta za serce?

Jako pasjonat włoskiej motoryzacji i były właściciel Abartha 595 muszę przyznać, że Alfa Romeo Junior Veloce jest po prostu bez sensu. Dobrze jeździ, świetnie wygląda. I tu stawiamy kropkę.

Rzadko kiedy materiały leżą u mnie w szufladzie miesiącami. Ten samochód wylądował jednak na dnie, przygnieciony innymi publikacjami i bardzo nie chciał przechodzić na szczyt listy. Alfa Romeo Junior Veloce obiecuje wiele. Wygląda kapitalnie – piszę to z czystym sumieniem, bez ironii. Po początkowym westchnięciu zmieszanym z rozczarowaniem, design Juniora zaczął do mnie przemawiać. A gdy dodamy do tego te boskie czteroramienne felgi, to otrzymujemy naprawdę smakowity zestaw.

Alfa Romeo Junior Veloce test

Patrząc na dane techniczne można też unieść brwi w lekkim zaskoczeniu. 280 KM, setka w około 6 sekund, szpera. Brzmi kusząco? Problem w tym, że po kilku dniach zupełnie zapomniałem o tym samochodzie.

Alfa Romeo Junior Veloce robi "wow" przez 30 sekund, a potem nudzi. Takie są fakty

Wciskacie gaz. Jest krótkie "wow", choć w ciszy. I wiem, zgadzam się – niektórym ta cisza odpowiada. Tylko ona nijak nie pasuje tutaj do tego budowanego przez Włochów sportowego charakteru tego samochodu.

Siedzimy w ciasno otulających nas fotelach kubełkowych. Trzymamy kierownicę, którą częściowo obszyto zamszem. Mamy wiele detali, które sygnalizują, że nie jest to zwyczajna wersja. Co więcej, w zakrętach także można się miło zaskoczyć. Nisko położony środek ciężkości i wspomniana już szpera "robią robotę". Układ kierowniczy, skrócony względem kuzynów na tej platformie, dobrze współgra ze sztywnym zawieszeniem i daje nam pewność prowadzenia.

A potem patrzycie na znikający w oczach zasięg, który przy nieco szybszej jeździe spada poniżej 200 kilometrów. Nie mówię tutaj o dociskaniu gazu do podłogi przez cały czas. Mam na myśli po prostu dynamiczniejsze poruszanie się, z wykorzystaniem, od czasu do czasu, potencjału tych 280 KM.

Żeby chociaż taka Alfa szybko się ładowała. Niestety, moc w szczycie sięga 100 kW, a krzywa jest, bardzo delikatnie mówiąc, mocno przeciętna. Tym samym może i nie pobawicie się tym samochodem zbyt długo, ale za to sporo czasu stracicie na ładowarce. Świetny biznes.

To idealny przykład na to, że korpologika jest często pozbawiona sensu

Czy da się zrobić szybki samochód elektryczny, który nie zawiedzie? Owszem - weźmy na przykład taką Teslę Model 3 Performance. Ma dużo mocy, zajedzie dość daleko i teoretycznie potrafi dać jakąś tam frajdę z jazdy. Ja co prawda jej nie znalazłem, ale osiągami faktycznie miło zaskakuje.

Taką Teslą z salonu wyjeżdżacie po uiszczeniu opłaty w wysokości 244 990 zł. Pod prawą nogą macie blisko 500 KM, zasięg przekracza 400 kilometrów, a ładowanie nie przyprawia o nowe siwe włosy.

Tymczasem Alfa Romeo Junior Veloce, katalogowo przynajmniej, startuje od... 215 900 złotych. A jak dorzucicie wszystkie opcje z testowanego egzemplarza, włącznie z fotelami, szklanym dachem i lepszymi multimediami, to cena wzrośnie do absurdalnych 247 300 złotych.

Alfa Romeo Junior Veloce test

I tak jak wspomniałem: jestem wielkim pasjonatem włoskiej motoryzacji i kocham głupie samochody. Ale aby kupić taką Alfę Romeo Junior w wydaniu Veloce musiałbym chyba spaść ze schodów, uderzając głową w każdy stopień. Cena jest tutaj nieakceptowalna i nic jej nie argumentuje. Nic.

Szczerze mówiąc, gdyby tak tutaj wrzucono nawet 200-konne wydanie silnika 1.6, które dostałoby nieco lepszy wydech i poprawione zawieszenie, to już by to wystarczyło. Tymczasem jedyną sensowną wersją Juniora pozostaje ta z silnikiem 1.2 MHEV o mocy 145 KM. I tutaj mówmy wyłącznie o aucie do jazdy na co dzień, w którym emocje mogą wiązać się wyłącznie z kwestiami wizualnymi.

Alternatywnie: miło by było, gdyby Włosi po prostu dorzucili pakiet "Veloce", dodający te piękne felgi do benzynowego wariantu. To też zadowoliłoby wiele osób.