Nadchodzi wielkie i luksusowe Jaecoo. Ma być szpilą wbitą w SUV-y premium

Jaecoo notuje coraz lepsze wyniki w Europie, a gamę tej marki może niebawem uzupełnić duży SUV oznaczony cyfrą 9. To będzie próba "nadgryzienia" tortu z napisem "premium".

Zacznijmy najpierw od garści liczb z Polski, gdyż one uświadomią Wam sytuację, w której się znajdujemy. W maju samochody z Chin zdobyły blisko 15% polskiego rynku. Według wyliczeń IBRM Samar, zgarnięcie 20% udziałów w sprzedaży do końca roku jest bardzo prawdopodobne. Dochodzimy więc do sytuacji, gdzie co piąty nowy pojazd w naszym kraju będzie z Chin. Nic dziwnego, że kluczowe marki rozwijają swoje portfolio, a Jaecoo chce postawić na duży model oznaczony cyfrą 9.

Ma to być potencjalnie najbardziej luksusowy i elegancki model tej marki, stawiający na wysoki komfort podróżowania. W pewnym sensie jest to próba uszczypnięcia graczy z segmentu premium. Czy to się uda?

Jaecoo 9, czyli gigant z Chin. Ma ponad pięć metrów długości i sześć pełnowymiarowych foteli

Jaecoo 9 ma bazować na modelu Chery Fulwin T11. Chiński SUV ma aż 5205 mm długości i 1998 mm szerokości. Rozstaw osi sięga zaś 3120 mm. Teoretycznie mówimy więc o aucie, które gabarytami dogania takie modele jak BMW X7, czy Mercedes GLS. A więc mówimy o specyficznym segmencie.

Wnętrze ma oferować układ fotelu 2+2+2. Oznacza to dwa indywidualne siedziska w drugim rzędzie oraz dwa kolejne miejsca z tyłu. Producent stawia więc na komfort pasażerów, a nie na maksymalną liczbę miejsc.

Jaecoo 9 2027

Nie hybryda plug-in, a elektryk z "range extenderem" - taki napęd może dostać Jaecoo 9

Najciekawiej zapowiada się układ napędowy. Zamiast klasycznej hybrydy plug-in Jaecoo ma wykorzystać technologię EREV. W takim rozwiązaniu koła napędzają silniki elektryczne. Jednostka spalinowa pełni przede wszystkim funkcję generatora energii, który doładowuje akumulator podczas jazdy.

Chińska specyfikacja wykorzystuje turbodoładowany silnik benzynowy 1.5 oraz jeden lub dwa silniki elektryczne. Dostępny ma być zarówno napęd na tylną oś, jak i na cztery koła.

Najmocniejsza odmiana AWD oferuje tam 469 KM i 634 Nm. Sprint od 0 do 100 km/h zajmuje 5,4 s. Energię magazynuje akumulator LFP o pojemności 39,92 kWh.

Zasięg będzie tutaj największym atutem

Według danych z rynku chińskiego samochód ma oferować do 220 km jazdy w trybie elektrycznym według normy CLTC. Łączny zasięg przekracza natomiast 1400 km.

W praktyce europejskie wyniki według procedury WLTP byłyby niższe, jednak nawet po uwzględnieniu tej różnicy można spodziewać się bardzo konkurencyjnych wartości.

Dodatkowym atutem ma być szybkie ładowanie. Producent deklaruje możliwość uzupełnienia energii od 30 do 80 proc. w około 20 minut.

"Na wypasie", wszystko w standardzie

Jeżeli europejska wersja zachowa wyposażenie znane z Chin, to Jaecoo 9 może zaskoczyć nawet uznanych producentów. Na pokładzie znajdziemy ekran o przekątnej 30 cali, dodatkowy ekran 17,3 cala dla pasażerów drugiego rzędu oraz system audio składający się z 23 głośników.

Jaecoo 9 2027

Lista wyposażenia obejmuje także podgrzewane, wentylowane i masujące fotele. Nie zabrakło również lodówki z funkcją chłodzenia i podgrzewania. Chińska wersja korzysta ponadto z LiDAR-ów, platformy obliczeniowej NVIDIA Orin oraz zaawansowanych funkcji półautonomicznej jazdy.

Cena może być najmocniejszym argumentem stojącym za tym samochodem

W Chinach bliźniaczy Fulwin T11 kosztuje równowartość około 100-130 tysięcy złotych. Oczywiście po doliczeniu kosztów transportu, homologacji, ceł, podatków i marży importera kwota znacząco wzrosłaby na rynku europejskim.

Załóżmy jednak, że taki samochód będzie wyceniony na 280-300 tysięcy  złotych. Jeśli faktycznie nowy SUV z Chin zmieściłby się w tym przedziale, to i tak byłby potencjalnie kuszącą dla wielu osób propozycją.

Warto podkreślić, że Jaecoo nie potwierdziło jeszcze globalnej premiery tego modelu, choć pewne jest to, że "dziewiątka" trafi na rynek brytyjski. Nie znamy europejskiej specyfikacji, finalnej nazwy, wyposażenia ani cen. Nie ma także informacji dotyczących debiutu w Polsce.

Myślę, że ta premiera nie jest kwestią "czy", tylko "kiedy". Dobrze wiemy, że grupa Chery na poważnie podchodzi do europejskiego rynku i na pewno nie odpuści sobie obecności w gronie droższych modeli. I szczerze mówiąc uważam, że nie jest to zły ruch - jeśli faktycznie jest rynek zbytu na taki model, to czemu miałoby go nie być w ofercie?