Nissan deklaruje, że musi być bardziej "japoński w charakterze". To dobrze, choć to nie wystarczy

Nowy europejski szef designu Nissana, Giovanny Arroba deklaruje, że japońskie auta muszą stać się bardziej japońskie. To dobrze, bo Nissan ma z czego czerpać inspiracje.

Nie jest tajemnicą, że Nissan przędzie dość cienko. Marka z olbrzymimi tradycjami i całą gamą niesamowicie udanych modeli teraz z trudem radzi sobie z codziennością, szukając nowych partnerów do wspólnego rozwoju.

A także miejsca na rynku, gdzie rozpychają się Chińczycy. W wywiadzie dla brytyjskiego Autocar, nowy szef designu marki na Europę wypowiedział się o przyszłości stylistyki aut japońskiego koncernu.

Nissan musi więcej czerpać ze swojej "japońskości"

To poniekąd świetna wiadomość. W historii Nissana znajdziemy wiele pięknych aut, a co najmniej oryginalnych. Zaczerpnięcie inspiracji z lat siedemdziesiątych i sześćdziesiątych byłoby moim marzeniem, bo takie auta jak Laurel czy Gloria z tamtego okresu były świetnie wystylizowane. Ale nawet później, w kanciastych latach osiemdziesiątych, Nissan miał wyróżniające się modele. Chociażby takie jak modele Pike, czy oryginalne auta koncepcyjne. W późniejszym okresie mówiło się, że te samochody były nudne, ale tak naprawdę były klasyczne i bardzo "ponadczasowe".

Nissan

Arroba, spędził w Nissanie naprawdę wiele lat. Podkreśla specyfikę i wagę rynku europejskiego, ale też odnosi się do globalnej sfery projektów Nissana. I tego, że właśnie z japońskiego pomysłu, innowacyjności oraz lekkości projektowaniu aut nietypowych powinna marka teraz czerpać.

„Jesteśmy japońską firmą, ale tak naprawdę działamy na skalę międzynarodową” – powiedział. „Nie jestem Japończykiem, ale praca w japońskiej firmie bardzo mnie zainspirowała i zainspirowała, a także nauczyłem się, jak wkomponować niektóre z tych fajnych elementów w produkt".

Nissan Neo-X

Niestety, podał przykład najnowszej Micry, jako pierwszego z tej serii samochodów. Arroba wspomniał, że ten samochód nawiązuje właśnie do Pike Cars. Jak dla mnie, znacznie bliżej mu do Micry K12, zwanej "Żabą".

A do tego bardzo widać, że to projekt Renault ze zmodyfikowanym przodem i tyłem. I tego potrzeba Nissanowi. Indywidualnego stylu od A do Z. Nowych koncepcji, albo powrotu do starych i sprawdzonych. Ale po swojemu. Wiadomo, dzisiejsze czasy to już nie miejsce na sedany, ale miejskie, elektryczne hatchbacki, auta kompaktowe i SUV-y. Tu firma ma się czym popisać i do czego nawiązać.