Pekin, Nowy Jork, Warszawa. Łączy je nowe BMW Serii 7. Widziałem je na żywo, mam trzy przemyślenia
Dwa dni temu zadebiutowało w Pekinie, wczoraj skończył się wielki debiut w Nowym Jorku, a już dziś nowe BMW Serii 7 zaparkowało w Warszawie. Flagowa limuzyna przeszła szereg zmian, które mogą budzić kontrowersje. Powiem jedno - wszystko zmieniło się tutaj na lepsze.
Tak, Polska jest jednym z ważniejszych rynków dla BMW na... świecie. Na przykład jesteśmy trzecim krajem w skali świata, w którym gama BMW Individual cieszy się największą popularnością. Luksusowe modele sprzedają się u nas doskonale, a samochody z gamy BMW M schodzą niczym świeże bułeczki. Nikogo nie powinno więc dziwić to, że nowe BMW Serii 7 tak szybko pojawiło się nad Wisłą.
Kluczowi klienci zobaczyli je jako pierwsi, a dziś, wraz z wąską grupą mediów, miałem okazję poznać je z bliska. Napiszę tylko jedno zdanie - wreszcie jest to samochód kompletny.
Nowe BMW Serii 7 jest faktycznie... nowe. Zmieniono tutaj w zasadzie większość samochodu
Jak sięgam pamięcią nie było liftingu "siódemki", który tak gruntownie zmieniłby wygląd samochodu. Owszem, poprzednia generacja przeszła sporą transformację, podobnie jak generacja E65. Nigdy jednak nie zaprojektowano od zera całego kokpitu. Tu właśnie się to stało.

Nie jest to jednak kwestia "złego pomysłu" w poprzednim wcieleniu. BMW właśnie przechodzi duże zmiany, a spójność w ofercie jest kluczową kwestią. Flagowy model musi oferować "flagowe" rozwiązania. Brak kokpitu Panoramic Vision nie wchodził więc w grę.
Trzeba jednak zacząć od nadwozia. Tu całość stała się dużo bardziej kompletna. Pas przedni zyskał nowe światła LED do jazdy dziennej (bardziej kanciaste, dłuższe), grill także wyróżniają dodatkowe kanty, a światła mijania zmieniły kształt.
Efekt? Całość jest dużo bardziej proporcjonalna i lepiej komponuje się z bryłą tego samochodu. To samo mogę napisać o tylnej części nadwozia. Tak, te światła mogą wyglądać dziwnie na pierwszy rzut oka, ale optycznie bardzo poszerzają samochód.
Wnętrze jest jednak tą wisienką na torcie. Przede wszystkim wciąż cieszy doskonałym wykończeniem, a ergonomia i czytelność są tutaj na bardzo wysokim poziomie.
Cieszę się, że BMW posłuchało klientów. Pod maską debiutują nowe jednostki napędowe
Nowe BMW Serii 7 cały czas oferuje niemal dowolny napęd. Może to być benzyna, hybryda plug-in, diesel i elektryk. W zasadzie nie ma tak "wszechstronnych" limuzyn na rynku.
Nowością pod maską, otwierającą ofertę, jest wersja 740, z 3-litrową rzędową szóstką. Benzynowy silnik z systemem miękkiej hybrydy oferuje 400 KM. To powinno wystarczyć wielu osobom.
Drugą rewolucją w ofercie jest powrót, tak bardzo wyczekiwany, silnika V8. Nowa jednostka odda w ręce kierowców ponad 600 KM. Ponoć lista chętnych jest tutaj bardzo długa.

Jest także wspomniany diesel, 740d, który teraz zapewnia 313 KM. Mocy jest więcej, a przy okazji zachowano bardzo niskie zużycie paliwa.
Poza tym BMW dopracowało hybrydy plug-in, stawiając na nowe akumulatory trakcyjne. Mocy jest tam więcej, podobnie jak i zasięgu. Wersja elektryczna, czyli BMW i7, korzysta zaś z szóstej generacji ogniw w akumulatorze (dostarcza je Rimac). Moc ładowania wzrosła do 250 kW, a zasięg w topowych wersjach przekracza 700 kilometrów.
Mercedes Klasy S ma naprawdę mocnego konkurenta
Pojedynek pomiędzy tymi modelami będzie zacięty. Kto zajmie pozycję lidera? To pokaże najbliższy rok. Obstawiam, że w Stuttgarcie nikt nie śpi spokojnie.


