Pierwsze jazdy

Audi RS 6 – Pakt z diabłem

Dobry początek dnia najczęściej definiuje nasz nastrój na następne kilkanaście godzin. A czy jest coś lepszego niż porządne i smaczne śniadanie? Na przykład jajka po benedyktyńsku z sosem holenderskim i szynką parmeńską podawane na angielskim muffinie, wraz z filiżanką mocnej, świeżo mielonej kawy. Są jednak pewne okoliczności, w których nawet ten wyrafinowany zestaw spada do poziomu najzwyklejszej kanapki z serem.

A wszystko zaczyna się od odpowiedniego zamiennika, przypominającego bardziej kiełbasę skąpaną w tabasco serwowaną z kieliszkiem podłej wódki. Najpierw pali, później kopie, aby na koniec uśpić naszą czujność. Jeśli szukacie w tym wszystkim analogii do Audi RS 6, to zapraszam Was do dalszej lektury tekstu – o aucie, które jednocześnie zachwyca i nudzi do tego stopnia, że po kilku dniach potrafisz o nim całkowicie zapomnieć.

 

audi_rs6_1-2

Piękno technologii

Pozostając w romantycznym i lekkim nastroju warto spojrzeć na to jak zbudowane jest RS 6, czyli jeden z tych przykładów inżynieryjnych perełek, które naraz poruszają i przerażają. Trudno inaczej nazwać auto, które 560 koni mechanicznych wypluwanych z 4-litrowego doładowanego V8 ukrywa gdzieś pod muskularnym płaszczem  dużego eleganckiego kombi. Wartości te to nie tylko przechwałki, lecz prawdziwa bomba atomowa, perfekcyjnie skuteczna broń gotowa do zabijania w każdym miejscu i o dowolnej porze. Płyta podłogowa wszak ma gdzieś dalece wspólne elementy z tą, którą spotkamy w 150 konnej odmianie zasilanej nieszczęsnym 2.0 TDI – mimo to gotowa jest stawić czoła samochodom z wierzgającym koniem na masce.

Ów broń spięta jest – co dla niektórych może wydawać się kiepskim żartem – z 8-biegową skrzynią Tiptronic, która nie należy do panteonu najszybszych przekładni na świecie. Opóźnienia pomiędzy przyciśnięciem łopatki a zmianą przełożenia potrafią zaskoczyć, lecz jak wiadomo wszystko rozbija się o przeniesienie (pokusiłbym bym się wręcz o stwierdzenie „zniesienie”) momentu obrotowego. W RS 6 nie dostaniemy nawet Lanuch Control, a mimo to w sprzyjających warunkach pierwsza setka ze startu zatrzymanego pojawi się na zegarach po zaledwie 3,6 sekundy, zostawiając jednocześnie nasze narządy gdzieś na tylnej kanapie. Cokolwiek dzieje się w takiej chwili w maszynowni owego potwora musi być czarną magią, pokazującą jak daleko zaszliśmy w dziedzinie rozwoju motoryzacji.

Izolacja

Upajając się możliwościami RS 6 coraz szybciej rozumiemy jego działanie, filozofię, sposób pracy – sięgając coraz chętniej w stronę przycisku odłączającego ostatniego anioła stróża, który w krytycznej sytuacji wyciągnie nas z opresji. Żegnając ESP zostajemy tak naprawdę sam na sam z diabłem, gotowym by nas w każdej chwili załatwić. Czy jesteśmy jednak w takiej sytuacji na przegranej pozycji? Otóż nie. Męcząc niemiłosiernie pedał gazu wciąż możemy zachować sto procent kontroli nad autem, oddając się magii quattro, walczącego nieustannie z przeniesieniem mocy na asfalt, oraz potędze ceramicznych hamulców, gotowych do momentalnego zatrzymania auta niezależnie od prędkości. Jazda tym samochodem nie jest prosta, lecz jednocześnie nie angażuje tak bardzo jak porównywalna zabawa jakimkolwiek mocnym tylnonapędowcem, gdzie chwila nieuwagi połączona z brakiem odpowiednich zdolności i umiejętności do opanowania auta może skończyć się raptowną wizytą na poboczu, drzewie lub ścianie (niepotrzebne skreślić). Nie oznacza to oczywiście, że RS 6 jest złe – ależ nie, nic z tych rzeczy. W tym przypadku trudno jednak zżyć się z autem, czuć pełną integrację z jego zachowaniem. W zamian stajemy się operatorami maszyny, która nieco izoluje od swoich decyzji, podejmowanych gdzieś pomiędzy napędami a komputerami przetwarzającymi każdy odebrany z zewnątrz impuls.

audi_rs6_-22

Kiedy jednak chcemy na chwilę oderwać się od walki z przyczepnością i mocą wystarczy jeden ruch pokrętłem, aby zamienić tryb Dynamic na Comfort. Do naszych uszu nie dobiegnie wówczas skowyt torturowanej w okolicach czerwonego pola V8-ki, w zamian pieszcząc zmysły delikatnym i dyskretnym bulgotaniem. Tak naprawdę w takiej chwili można zapomnieć o tym, co siedzi pod maską, gdyż tego typu podróż będzie równie kojąca i spokojna, co przebieżka dobrze wyposażonym S6 na dużych felgach. Lekko potrzęsie, ale bez przesady, koniec i kropka, zamykamy temat.

W takich momentach warto docenić staranność, z jaką wykonywane jest RS 6. Doskonałe fotele idealnie trzymające ciało w zakrętach pokryto przyjemną skórą łączoną z alcantarą. Kierownica – podcięta, z perforacją – wspaniale leży w dłoniach i aż prosi się, aby zaciskać na niej dłonie a zestaw audio (w tym przypadku sygnowany przez BOSE) zarzuca nam ciepłe i przyjemne brzmienie. Czy może być lepiej? Chyba tylko najbardziej wymagający i wybredni będą tutaj na coś narzekać.

audi_rs6_-27

 

Odbiór wizerunku auta to już indywidualna kwestia, ale nie można mu odmówić solidnej dozy grozy kryjącej się w poszerzeniach i wielkich felgach, za którymi czają się równie masywne zaciski i tarcze. Całość jednak wciąż zachowuje swój cywilny charakter, zaś piękny błękitny odcień kryjący się w katalogach pod nazwą Sepang Blue zauroczy nawet tych, którym motoryzacja jest odległa.

Emocje

Kiedy już ochłoniemy po dniu pełnym wrażeń, odstawiając kofeinę na najbliższe godziny, możemy spokojnie podsumować przeżycia z Audi RS 6. A te – choć niezwykle ciekawe – ulatują dość szybko niczym gaz z otwartego piwa. Dodatkowym ciosem jest cena, która w przypadku tego konkretnego egzemplarza (doposażonego w szereg urozmaiceń oraz kilka rozwiązań wyraźnie wspomagających jazdę) dobija do poziomu 800 tysięcy złotych. W tym miejscu można zadać sobie pytanie, czy to piekielnie szybkie kombi z czterema pierścieniami na masce jest warte tych pieniędzy? Odpowiedź uzyskacie dopiero po własnej bitwie z tym autem – ja jednak osobiście nie trafiłem do grona bezgranicznie zakochanych, czy chociażby zauroczonych jego możliwościami. Będąc szczerym, to dużo więcej radości sprawiła mi zabawa nowym Mustangiem, który nie tylko z daleka krzyczy „patrz na mnie!”, ale także mocno angażuje w jazdę. A to jest to, co kocham i czego najbardziej brakowało mi w RS 6.