Pierwsze jazdy

Volkswagen T6 – 500 shades of Transporter

Łukasz Elszkowski

Nie tak dawno temu producent z Wolfsburga zaprezentował nam Volkswagena T6, czyli kolejną generację słynnego na całym świecie Transportera. Ale czy aby na pewno zasługuje ona na cyferkę 6 w nazwie? Mieliśmy okazję to sprawdzić podczas pierwszych jazd testowych zorganizowanych w Sztokholmie.

Całą serię zapoczątkował model Typ2, którego historia sięga 1950 roku. Od tamtej pory seria T sprzedała się na świecie w liczbie 12 milionów egzemplarzy, z czego 1/6 stanowi przedostatnia generacja – T5. Bardzo popularne swego czasu Volkswageny T1 osiągają dziś na aukcjach horrendalne ceny. Dla przykładu, za wersję Samba, charakteryzującą się między innymi 23 oknami, fani marki są w stanie zapłacić nawet 100,000 Euro…

Polskie ceny nowego Volkswagena T6 Multivan nie są jeszcze znane, ale w Niemczech zaczynają się one od niecałych 30,000 Euro. Za najwyższą wersję wyposażeniową Highline z 204-konnym silnikiem TDI, napędem 4MOTION i skrzynią DSG przyjdzie nam zapłacić około 68,000 Euro.

Volkswagen-t6-2015-test-1 (47)

Trzy szóstki…

Skoro już o silnikach mowa, są one jedną z nowości reklamujących T6. W ofercie znajdziecie 6 jednostek napędowych: dwie benzynowe i cztery wysokoprężne. 2-litrowe TDI będą dostępne w wariantach: 84-, 102-, 150- oraz 204-konnym, natomiast benzynowe 2,0 TSI będzie można zamówić w opcji 150- lub 204-konnej. Każdy z nich w standardzie oferowany jest z funkcją Start/Stop. Silniki Diesla miały zostać dostosowane do spełniania restrykcyjnych norm Euro 6 i Volkswagen z dumą stwierdza, że im się udało. Potencjalny użytkownik oczywiście na pierwszy rzut oka tego nie odczuje. Powinien jednak odczuć różnicę w spalaniu, ponieważ nowe jednostki potrzebują o około 1 litr mniej paliwa na 100 kilometrów w stosunku do swoich odpowiedników z poprzedniej generacji. W najbardziej oszczędnej opcji, czyli 2,0 TDI o mocy 102 KM, T6 zadowoli się zaledwie 5,5 l/100 km.

Do wyboru, do koloru…

Najważniejszą rzeczą w przypadku zakupu tego typu samochodu jest mnogość konfiguracji nadwozia. Nie bez przyczyny w tytule podałem liczbę 500, która odzwierciedla ilość odmian w jakich można zamówić T6. Mamy do wyboru trzy wersje: użytkowy furgon, osobowe Multivany i Caravelle oraz rekreacyjną Californię. W każdej z tych wersji dostępny jest normalny lub dłuższy o 40 cm rozstaw osi. W odmianach ciężarowych dodatkowo możemy wybrać jedną z trzech wysokości nadwozia. W najdłuższej i najwyższej opcji, przedział ładunkowy ma pojemność 9,3 m3. Wersja osobowa natomiast pomieści wewnątrz maksymalnie 9 osób.

My skupiliśmy się jednak na Multivanie. Nasz egzemplarz posiadał wewnątrz 7 miejsc, w tym 3-osobową kanapę. W drugim rzędzie na szynach umocowane były dwa fotele obrotowe, które bez problemu można wymontować z samochodu. T6 Multivan jest dostępny w pięciu wersjach wyposażeniowych: Trendline, Comfortline, Highline, Generation SIX oraz Business. Najbardziej charakterystyczną z nich jest ta przedostatnia. Z zewnątrz rozpoznamy ją po dwukolorowym nadwoziu, które ma nawiązywać do pierwszej generacji Transportera, a także po białych 18-calowych felgach z chromowanymi kołpakami. Będzie ona dostępna tylko i wyłącznie w chwili rozpoczęcia sprzedaży. Oprócz wyposażenia obecnego w wersji Comfortline dodatkowo w standardzie klient otrzyma lampy w technologii LED, przyciemnione szyby, światła przeciwmgłowe z opcją doświetlania zakrętów oraz chromowane dodatki. Oprócz tego z przodu i z tyłu montowane są czujniki parkowania, system ACC (adaptacyjny tempomat), DCC (aktywne amortyzatory) oraz Side Assist.

Volkswagen-t6-2015-test-1 (25) kopia

Ciekawostką jest wersja Business, gdzie w trzecim rzędzie znajdują się dwa komfortowe fotele z elektryczną regulacją, podgrzewaniem oraz z klimatyzowanym schowkiem między nimi. Są one pokryte oczywiście skórą wysokiej jakości, a elementy dekoracyjne wykonano z drewna.

Poważny facelifting…?

Cały czas zastanawiam się, czy to auto aby na pewno ma prawo nosić nazwę generacji szóstej. Czy nie jest to przypadkiem kolejny już facelifting T5? Spójrzmy wstecz i na zmiany wizualne, które oddzielają od siebie kolejne modele. Każdy z nich: T1, T2, T3, T4, T5 wyglądają zupełnie inaczej. Tam od razu widać że mamy do czynienia z czymś zupełnie nowym. W przypadku T6 wydaje się nam, że jest to T5 po drugim faceliftingu. Zmieniono reflektory na LEDowe, grill i zderzak nawiązują do aktualnej stylistyki marki, z tyłu również pojawiły się nowe światła, na całym aucie lekko zmieniono przetłoczenia, dorzucono nowe kolory nadwozia, nowe felgi, ale cały czas sylwetką samochód przypomina T5.

Volkswagen-t6-2015-test-1 (50)

Owszem, wewnątrz znajdziemy nową deskę rozdzielczą i zaktualizowany Infotainment obsługujący multum nowych funkcji, takich jak hotspot WiFi, Mirror Link, Car-Net czy Volkswagen Media Control. Auto można doposażyć w dobrej jakości system głośników Dynaudio, a także w coś w rodzaju interkomu. Umieszczone w suficie mikrofony wzmacniają ton rozmowy pasażera siedzącego w tylnej części auta i przekazują go do przednich głośników, aby nie trzeba było do siebie krzyczeć tylko prowadzić konwersację w miarę naturalny sposób.

T6 czy nie T6, oto jest pytanie…?

Producenci ostatnio często decydują się na zabieg gruntownego odświeżenia modelu, dumnie nazywając go kolejną generacją. Volkswagen ostatnio zrobił podobnie w przypadku Caddy, a tak naprawdę, ‚nową generacją’ powinno się nazywać auta pokroju Volvo XC90, w którym praktycznie wszystko zostało zmienione w stosunku do poprzednika. Ja osobiście wstrzymałbym się jeszcze ze stawianiem w nazwie tego Volkswagena cyferki 6 i sądzę, że na prawdziwe T6 przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać.

Dyskusja

komentarzy



Podobne artykuły

Podobne testy