Porsche wciska przycisk RESET. Mniej wersji, więcej pieniędzy
Porsche mierzy się ze spadkiem sprzedaży, rosnącymi kosztami i słabnącą rentownością. Niemiecka marka odpowiada nową "Strategią 2035", która stawia na spalinowe silniki, hybrydy i redukcję kosztów.
Powiedzmy sobie szczerze - jest źle. Marka, która przez lata uchodziła za wzór rentowności w branży motoryzacyjnej, jest teraz w naprawdę trudnej sytuacji. Producent z Zuffenhausen potrafił osiągać wysokie marże, sprzedając relatywnie niewielką liczbę samochodów. Dziś sytuacja wygląda jednak inaczej, a Porsche nie może spać spokojnie, nie martwiąc się o swoją przyszłość.
Spadek popytu, problemy na rynku chińskim oraz rosnące koszty działalności zmuszają firmę do głębokiej rewizji planów. Odpowiedzią ma być nowa Strategia 2035, która zakłada uproszczenie oferty, ograniczenie kosztów i bardziej pragmatyczne podejście do elektryfikacji. Zresztą jest to coś, na co od dawna wskazywało wielu ekspertów.
Porsche kiedyś biło się o rekordowe wyniki sprzedaży. Teraz schodzą na ziemię
Jeszcze w 2023 roku Porsche świętowało najlepszy wynik w swojej historii. Do klientów na całym świecie trafiło 320 221 samochodów. Już dwa lata później sytuacja wyglądała znacznie gorzej. W 2025 roku dostawy spadły do 279 449 egzemplarzy, wracając do poziomu notowanego około pięć lat wcześniej.
Negatywny trend utrzymuje się również w 2026 roku. W pierwszym kwartale marka dostarczyła 60 991 samochodów, co oznacza spadek o 15 procent w skali rok do roku. Ewidentnie widać więc, że dotychczasowa strategia przestała działać.

Pierwszy winowajca: Chiny
Jednym z głównych źródeł problemów jest sytuacja w Chinach. Przez lata był to jeden z najważniejszych rynków Porsche. Dziś niemiecka marka coraz mocniej odczuwa presję ze strony lokalnych producentów.
Chińskie firmy szybko poprawiły jakość swoich produktów i zbudowały bardzo mocną pozycję w segmencie samochodów elektrycznych. Coraz większa liczba klientów wybiera rodzime marki zamiast europejskich producentów z segmentu.
A jak dobrze wiemy wiele koncernów zbudowało swoją strategię na bazie rynku chińskiego, widząc w nim swoją przyszłość. Jak widać teraz nie można na to liczyć.
Drugi winowajca: koszty, które wystrzeliły w kosmos
Nowy dyrektor zarządzający Porsche, Michael Leiters, otwarcie przyznał, że koszty działalności firmy w ostatnich latach gwałtownie wzrosły. Transformacja technologiczna, rozwój nowych platform, inwestycje w elektromobilność oraz koszty funkcjonowania organizacji coraz mocniej obciążają wyniki finansowe. D
odatkowo Porsche uwzględnia w prognozach na 2026 rok od 800 do 900 milionów euro kosztów nadzwyczajnych oraz około 700 milionów euro związanych z cłami. Sytuacja w USA na pewno nie pomogła, zwłaszcza w tak trudnych czasach.
Firma spodziewa się przychodów na poziomie 35-36 miliardów euro, jednak prognozowana marża operacyjna wynosi zaledwie 5,5-7,5 proc. To wynik znacznie niższy od poziomów, do których Porsche przyzwyczaiło inwestorów w poprzednich latach.
Trzeci winowajca: zła strategia dotycząca napędów i modeli
Sytuacji nie poprawiło także zakończenie sprzedaży spalinowego Macana i 718 na rynku europejskim. Samochody nie spełniały nowych wymagań dotyczących cyberbezpieczeństwa, a do tego ich następcy mieli stać się elektrykami.
Były to jednocześnie dwa bardzo ważne modele. Macan od lat należał do filarów sprzedaży marki, natomiast rodzina 718 pełniła rolę bardziej przystępnego cenowo wejścia do świata Porsche.

W efekcie nowy Macan nie notuje wyników na poziomie poprzednika, a 718-ka w wydaniu na prąd, delikatnie mówiąc, ma "problemy" z debiutem.
Michael Leiters wziął miotłę i zabrał się do pracy. Zmiany będą radykalne
Odpowiedzią na kryzys w Porsche jest "Strategia 2035". Jej głównym celem nie jest już maksymalizacja sprzedaży, lecz odbudowa rentowności. Leiters podkreśla, że kierowana przez niego marka musi zarabiać nawet wtedy, gdy sprzedaje mniej samochodów.
Z tego powodu firma zamierza dostosować moce produkcyjne do rzeczywistego popytu i skoncentrować się na modelach generujących najwyższe marże.
Po pierwsze: mniej modeli, mniej komplikacji
Jednym z najważniejszych elementów nowej strategii będzie ograniczenie złożoności gamy modelowej. Według zarządu Porsche oferta rozrosła się do poziomu, który utrudnia efektywne zarządzanie produkcją i zwiększa koszty.
Producent zamierza ograniczyć liczbę wariantów oraz skoncentrować się na konfiguracjach wybieranych najczęściej przez klientów. Pierwsze działania już widać. W Stanach Zjednoczonych część odmian Taycana, wersje Sport Turismo i Cross Turismo, wycofano z oferty.
Po drugie: elektryfikacja zostaje w grze, ale nie będzie wiodła prymu
Oliver Blume, były szef Porsche, obecnie szef koncernu Volkswagen, przyznał, że gdyby znowu dostał dane, które widział w momencie tworzenia dotychczasowej strategii, to podjąłby taką samą decyzję. Chodzi tutaj o postawienie na elektryki kosztem samochodów spalinowych.
Spójrzcie: Taycan w pierwszych latach produkcji sprzedawał się jak zły. Wszystkie wskaźniki sugerowały, że elektryki wezmą rynek szturmem, choć sceptycznego podejścia nie brakowało wśród potencjalnych klientów. I gdy przestawiono dźwignię (a jak wiecie wymaga to gigantycznych zmian) przyszło duże załamanie.
Jedną z największych zmian jest odejście od wcześniejszego przekonania, że przyszłość marki będzie niemal całkowicie elektryczna. Porsche oficjalnie potwierdziło, że model 911 pozostanie samochodem spalinowym. Kluczową rolę ma odegrać nowy układ Performance Hybrid (T-Hybrid), który producent traktuje jako strategiczną technologię na kolejne lata.
Firma zamierza rozwijać równolegle trzy rodzaje napędów: spalinowe, hybrydowe oraz elektryczne. Hybrydy nie są już postrzegane jako etap przejściowy, lecz jako jeden z fundamentów przyszłej oferty.
Porsche 718 Boxster i Cayman w elektrycznym wydaniu trafią na rynek, ale trwają też prace nad ich spalinowymi odpowiednikami. Elektryczne Cayenne także będzie kluczowe - według Leitersa może stać się jednym z najważniejszych modeli marki w nadchodzących latach. Jednocześnie jednak nikt nie rezygnuje ze spalinowej wersji.
Producent pracuje również nad następcą pierwszej generacji Macana - w spalinowym wydaniu. Punktem wyjścia jest tutaj ponownie Audi Q5. Choć tym razem Porsche nie pozwoli sobie na tak zaawansowane modyfikacje platformy, to zapowiada, że auto zachowa charakter godny samochodów z Zuffenhausen.
Niepewna pozostaje natomiast przyszłość projektu K1, czyli dużego SUV-a z trzema rzędami siedzeń, który miał trafić do oferty ponad Cayenne. Miałby on być bliźniakiem Audi Q9. Tajemnicą pozostaje to, czy Niemcom uda się znaleźć rynek zbytu dla takiego modelu.

Porsche i Audi, dwa bratanki
Kolejnym elementem planu naprawczego będzie ograniczenie kosztów działalności. Porsche chce zwiększyć współdzielenie technologii z Audi oraz szerzej wykorzystywać zasoby całej Grupy Volkswagena. Trwają także prace nad nowym programem oszczędnościowym, który ma zostać sfinalizowany jeszcze przed wakacyjną przerwą.
Niemieckie media informują również o możliwej redukcji zatrudnienia obejmującej od 2 000 do 4 000 pracowników. Producent nie potwierdził tych doniesień, jednak nie ukrywa, że dalsze działania oszczędnościowe są konieczne.
Moim zdaniem wreszcie przyjęto dobry kierunek rozwoju. Szkoda, że tak późno
Porsche nie próbuje już przekonywać rynku, że szybko wróci do rekordowych wyników. Wręcz przeciwnie: Michael Leiters mówi wprost, że kierowana przez niego marka będzie sprzedawać coraz mniej samochodów, ale przy tym ma zarabiać więcej. Jeśli faktycznie dobrze pokieruje okrętem w tych trudnych czasach, to wyjście na niezmącone falami wody powinno być możliwe.


