Stellantis sprzedaje samochody Leapmotor. Niebawem samochody grupy Stellantis mogą być... Leapmotorami
Stellantis "przepalił" na elektryfikację ponad 22 miliardy euro, co stawia go w bardzo trudnej sytuacji - i wszystko wskazuje na to, że deską ratunku może stać się chiński Leapmotor.
Ta kwota dźwięczy w głowie i robi wrażenie. Stellantis musiał odpisać ze swojej wyceny giełdowej 22 miliardy euro, urealniając wycenę aktywów. Akcje zanurkowały, a sama grupa jest w potrzasku, gdyż mając niewielkie możliwości musi poczynić duże inwestycje i zmiany. I tu właśnie Stellantis, bohater tylu artykułów od momentu powstania w 2020 roku, może sięgnąć po pomoc chińskiej grupy Leapmotor.
Przypomnijmy: w ich posiadaniu jest 20% udziałów w Leapmotor. Co więcej, w Europie chińska marka działa na zasadzie spółki joint-venture, w której 51% udziałów ma właśnie Stellantis.
W ten sposób Chińczycy dostali dostęp do salonów i do sieci sprzedaży, a europejsko-amerykański koncern zarabia na dystrybucji tanich elektryków, obniżając przy tym swoją średnią emisję CO2.

Jak się jednak okazuje może to być dopiero rozgrzewka przed dalszymi krokami. Nie od dzisiaj wiadomo, że elektromobilność w grupie Stellantis jest na specyficznym poziomie. Mała platforma jest tania, płyta dla modelu 208 i pochodnych ma swoje lata, a STLA Medium, kluczowa konstrukcja, zawodzi wydajnością. Z kolei STLA Large trafi tylko do wybranych samochodów, które są drogie i nie notują dobrych wyników sprzedaży.
Stellantis chce się więc wspomóc tym, co Leapmotor ma w zanadrzu
A mowa tutaj o ich autorskich platformach. Już jakiś czas temu pojawiły się plotki o tym, że niebawem na drogach może pojawić się "Leapmotor ze znaczkiem Opla". Wszystko wskazuje na to, że było w nich ziarnko prawdy.
Stellantis faktycznie poważnie rozważa wykorzystanie architektury grupy Leapmotor. Zasadniczo, przynajmniej na papierze, jest ona lepsza. Dostajemy tutaj instalację 800V (w nowych wersjach), niższe zużycie energii i przede wszystkim niskie koszty produkcyjne. To są cechy, których Stellantis BARDZO potrzebuje w tych trudnych czasach.
Ma to być także wyważenie inwestycji z rozwojem hybryd i samochodów spalinowych. Carlos Tavares chciał pozbyć się takich konstrukcji w trybie ekspresowym, co dosłownie wywróciło cały koncern. Odkręcanie jego decyzji i strategii jest czasochłonne i kosztowne.

Jednocześnie po drodze popsuto wiele rzeczy, które teraz są dodatkowym ciężarem dla koncernu. Relacja z dealerami, zarówno w Europie, jak w USA, jest fatalna. Część z nich, przynajmniej na Starym Kontynencie, swoje niezadowolenie przekuła w apel do Komisji Europejskiej. Chcą tutaj stanowczych działań ze strony koncernu, które zabezpieczą ich interesy.
Jednocześnie motywacja do pracy spadła, a redukcje zatrudnienia i braki personelu dają o sobie znać. Mniej rąk do pracy, a pracy coraz więcej – tak w skrócie można opisać obecną sytuację w Stellantisie.
W maju Antonio Filosa zaprezentuje plan restrukturyzacji, który ma postawić ten twór na nogi. Obawiam się jednak, że tutaj prędzej czy później ten sześcioletni romans może zakończyć się rozpadem. Pytanie tylko czy te marki będą w stanie dalej egzystować pod dwoma, a może nawet trzema różnymi grupami?