Test

Opel Combo Life 1.5 D Elite | fot. Marcin Napieraj

Opel Combo Elite Life 1.5 D | TEST

Zamiast minivana

Na dystansie:
587 km

Zapomnij o stereotypie, że samochody typu kombivan zazwyczaj są brudne, obtłuczone i wypełnione budowlańcami. Na przykładzie Opla Combo Life możesz zobaczyć, że to najpraktyczniejsze nadwozie na rynku, w sam raz dla rodziny.

Potrzebujesz samochodu praktyczniejszego niż zwykłe kombi. Nie chcesz minivana. SUV-y są wyżej zawieszone, modne, ale nie zawsze praktyczniejsze niż przeciętny kompakt. No to może kombivana? Fakt, wszystkie mają „robotnicze” pochodzenie od swoich użytkowych odmian. Ale w dzisiejszych czasach okazuje się, że warto się do takiego samochodu przymierzyć, bo ma mnóstwo niezaprzeczalnych zalet, a zdecydowanie nie odstaje od konkurentów z bardziej „osobowym” rodowodem. Opel Combo Life w odmianie Elite, który trafił do nas do testu, to nowość na rynku. Pochodzi już z okresu, gdy Opel stał się własnością PSA, więc jest to po prostu Peugeot Partner (a w zasadzie Rifter, bo tak się teraz nazywa jego osobowa odmiana) z nieco zmienionym frontem i wnętrzem. Pod maską mamy diesla o niezbyt dużej mocy 102 KM, a więc pora sprawdzić, czy takie auto może pełnić rolę samochodu rodzinnego.

Zabawa w chowanego

Czym się różni od minivana? Przy teście tego samochodu nie sposób zacząć inaczej, niż od sprawdzenia wszystkiego, co dotyczy praktyczności. Już bryła samochodu, która na pewno nie będzie każdemu odpowiadać, zwiastuje, że samochód ma spore możliwości mimo tego, że ma zaledwie 4,4 metra długości. Za to ponad 1,8 metra wysokości. Ma też przesuwne drzwi z obu stron, co na pewno docenią rodzice, próbujący zapiąć dziecko w foteliku na ciasnym parkingu. Większość minivanów na naszym rynku nie dysponuje tą przewagą (pierwsze vany z przesuwnymi drzwiami pojawiają się dopiero w segmencie naprawdę dużych samochodów – poza tym wszyscy producenci „poszli w SUV-y”). Z tyłu mamy potężną tylną klapę, która choć budzi obawy co do łatwości podnoszenia, nie powinna sprawiać nikomu problemu. Natomiast po jej otwarciu ujawnia się kilka rzeczy. Pierwsza to absurdalnie niski próg załadunkowy, zwłaszcza że samochód nie jest bardzo nisko zawieszony. Wkładanie bagaży do przepastnego (druga rzecz) bagażnika (uczciwe 597 litrów, których nie da się ukryć w żadnych zakamarkach) jest łatwe. A w razie czego (trzeci element) wcale nie trzeba się szarpać z klapą. Odmiana Elite fabrycznie ma otwieraną samą tylną szybę. Całkiem spora tafla unosi się po odblokowaniu osobną klamką nad tablicą rejestracyjną i daje dostęp do bagażnika poprzez sztywną, ale dzieloną na kilka części, tylną półkę. Bagażnik na piątkę? Mój pierwszy entuzjazm podsycony ładownością samochodu (697 kg) oraz maksymalną pojemnością po złożeniu siedzeń (2 126 litrów) ustąpił irytacji, która niestety często pojawia się przy większych bagażnikach. Znalazłem dwie małe półeczki po bokach i tyle. A gdzie haczyki na zakupy? Akurat miałem kilka niewielkich toreb i już się zastanawiałem, jak mam jechać, żeby nie latały po całym bagażniku bez sensu, gdy znalazłem szufladę w stylu „samolotowym”, otwieraną… z sufitu. Całkiem pokaźnych rozmiarów, z udźwigiem 10 kg,  skutecznie zastępuje haczyki na drobiazgi. Combo Life występuje w dwóch długościach nadwozia i z opcją siedmiu miejsc – nasz jest krótki i pięciomiejscowy, ale przy końcu bagażnika, przy oknach znalazłem wgłębienia na kubki – mogą się przydać. Są też oczywiście mocowania do siatki oddzielającej przestrzeń pasażerską i bagażową. Zresztą wspomniana siatka jest wyposażeniem opcjonalnym i znalazła się w naszym samochodzie. 

Drugi rząd siedzeń nie jest klasyczną kanapą, ale trzema indywidualnymi, składanymi fotelami. Środkowy jest węższy, ale wszystkie trzy posiadają mocowania ISOFIX. Nie mają za to regulacji pochylenia oparcia, przez co ograniczeni jesteśmy do korzystania z tej pozycji, którą zaplanowali dla nas inżynierowie. Nie jest zła, zwłaszcza, że samochód jest przestronny i nie brakuje miejsca na nogi. Ale nie wiem, czy chciałbym jako dorosły jechać Combo w długą trasę. Wszystko przez siedziska. Nie są złe, jeśli chodzi o szerokość, natomiast są bardzo krótkie, co nie wróży dobrze komfortowi. Do tego na zewnętrznych miejscach siedzi się dość blisko „ściany”, mając tuż obok drzwi, które jednak (co wcale nie jest takie oczywiste), mają otwierane szyby. Do tego są jeszcze rolety przeciwsłoneczne i wygodne stoliki otwierane z oparć przednich foteli. Swoją drogą, ze względu na wysoko zamontowane fotele i szeroki otwór drzwiowy, do Combo wsiada się wygodnie. Gorzej z zamknięciem za sobą drzwi, uchwyt do ich zasuwania jest wysoko, za naszymi plecami, a mechanizm chodzi dość ciężko, przez co cała czynność nie jest wygodna.

Przy okazji warto zauważyć jeszcze jeden gadżet. Poza wielkim szklanym oknem dachowym, przez całą długość kabiny pasażerskiej, pod dachem jest poprowadzona półka w stylu lotniczym, wykończona mlecznym plastikiem, przez co nie zabiera światła wpuszczanego przez dach. Znacznie zmniejsza ilość miejsca nad głową, ale daje dodatkowe możliwości jeśli chodzi o trzymanie drobiazgów we wnętrzu. Ciągnie się ona z przodu aż nad daszki przeciwsłoneczne, gdzie zmienia się w dwie półeczki nad głowami kierowcy i pasażera.

Skoro już jesteśmy z przodu, warto przyjrzeć się też desce rozdzielczej. Podobnie jak całe wnętrze, wykonana jest z czarnego, twardego plastiku, bardziej pasującego do samochodów dostawczych niż osobowych. Jednak muszę przyznać, że jakoś mi to niezbyt przeszkadzało. A w każdym razie mniej niż kształt podłokietnika w drzwiach, który jest mocno pochylony, przez co zupełnie nieużyteczny. Poza tym, ergonomii wnętrza nie mam zbyt dużo do zarzucenia. Fakt, wzięty wprost z Peugeota system inforozrywkowy z nawigacją mógłby pracować nieco szybciej, ale dostęp do funkcji samochodu jest poprawny. Manualna klimatyzacja również jest prosta w obsłudze, podobnie jak przyciski na kierownicy oraz obok lewego kolana. Kilka minut zapoznania z samochodem i można jechać. Zwłaszcza, że pozycja za kierownicą jest niezła, zegary czytelne, a drążek zmiany biegów przeniesiony do góry, aby łatwiej było zmieniać przełożenia.

Również z przodu postawiono na praktyczność. Choć pomiędzy fotelami (z indywidualnymi podłokietnikami) nie ma opcjonalnej konsoli ze schowkami (można niemal jak w vanie przejść do tyłu Combo), to każdy znajdzie miejsce na drobiazgi. Jest wnęka na monety/piloty do bramy, dwa uchwyty na kubki po zewnętrznych stronach kokpitu, duży zamykany schowek przed kierowcą, półka za ekranem nawigacji, dwa zamykane schowki i wnęka przed pasażerem, duży otwarty schowek pod ekranem (opcjonalnie jest tam ładowarka indukcyjna), szuflada pod fotelem kierowcy oraz kieszenie w drzwiach. Do tego fotel pasażera można złożyć całkiem na płasko, uzyskując olbrzymią długość przestrzeni ładunkowej.

Niestety same fotele sprawiają wrażenie, jakby oparcia i siedziska projektował ktoś inny. I to w Oplu, który słynie z wygodnych foteli AGR. O ile oparciu niewiele mogę zarzucić, poza kompletnym brakiem trzymania bocznego, to siedzisko nie dość, że jest płaskie, to podobnie jak fotele z tyłu, jest za krótkie. O ile niezbyt długie trasy nie będą męczące, to wymagające wyjazdy mogą już wymagać znacznie częstszych postojów niż pozwala na to silnik i bak.

Minimalizm

W naszym Combo za napęd odpowiada 102-konny diesel o pojemności 1.5. Ma cztery cylindry i należy do nowej rodziny jednostek PSA, która zastąpiła bardzo udane silniki 1.6. Jednostka napędza przednie koła poprzez pięciobiegową, ręczną skrzynię biegów. Już po odpaleniu słychać, z jakim silnikiem mamy do czynienia, jednak klekotanie, jak na diesla, nie jest dramatyczne. Ruszyć jest łatwo, a po bardzo krótkiej jedynce następują biegi 2,3 i 4, na których spokojnie można oprzeć normalną, niezbyt szybką miejską jazdę. Na szybką nie liczcie, bo dane techniczne wspominają (w zależności od kraju, który informuje o osiągach) o przyspieszeniu do 100 km/h na poziomie 12,7- 14,1 s. Mimo tego, Combo Life nie sprawia wrażenia zawalidrogi. Dobrze zestopniowana skrzynia sprawnie jest w stanie wykorzystać moment obrotowy wynoszący bardzo przyzwoite 250 Nm przy 1 750 obr/min. Dzięki temu w zakresie prędkości miejskich i okołomiejskich (do 90 km/h) Opel radzi sobie całkiem nieźle. Także wyprzedzanie „pekaesów”, czy ciężarówek na zwykłych drogach nie jest dużym problemem. Fakt, jest wtedy nieco głośniejszy, ale wyprzedza dość skutecznie. Problem robi się, gdy trzeba wyjechać na drogę szybkiego ruchu. Tutaj dynamika i elastyczność, np. w zakresie 90 – 120 km/h nie jest już rewelacyjna. Choć da się nim jechać bezproblemowo i 140 km/h. Nie jest wtedy bardzo głośno, ale jak już się tę prędkość „złapie”, to lepiej włączyć adaptacyjny tempomat i liczyć na w miarę pustą drogę, żeby nie trzeba było zmieniać założonej prędkości. Tutaj też przydałby się szósty bieg, aby obniżyć nieco zużycie paliwa. Z drugiej strony, „szóstka” przy tym silniku musiałaby mieć takie przełożenie, że Combo pod górkę nie byłoby w stanie utrzymać prędkości. Gorzej, że takie problemy możemy mieć korzystając z pełnej ładowności – doładowane Combo waży nieco ponad dwie tony, a w tym przypadku 102 KM mogą nie wystarczyć do płynnego poruszania się.

Wspomniałem jednak o obniżeniu zużycia paliwa. Może trochę niepotrzebnie się czepiam, bo 7,4 l/100 km na autostradzie to nie jest zły wynik przy tej aerodynamice. Z drugiej strony, Combo „rozpieszcza” wynikami między 5 a 7,5 l/100 km w mieście (Trzeba bardzo nie lubić pedału gazu, albo stać cały dzień w korku żeby osiągnąć ponad 7,5 l/100 km, a w trasie zdarzyło mi się widzieć wyniki poniżej 4 litrów na „setkę” (średnie z ok. 20 km – 3,8 l/100 km).

Zużycie paliwa:Opel Combo Life 1.5 D
przy 100 km/h: 4,0 l/100 km
przy 120 km/h: 5,0 l/100 km
przy 140 km/h: 7,4 l/100 km
w mieście:6,5 l/100 km

Pięciobiegowa skrzynia w Combo pracuje z precyzją typową dla samochodów francuskich, jednak mam wrażenie, że radzi sobie nieco lepiej niż pamiętam np. z Citroena C4 Cactus. Drążek daje nieco więcej oporu, przez co same przełożenia zmienia się wyraźnie przyjemniej i bez efektu „mieszania w budyniu”. Jedynie umiejscowienie drążka oraz ostatniego biegu powoduje, że trzeba „wypchnąć” go mocno w kierunku pasażera. Z drugiej strony, na czwórce elastyczność jest odpowiednia, piątkę wrzucamy przy stałej, wyższej prędkości i zapominamy o niej na jakiś czas.

W Oplu dostępny jest jeszcze silnik diesla 1.5 o mocy 130 KM, połączony ze skrzynią sześciobiegową. Do takiego samochodu to już całkowicie wystarczająca jednostka, która powinna zadowolić większość przeciętnych użytkowników.

Zaskoczenie

Albo „zeskoczenie”, tudzież „spadnięcie”. Oczywiście z pozbawionego trzymania bocznego fotela podczas pokonywania zakrętu. Całkiem szybkiego, dodałbym, bo Combo, będące w czasie testu na szesnastocalowych oponach zimowych, okazało się nie wychylać jakoś spektakularnie, za to zadziwiająco szybko i stabilnie pokonywać łuki, niemal zupełnie bez chęci wyjeżdżania przodem na zewnątrz łuku. Fakt, na zakrętach trzeba się mocno trzymać kierownicy, ale Combo „daje radę” bardziej, niż mogliście się tego spodziewać po „dostawczaku”. Wysokie nadwozie sprawnie radzi sobie też przy szybkiej jeździe po prostej – samochód jest stabilny i pewny, także podczas zmian pasa. Tutaj główną rolę gra układ kierowniczy, który może nie należy do najbardziej precyzyjnych na świecie, ale całkowicie zapewnia komfort i bezpieczeństwo prowadzenia. Także siłę wspomagania dobrano adekwatnie do właściwości samochodu. Co najważniejsze, przy prędkościach manewrowych, wspomaganie jest sporo silniejsze. Dlatego przeciskanie się w wąskich uliczkach i parkowanie nie należy do trudnych – ogrzewaną kierownicą można kręcić niemalże jednym palcem. Combo jest też całkiem zwrotne i ma niezłą widoczność na boki i do tyłu (z przodu trochę ciężko wyczuć, gdzie się kończy), a w manewrach pomagają duże lusterka oraz czujniki z przodu i z tyłu (opcjonalnie są kamery 360 stopni). Niestety w trasie w nocy sytuacji nie ułatwiają przeciętne reflektory (halogenowe) – nie zapewniają odpowiedniej dawki światła z przodu.

Jeśli chodzi o komfort jazdy, to po tych kilkuset kilometrach przeważają u mnie pozytywne odczucia. Combo nie buja się na nierównościach, więc pasażerowie nie będą narzekać na chorobę lokomocyjną. Niewielkie nierówności zawieszenie niweluje bardzo poprawnie, choć zdaję sobie sprawę, że dużo dokłada tu wysoki profil opony. Na pofalowanej jezdni należy do samochodów, które zapewniają sporą stabilność. Jedynie czasem, na pojedynczych dziurach, uskokach, czy albo zbyt szybko pokonywanych „leżących policjantach” (zwłaszcza tych krótkich, a wysokich) daje o sobie znać konstrukcja, która zdolna jest unieść 700 kg w dostawczym samochodzie. Innymi słowy – Opel wtedy wyraźnie podskakuje.

Nie mieliśmy za to zastrzeżeń do układu hamulcowego. Może i Combo nie „staje w miejscu”, ale jest przewidywalne, a hamulce są wystarczające.

To wciąż nie jest „pełna opcja”

Niestety, choć testowany Opel Combo Life jest bardzo bogato wyposażony, wciąż brakuje mu wielu elementów, takich jak chociażby alufelgi, kamery, środkowy tunel ze schowkami, czy automatyczna klimatyzacja. Mimo tego wcale nie jest tani. Czasy, kiedy takie samochody nawet w cenniku kosztowały tyle co przeciętny kompakt, musiały niedawno minąć. Po zmianie generacji okazuje się, że odmiana Elite z podstawowym (w Oplu) dieslem to niemal 100 000 zł (95 650 zł). Po doposażeniu otrzymujemy 108 600 zł, co już jest kwotą, która pozwala myśleć np. o Citroenie C4 Picasso Spacetourer. Patrząc jednak z drugiej strony, tak duży i praktyczny bagażnik oraz tyle przestrzeni otrzymamy dopiero w droższej odmianie „Grand”. Ciekawiej wygląda analiza kosztów wśród „trojaczków”. Nowe Berlingo ze 100-konnym dieslem za 99 950 zł jest wyposażone „po sam dach”. Choć nie ma ogrzewanej kierownicy i szklanego dachu, to ma automatyczną klimatyzację, Webasto, alufelgi, system bezkluczykowy i ogrzewaną przednią szybę, a także kamerę cofania z systemem Park Assist. Peugeot Rifter, czyli kolejny wóz „z rodzeństwa”, jest z kolei droższy – GT Line doposażony do poziomu Opla Combo Life będzie kosztował, wg oficjalnego konfiguratora, 113 950 zł. Ale też będzie bogatszy o felgi aluminiowe, automatyczną klimatyzację i system bezkluczykowy.

Zalety:
  • Niesamowita praktyczność (mnóstwo schowków, pojemny bagażnik, wygodne wsiadanie)
  • Przestronne wnętrze
  • Oszczędny silnik
  • Duże możliwości konfiguracji
  • Pewne zachowanie na zakrętach
  • Łatwość manewrowania

Wady:
  • Bardzo krótkie siedziska, zarówno z przodu, jak i z tyłu
  • Mocy nie wystarcza na autostradach i po załadowaniu samochodu
  • Niewygodne zamykanie drzwi przesuwnych
  • Wysoka cena doposażonego samochodu
  • Nieużyteczny podłokietnik w drzwiach
  • Przeciętne światła

Podsumowanie

Opel Combo Life ma sporo wad, ale sprytnie maskuje je pewnym prowadzeniem, oszczędnym silnikiem, a przede wszystkim, olbrzymią praktycznością wnętrza. Na pewno warto rozważyć tego typu samochód jako auto rodzinne, jeśli tylko nie będą przeszkadzać Wam zbyt krótkie fotele. Choć ceny nie są niskie, naszą rekomendacją będzie jednak silnik diesla o mocy 130 KM. Nie powinien palić znacząco więcej, za to będzie cieszył wyraźnie lepszą dynamiką, zwłaszcza na trasach szybkiego ruchu oraz po załadowaniu samochodu „do pełna”.

Dane techniczne
Dane techniczne producentaOpel Combo Elite Life 1.5 D
Silnikt. diesel, R4, 16 zaw.
Typ zasilania paliwemwtrysk bezpośredni Common Rail
Pojemność1499 cm³
Moc maksymalna75 kW (102 KM) przy 3 500 obr/min.
Maks. moment obrotowy250 Nm przy 1 750 obr/min.
Skrzynia biegówmanualna, pięciobiegowa
Napędprzedni
Zawieszenie przódkolumny MacPhersona
Zawieszenie tyłbelka skrętna
Opony205/60R16
Bagażnik / po złożeniu siedzeń597/2126 l
Zbiornik paliwa50 l
Typ nadwoziakombivan
Liczba drzwi / miejsc5/5
Wymiary (dł./szer./wys.)4403/1848/1841 mm
Rozstaw osi2785 mm
Masa własna /ładowność1398/697 kg
Masa przyczepy / z hamulcem740/1300 kg
Spalanie: miasto/trasa/średnie[WLTP] 5,6-6,7
Emisja CO2[WLTP] 176 g/km
Prędkość maksymalna172 km/h
Przyspieszenie 0-100 km/h12,7 s
Gwarancja mechaniczna2 lata
Gw. perforacyjna /na lakier12 lat/3 lata
Cena wersji podstawowej(1.2 Essentia) 68 800 zł
Cena wersji testowej95 650 zł
Cena egz. testowego108 600 zł